Aż trudno w to uwierzyć, ale jedną z największych łódzkich sportowych nadziei są młodzi… windsurfingowcy. Rodzeństwo Agnieszka i Michał Pietrasikowie należą do najzdolniejszych młodych zawodników ścigających się w Polsce na desce z żaglem.
Nie przeszkadza im w odnoszeniu sukcesów to, że od morza dzieli ich blisko 400 kilometrów.
Agnieszka jest uczennicą szóstej klasy Szkoły Podstawowej nr 19. Jej brat Michał chodzi do drugiej klasy Gimnazjum Salezjańskiego. Oboje reprezentują barwy łódzkiego AZS. Michał na desce pływa od pięciu lat, startuje w regatach od dwóch. Agnieszka też ma za sobą pięcioletni staż, a ściga się w zawodach od roku.
Michał jest mistrzem Polski juniorów do lat 16 z ograniczeniem żagla do 8 i pół metra i wicemistrzem Polski w speedzie. Agnieszka jest mistrzynią świata i mistrzynią Polski dziewczynek oraz srebrną medalistką krajowych zmagań w rywalizacji open dzieci do lat 12, gdzie wyprzedził ją tylko jeden chłopak.
∂ Skąd się wzięła u was miłość do deski z żaglem?
Michał: Najpierw nasz tata uprawiał windsurfing i w to nas wciągnął. Tak nam się to spodobało, że zaczęliśmy startować w zawodach. Całe wakacje spędzamy na Helu, a tam nic innego nie można robić.
∂ Nie jest to uciążliwe, być windsurfingowcem w Łodzi?
Michał: Do polskiego morza mamy daleko. Ale możemy pływać na Jeziorsku, Zalewie Sulejowskim czy Zalewie Zegrzyńskim. W Łodzi trenujemy na siłowni, w sali gimnastycznej. Zimą wyruszamy w góry, żeby pojeździć na desce…snowboardowej.
Agnieszka: Marzy się nam wyprawa zimą do ciepłych krajów, żeby trochę popływać na naszej desce z żaglem i jak najlepiej przygotować do nowego sezonu. Bardzo chciałabym zobaczyć Egipt. Może właśnie taka wyprawa dojdzie tej zimy do skutku.
∂ Dlaczego uprawiacie windsurfing, a nie powiedzmy żeglarstwo?
Michał: Żagle są nudne. Windsurfing jest dyscypliną ciekawszą, szybszą od żeglarstwa. Uprawiałem pływanie, ale ściganie się od barierki do barierki szybko przestało mnie pasjonować. Oboje z siostrą byliśmy też tenisistami. Startowaliśmy w turniejach. Aga miała nawet sukcesy. Mnie jakoś to nie wychodziło. Gdy przypłynąłem na medalowej pozycji w pierwszych moich zawodach w windsurfingu poczułem, że to mnie wciąga. Siostra poszła w moje ślady.
∂ Co jest najtrudniejsze, gdy chce się zrobić windsurfingowy pierwszy krok?
Agnieszka: Złapać równowagę, żeby z żaglem nie przewrócić się do wody. Gdy już się to opanuje, to wyciąganie żagla, który wpadł do wody nie jest specjalnie trudne. Pomagają: wiatr i zdobyte umiejętności techniczne. A poza tym żagiel nie jest ciężki.
∂ Czy jest to drogi sport? – pytam ojca naszych mistrzów.
Piotr Pietrasik: Z pewnością do tanich nie należy. Deska kosztuje od 4 tysięcy złotych w górę, a żagiel od 6 tys. zł.
Michał: Na szczęście dla zawodników są zniżki.
Piotr: Agnieszka, która w zeszłym sezonie była mistrzynią świata korzysta ze światowego programu pomocy dla kobiet uprawiających windsurfing. W każdym kraju takim programem objęte są trzy zawodniczki. To trochę odciąża domowy sportowy budżet. Nie da się jednak ukryć, że w windsurfingu to rodzice opłacają sportową pasję swoich dzieci. W trakcie zimowej przerwy nasz cenny sprzęt trzymamy w… garażu.
∂ Jak pan wypada w rodzinnej rywalizacji?
– Moje dzieci mnie dublują. One są zawodowcami ja – amatorem, choć też startuję w zawodach. Rywalizuję z rodzicami ich kolegów. One są zdecydowanie lepsze technicznie. Mnie nikt tego nie uczył. One mają trenera, który koryguje popełniane przez nich błędy. Szkoleniowiec moich dzieci zna się na tym, co robi. Paweł Gardasiewicz jest bowiem byłym mistrzem świata. Ma za zadanie przygotowć zawodników do planowanego startu w igrzyskach. Za 6 lat windsurfing ma być dyscypliną olimpijską. Wierzę, że zobaczę swoje dzieci rywalizujące o olimpijskie medale. Widzę ile pracy trzeba włożyć na treningu, żeby dojść do mistrzostwa. To powtarzanie po tysiąckroć, aż do znudzenia pewnym elementów technicznych, aż do ich perfekcyjnego opanowania.
∂ A pańska żona też podziela rodzinne pasje?
– Żona jeździ z nami na wszystkie imprezy, ale sama nie pływa. Zajmuje się sprawami organizacyjnymi. Może w przyszłym roku namówimy ją, żeby spróbowała swoich sił i weszła na deskę z żaglem.
Autor artykułu: (pas)