Archive for October, 2000

„Popelina” wystąpił z brodą

Saturday, October 28th, 2000

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi odbyła się wczoraj rozprawa apelacyjna z wniosku Edmunda R. ps. „Popelina”, który odwołał się od wyroku skazującego go na 10 miesięcy więzienia za pomówienie prokuratora.

Kiedy policjanci wprowadzali go na salę rozpraw, ledwo szedł, sprawiał wrażenie człowieka ciężko chorego. Twarz nieogolona z długą brodą, włosy w nieładzie, elegancki garnitur zastąpił więzienny uniform.

Proces toczy się z wyłączeniem jawności. „Express” dowiedział się, że Edmund R. miał wczoraj przedstawić sądowi dowody swojej niewinności.

Sprawa ma związek z grupą przestępczą specjalizującą się w wymuszaniu haraczy, którą dowodził Edmund R. Kiedy proces oskarżonych dobiegał końca „Popelina” oświadczył na sali rozpraw, że prokurator był skłonny ujawnić dane świadków incognito za 50 tysięcy złotych. I za to zasiadł na ławie oskarżonych. 14 czerwca tego roku Sąd Rejonowy w Łodzi skazał go na 10 miesięcy pozbawienia wolności. Oskarżony odwołał się do sądu II instancji, który ogłosi wyrok 3 listopada.

Autor artykułu: (st)

Kasa wychodzi z długów

Saturday, October 28th, 2000

Poprawia się sytuacja finansowa Łódzkiej Regionalnej Kasy Chorych. Ujemny wynik, który pod koniec I półrocza wynosił ponad 53 mln zł zmniejszył się obecnie do ok. 29 mln.

Według planu naprawczego zadłużenie Kasy zostanie zlikwidowane całkowicie do maja przyszłego roku. Niestety, nie jest to jedyne zadłużenie, jakim obarczona jest ŁRKCH. Pozostanie jeszcze 110 mln zł długu, który powstał w 1999 r., w czasie gdy Kasą kierował inny zarząd.- Rada ŁRKCh przyjęła plan finansowy na przyszły rok – poinformował na wczorajszej konferencji prasowej dyrektor ŁRKCh dr Włodzimierz Stelmach. – Na podstawową opiekę zdrowotną przeznaczymy o ok. 3 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Zwiększą się wydatki na stomatologię i opiekę paliatywną (o ok. 20 proc.), prawie 35 proc. więcej przeznaczymy na procedury wysokospecjalistyczne, podniosą się także dopłaty do leków (rok temu zostały źle skalkulowane, co stało się jedną z przyczyn powstania zadłużenia).

Lekarzy, pacjentów, ale także samego dyrektora ŁRKCh martwi niemożność przeznaczenia większych środków na lecznictwo szpitalne (będzie ich tyle samo, co w tym roku). Udało się za to wygospodarować więcej na porady ambulatoryjne. Pacjenci opuszczający szpital pozostaną dłużej pod opieką lekarzy z poradni przyszpitalnej, bez konieczności odwiedzania lekarzy POZ. Choć lekarze pierwszego kontaktu otrzymają nieco mniejszą stawkę kapitacyjną, przypadającą na każdego pacjenta, równocześnie zwiększono środki przeznaczane na porady specjalistyczne – o 45 proc.

Oszczędności dotkną także samą administrację ŁRKCh. Rada Kasy podjęła decyzję o ograniczeniu wydatków na swoje funkcjonowanie o 20 proc. Dyr. Stelmach poinformował też, że w I półroczu na wydatkach administracyjnych Kasy zaoszczędzono ok. 500 tys. zł. Zmalała liczba osób posiadających służbowe telefony komórkowe – z 84 do 38, zmniejszono ryczałty samochodowe i wydatki na szkolenia pracowników (w 1999 r. wydano na nie aż 128 tys. zł, obecnie tylko 6 tys. zł!). Dyrektor spodziewa się, że dzięki takim działaniom zaoszczędzi do końca roku 750 tys. zł, co oznacza zmniejszenie wydatków administracyjnych o jedną trzecią.

Autor artykułu: (ag)

Widzew z mistrzem

Friday, October 27th, 2000

Piłkarze ekstraklasy rozegrają w nadchodzący weekend dwunastą kolejkę. Najciekawiej zapowiada się jutrzejsze spotkanie w Warszawie (godz. 13), gdzie Polonia podejmować będzie Widzew.

Mistrz Polski w ostatnim czasie nie ma najlepszej passy. Drużyna trenera Dariusza Wdowczyka nie może się pochwalić sukcesami. W poprzedniej kolejce ligowej zremisowała zaledwie 0:0 z Dyskobolią.

W środę w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Pucharu Ligo Polonia przegrała z Zagłębiem Lubin 0:1. To prawda, że stołeczny zespół nie wystąpił w najsilniejszym składzie (zabrakło Olisadebe), ale nie tłumaczy to zupełnie mistrza kraju.

Po ostatnim sukcesie ligowym (4:1 z Odrą Wodzisław) atmosfera w Widzewie poprawiła się znacznie. Łodzianie zaprezentowali ciekawy futbol, co pozwala z optymizmem oczekiwać jutrzejszej konfrontacji na stadionie przy ul. Konwiktorskiej.

Nie lada problem będzie mieć łódzki szkoleniowiec z wystawieniem najsilniejszego składu. Po wygranej z Odrą zapowiadał, że zwycięskiej jedenastki nie zmienia się. Okazuje się jednak, że kontuzje wyleczyli już Mirosław Szymkowiak i Maciej Stolarczyk. Obydwaj aż się palą do gry i trener będzie miał spory dylemat, czy w tak trudnym i ciężkim meczu postawić na młodych czy też na doświadczonych piłkarzy. Jakby tego było mało wczoraj w klubie zjawili się dwaj norwescy piłkarze.

Kenneth Karlsen i Vidar Evensen są nominalnymi obrońcami. Pierwszy z nich może również spełniać zadania defensywnego pomocnika. Trzeba przyznać, że skandynawscy zawodnicy imponują warunkami fizycznymi. Obydwaj mierzą blisko 190 cm. Trudno jednak powiedzieć czy zdołają zagrać w Warszawie, ponieważ wczoraj przeprowadzili tylko rozruch na widzewskiej płycie i nie mieli okazji przeprowadzić treningu ze swoim nowym zespołem.

Pojawia się również inny problem. Zgodnie z przepisami PZPN w jednej drużynie może być zgłoszonych tylko pięciu obcokrajowców.

Obecnie w łódzkimi zespole gra już czterech piłkarzy z obcymi paszportami. Gdyby widzewscy działacze chcieli zgłosić obydwu Norwegów, to wcześniej będą musieli wyrejestrować jednego obcokrajowca. Nie jest zatem wykluczone, że przed trenerem Kuszłykiem stanie dylemat na kogo wskazać. Przypomnijmy, że w Widzewie grają już dwaj Litwini Robertas Poskus, Andrius Gedgaudas, Ukrainiec Andrzej Michalczuk i Nigeryjczyk Chiomeze Chioma.

Autor artykułu: (hof)

Marta wśród Zwycięzców

Tuesday, October 24th, 2000

W hali Społem przy ul. Północnej 36 odbyły się: MIędzynarodowy Turniej Nadziei Olimpijskich i VIII Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Seniorów w Taekwondo (Puchar Lee).

Głównym organizatorem imprezy był Okręgowy Związek Taekwondo i PZTaekwondo.

W rywalizacji utalentowanej młodzieży w klasyfikacji zespołowej zwyciężył Slovakia Team 16 pkt., przed AZS UWM Olsztyn 16 pkt., MKS Medyk Łomża 14 pkt. i UKS Andros Puławy 14 pkt. ŁCT Sirocco Łódź zajęło 18 miejsce – 1 pkt.
Indywidualnie najlepiej z łódzkich reprezentantów spisała się Marta Ulańska, która wygrała w kategorii 44 kg. Wśród chłopców w kat. 48 kg na trzecim miejscu uplasował się Kamil Jagas, a w kat. 59 kg piąte miejsce zajął Marcin Dąbrowski.

W Mistrzostwach Polski Seniorów w kyorugi trzecie miejsce w kat. 51 kg. zajęła Anna Adamska z łódzkiego Siroccco. Zwyciężyła w tej wadze Mołdawianka Ludmiła Perefilow.
Trzecią pozycję wywalczył także Mariusz Zawadzki w kat. 72 kg, a najlepszy w tej kategorii okazał się Andrzej Bartosiewicz z AZS Poznań.

Piąte miejsce w kat. 62 kg. zajął Michał Błaszczyk, a Konrad Stępowski był w tej samej wadze na miejscu 9.
W kategorii 67 kg kolejny przedstawiciel łódzkiego ŁCT Sirocco Rafał Kaczorowski uplasował się na 9 pozycji.
Puchar Expressu Ilustrowanego otrzymała silna ekipa Mołdawii, a nagrodę w postaci torby podróżnej i upominków naszej redakcji najlepszy zawodnik mistrzostw.
Impreza pod względem organizacyjnym była bardzo udana i zyskała dobre oceny PZT.

Autor artykułu: (mm)

Poprawiamy Łódź

Tuesday, October 24th, 2000

Oj, sporo mamy w tym mieście do poprawienia. Wciąż odbieramy nowe telefony od naszych Czytelników zdenerwowanych tym, co zdawałoby się – tak łatwo poprawić. Ale nikomu się nie chce.

Tak jak nie chce się podnieść leżącej już ponoć od pół roku wiaty przystanku PKS przy ul. Rokicińskiej w Andrzejowie.
- Niektórzy chodzą szukając przystanku a on leży na chodniku a nawet trochę wystaje na jezdnię – mówi mieszkająca opodal kobieta.

- To już nie do wytrzymania – mówi mieszkanka bloku nr 340 na Radogoszczu – Wschodzie. – Ktoś z pół roku temu rozbił kasetę domofonu przy drzwiach wejściowych. Nikt jej nie naprawia, przy grzejnikach na klatce grzeją się pijani a my… płacimy co miesiąc po 5 złotych na konserwację domofonu.

Inny pomysł na to, co można szybko poprawić miała nasza Czytelniczka, tak jak setki łodzian często zostawiająca auto na parkingu w podwórzu przy Sienkiewicza, na tyłach telewizyjnego wieżowca.
- Dobrze byłoby wymalować tam stanowiska postojowe. Zmieściłoby się więcej samochodów a i parkowanie byłoby łatwiejsze. Tak jak pod hipermarketami. Oby tylko ktoś wtedy nie zaczął pobierać opłat za parkowanie, bo to ostatnia chyba taka enklawa w śródmieściu.

Co jeszcze można w Łodzi niemal od ręki poprawić? A choćby uliczną latarnię przy ul. Żeromskiego 58 – od dwóch tygodni nie świeci się. Albo schody przy poczcie na rogu ulic Boya-Żeleńskiego i Spornej. Wystarczy tam postawić solidną poręcz, by starszym ludziom wchodziło się bezpieczniej. Przydałoby się też na nowo ustawić wiatę na przystanku autobusowym przy ul. Zachodniej (na wysokości Kominiarskiej) obok Bałuckiego Rynku.

- Ktoś w nią widocznie wjechał, zniszczył, potem nikomu nie chciało się jej ustawić – mówi starszy mężczyzna. A przydawała się bardzo. Teraz starsi ludzie, którzy wracają niosąc torby z zakupami mokną w deszczu, a zakupy stawiają w błocie, bo kto ma siłę, żeby trzymać wszystko w rękach…
Inny problem mają mieszkańcy kamienicy przy Sterlinga a i pewnie inni łodzianie idący tą ulicą – a przynajmniej chodnikiem naprzeciw szpitala kardiologicznego – bo chodnik ów wciąż zastawiony jest autami. Tak samo jak ten u podnóża biurowca „Textilimpexu” przy ul. Traugutta. Na źle zaparkowane auta narzekają też mieszkańcy Retkini, nie mogący bez obawy wyjechać z ul. Babickiego w Kusocińskiego – widok zastawiają im samochody. Od razu mówimy – jak najdalsi jesteśmy od wzywania w te miejsca straży miejskiej albo policji. Nie o to chodzi. Po prostu – może parkujący w tych miejscach dwa razy spojrzą na to, co robią.

Autor artykułu: (kow.)

Wybuch!

Tuesday, October 24th, 2000

Dwóch mężczyzn zginęło w wyniku eksplozji do jakiej doszło wczoraj na terenie zakładów „Prefabet” przy ul. Wieniawskiego.
W „Prefabecie” produkowane są pustaki –

w wielkiej hali znajduje się zbiornik, w którym mieszane są poszczególne składniki. Jednym z nich jest pył aluminiowy (metaliczny glin)…

Do tragedii doszło tuż po godz. 11 rano. Dwóch pracowników zakładu, 47- i 57-latek, znajdowało się w pobliżu wysokiej na dwie kondygnacje kadzi, kiedy wprowadzany do instalacji glin nagle się zapalił i doszło do eksplozji.
- Wybuch był tak silny, że obaj mężczyźni zginęli na miejscu – powiedział starszy kapitan Grzegorz Łyskowicz, zastępca komendanta miejskiego PSP. – Ich szczątki były w przerażającym stanie…

Eksplozja doprowadziła do zapalenia się dwóch stojących w pobliżu beczek z pyłem aluminiowym.
Sytuację komplikował fakt, że strażacy do gaszenia pożaru nie mogli użyć wody, bo substancje, z których otrzymuje się pustaki (glin i wapno palone) wchodzą w bardzo gwałtowną reakcję z wodą, a to mogło doprowadzić do kolejnej tragedii.

Trzeba więc było sprowadzić specjalne proszki gaśnicze. Na domiar złego w powietrzu pojawił się jeszcze trujący siarkowodór…
Akcja straży trwała całe popołudnie. Wybuch doprowadził bowiem do rozszczelnienia się instalacji i cała mieszanina się wylała. Powstałe rozlewisko (o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych) trzeba bylo posypywać piaskiem i rozcieńczać wodą, a potem wywozić poza teren zakładu.
Do “Prefabetu” wkroczył prokurator, który zbada wszystkie okoliczności wypadku. Jak mówią strażacy nie był to pierwszy wybuch w tej firmie. Poprzednio (kilka lat temu) jednak nikomu nic się nie stało.

O wyjaśnienie, jak mogło dojść do tej tragedii poprosiliśmy eksperta, mgr inż. Jana Szulca z Katedry Fizyki Budowli i Materiałów Budowlanych PŁ:
- W „Prefabecie” pustaki buduje się na bazie popiołów lotnych i wapna palonego. Glin metaliczny służy do “spieniania” materiału – wchodzi w reakcję z wapniem z wapna palonego, które jest tu spoiwem, co powoduje wydzielanie się pęcherzyków wodoru.
Niebezpieczeństwo polega na tym, że obie substancje – wapno palone i pył aluminiowy są bardzo reaktywne. Sproszkowany glin, jak wszystkie lotne rzeczy, ma tendencje wybuchowe. Wystarczy iskra i może dojść do tragedii…
A co do siarkowodoru… Wprawdzie w popiołach lotnych są pewne ilości siarki (2, 3 proc.) ale ilość siarkowodoru, która z nich powstała, nie powinna stanowić zagrożenia.

Autor artykułu: M Sikora

Śmierć w drodze do pracy

Wednesday, October 18th, 2000

Na trasie ze Strykowa do Brzezin zginęły cztery osoby

Wczoraj, na drodze lokalnej ze Strykowa do Brzezin w miejscowości Tadzin, jeep na łódzkich numerach rejestracyjnych zderzył się czołowo z cysterną CPN. Spośród pięciu jadących nim mężczyzn przeżył tylko jeden – 33-letni Wiesław K. Na miejscu zginął 27-letni Daniel F. kierowca auta i jego trzech pasażerów: 41-letni Jan K., 46-letni Marek K. oraz 49-letni Jerzy S. Mężczyźni (mieszkańcy Zgierza) jechali do pracy w podwarszawskich Jankach. Mieli tam przez dłuższy czas układać kostkę brukową. Oprócz ubrań zabrali ze sobą telewizor, koce, poduszki.

Do tragedii doszło kilka minut po godzinie 7.00 rano. Czarny, terenowy jeep jechał w kierunku trasy do Warszawy. Gdy próbował wyprzedzić autobus PKS, zderzył się z jadącą z przeciwka cysterną.

- Jechałem z Koluszek do Płocka po paliwo – opowiada Zdzisław Sochacki, kierowca cysterny. – Z przeciwka jechał samochód osobowy, za nim autobus PKS, nagle zza autobusu „wyskoczył” pędzący jeep i prosto na mnie. Chyba nie wiedział, że przed autobusem jedzie jeszcze jakiś samochód. Gdy go zobaczył było za późno na jakikolwiek manewr. A ja nawet nie mogłem zjechać w prawo, by uniknąć zderzenia, tam była barierka i głęboki rów.

Rozpędzony jeep uderzył w przednią maskę cysterny z taką siłą, że w kabinie kierowcy ciężarówki otworzył się szyberdach i przednia klapa maski. Nienaruszone zostały zawory spustowe, a cysterna była pusta. W przeciwnym wypadku nastąpiłaby eksplozja. Samochód osobowy obrócił się kilka razy wokół własnej osi i stanął w płomieniach.
- Wyłączyłem stacyjkę, wyłącznik akumulatora, złapałem gaśnicę i zacząłem gasić silnik jeepa. To były sekundy – opowiada kierowca cysterny. – Równocześnie do samochodu dobiegli pasażerowie i kierowca pekaesu z gaśnicą. Jeden z mężczyzn już nie żył, gdy wyciągnięto go ze środka, drugiego, żywego udało się uratować w ostatniej chwili.
- Nagle nastąpił drugi wybuch – dodaje kierowca autobusu PKS. – W samochodzie pozostało trzech mężczyzn. Ale oni już chyba nie żyli.

Ratownikom trudno było dostać się do uwięzionych. Oprócz nich wewnątrz pełno było wypakowanych toreb podróżnych. Mimo szybkiej akcji ratunkowej trzy osoby spaliły się w aucie. Ich zwęglone zwłoki wyciągano z wraku przez ponad godzinę.

- Wszystko wskazuje na to, że kierowca jeepa nie zachował ostrożności i jechał z nadmierną prędkością. To była brawura – powiedziała Joanna Wiśniewska-Mitman, naczelnik wydziału kryminalnego policji w Brzezinach. – Przebieg zdarzenia znamy z relacji świadków. Biegły, który przybył na miejsce potwierdza ich zeznania, ale musimy przeprowadzić szczegółowe dochodzenie.
Wiesław K., który cudem uszedł z życiem przebywa w szpitalu. Ma złamaną szczękę i liczne urazy kończyn. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Autor artykułu: Jed

Kolejny sparing ŁKS Ptak

Wednesday, October 18th, 2000

Na skutek tego, że kilku zawodników ŁKS Ptak (m. in. Rafał Grzelak, Łukasz Madej, Robert Sieran i Paweł Abbott) występuje w reprezentacji Polski w turnieju eliminacyjnym mistrzostw Europy juniorów do lat 18, zostały przełożne terminy dwóch meczów o mistrzostwo II ligi. Powstała więc przerwa, którą trener Bogusław Pietrzak wykorzystał na rozegranie dwóch meczów kontrolnych z Piotrcovią Ptak.
We wczorajszym spotkaniu ełkaesiacy zremisowali z Piotrcovią 2:2 (1:0). Bramki dla łodzian zdobyli: Matusiak i Gondzia, a dla rywali: B. Saganowski i Magdoń.
ŁKS Ptak grał w składzie: Kikowski (46, Sławuta) – Krysiński, Julcimar, Krysiak, Rodrigo (46, Mauro) – Łabędzki, Buchowicz, Dombraye, Gondzia – Matusiak (46, Osiński), Tomar (70, Bartosik).
W najbliższą sobotę, o godz.14, ŁKS Ptak wreszcie powalczy o ligowe punkty, a jego przeciwnikiem będzie KSZO Ostrowiec, zespół znacznie wyżej notowany od łodzian.
– Dla nas nie ma innej alternatywy, jak tylko zwyciężać – mówi trener Bogusław Pietrzak. Inaczej możemy się nie utrzymać w II lidze. Wiem, w jakiej dyspozycji znajdują się piłkarze, których mam na co dzień na treningu, ale pewną zagadkę stanowi dyspozycja tych zawodników, którzy rozgrywają mecze eliminacyjne mistrzostw Europy. Mogą się czuć, co jest normalne, zmęczeni ciężkim turnieju, albo odczuwać nabyte w trakcie urazy. Reprezentanci Polski pojawią się na zajęciach w czwartek i dopiero wtedy okaże się, z których będę mógł skorzystać w pojedynku przeciwko KSZO.

Autor artykułu: m.st.

Brali czy nie brali?

Wednesday, October 18th, 2000

Przed łódzkim sądem toczy się proces w bulwersującej sprawie łapówkarstwa. Prokurator Agata Lubińska twierdzi, że mieli je brać lekarze, funkcjonariusze służby więziennej, rehabilitant i adwokat. Razem 14 osób, które zasiadły teraz na ławie oskarżonych.
Sprawa ma związek z aferą mafijną, powszechnie zwaną „ośmiornicą”. Ogniwem łączącym był aktywny jej uczestnik, Marek B., który za sypanie wspólników uzyskał status świadka koronnego. Za nieczyste interesy, które prowadził od lat podpadł już w 1993 roku. Według prokuratury – chciał wyjść z więzienia z pomocą skorumpowanych lekarzy, klawiszy i swojego obrońcy. Po wstrzyknięciu do kręgosłupa gipsu dentystycznego aresztant zoperowany został przez znanego neurochiruga Zbigniewa K. Za ten zabieg, a także wcześniejsze konsultacje doktor miał przyjąć 55 tysięcy złotych. – To jest wielki absurd, oskarżenie opiera się na pomówieniu bandyty i wielokrotnego recydywisty – twierdził na pierwszej rozprawie Zbigniew K.
Wczoraj sąd przesłuchał kolejnych oskarżonych. – Przyznaję się do winy – powiedział przed sądem dr Jan K., który w tym czasie pracował w więziennej służbie zdrowia. Oskarżony obniżył tylko kwotę łapówki z 50 tysięcy złotych do 5000. Na sali sądowej nie chciał składać wyjaśnień. W tej sytuacji sędzia Sławomir Wlazło odczytał protokoły ze śledztwa. A wynikało z nich, że Marek B. wcześniej poinstruowany przez specjalistów miał symulować uraz kręgosłupa kwalifikujący się do natychmiastowej operacji. 10 maja 1995 roku upadł na więziennym korytarzu. Kiedy odzyskał przytomność, uskarżał się na niedowład nóg. Przyjechała karetka z lekarzem – anestezjologiem więziennej służby zdrowia Zbigniewem Ł., który dodatkowo pracował w pogotowiu. Lekarz przewiózł pacjenta do szpitala Barlickiego, gdzie został zoperowany.
- Wkrótce po zabiegu skontaktowała się ze mną żona Marka B. – wyjaśniał w śledztwie oskarżony. – Na bocznej, mało ruchliwej ulicy przekazała mi 5 tysięcy złotych. – Dwa tysiące dałem Zbigniewowi K., tysiąc Zbigniewowi Ł., a resztę zatrzymałem dla siebie.
- To kłamstwo – oświadczył Zbigniew Ł., oskarżony o przyjęcie łapówki w kwocie 35 tysięcy złotych. – Doktor Jan K. tym kłamliwym pomówieniem zmierza do uniknięcia odpowiedzialności karnej.
Oskarżony Zbigniew Ł. zaprzeczył prokuratorskiemu zarzutowi.
Nie przyznał się też do winy trzeci lekarz służby więziennej Andrzej K., obciążony łapówką w kwocie 15 tysięcy złotych.
Następna rozprawa odbędzie się 19 bm.

Autor artykułu: st

Niewidomy poborowy

Wednesday, October 11th, 2000

<b>Nonsens wojskowej biurokracji</b><br><br>18-letni Grzegorz Bartosik, niewidomy od urodzenia, w dodatku cierpiący na autyzm musi stawić się przed komisją wojskową!

- Syn skończył 18 lat 21 lutego. Kilka dni temu, w czwartek dostał pismo z delegatury Łódź Widzew, że ma zgłosić się w celu dokonania obowiązku rejestracji przedpoborowych &#8211; mówi jego mama, pani Jadwiga. &#8211; Następnego dnia zadzwoniłam do delegatury mówiąc, że to chyba jakaś pomyłka. Dowiedziałam się, że chłopiec musi przyjść i koniec. Próbowałam tłumaczyć, że to niemożliwe, bo on w ogóle nie wychodzi z domu (nawet dowód osobisty załatwiałam za niego ja). Odpowiedziano mi, że niewidomi przecież mogą chodzić…
-
Pani Jadwiga poszła do delegatury sama.

- Wzięłam ze sobą dowód osobisty syna, w którym jest napisane wyraźnie, że jest niewidomy oraz książeczkę Polskiego Związku Niewidomych – opowiada. – Myślałam, że to wszystko wyjaśni, tymczasem urzędniczka wręczyła mi dokument: potwierdzenie zgłoszenia się do rejestracji przedpoborowych. Dowiedziałam się też, że na wiosnę syn dostanie kolejne wezwanie na komisję, na które ma się stawić osobiście. Próbowałam wytłumaczyć, że to niemożliwe. On jest dzieckiem autystycznym. Kontakt z nim jest utrudniony. Niestety, urzędniczka wyjaśniła, że na komisji muszą go obejrzeć, w dodatku legitymacja Związku Niewidomych nie jest żadnym dokumentem. Syn musi przynieść… aktualne zaświadczenie lekarskie, stwierdzające, że w dalszym ciągu jest niewidomy!
- &#8222;Niewidomy&#8221; to osoba, która utraciła wzrok w co najmniej 90 procentach – mówi Teresa Brzezińska, dyrektorka Biura Okręgu Łódzkiego Polskiego Związku Niewidomych. – Przy pomocy ćwiczeń optycznych lub różnych przyrządów (okulary, lupa) na pozór może w miarę normalnie funkcjonować. Poza tym słyszałam o kilku przypadkach, kiedy zagraniczna operacja przywróciła chorym wzrok. Ale do wojska na pewno się nie nadawali…
-
Henryka Rosiak, kierowniczka referatu Spraw Obywatelskich Delegatury Łódź Widzew uważa, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.
- Każdy mężczyzna, który ukończył 18 lat musi stawić się na rejestracji przedpoborowych. Od osobistej wizyty zwolnieni są tylko inwalidzi nie chodzący – mówi.
-
Komisji lekarskiej Grzegorz Bartosik nie uniknie. Zgodnie z przepisami mama chłopca musi przynieść ze sobą zaświadczenie lekarskie i dokumenty z poradni zdrowia, szpitala itp., stwierdzające że… syn leczył się na ślepotę.

- Samo orzeczenie inwalidztwa to za mało. Wojsko musi wiedzieć na jaką chorobę cierpi poborowy – tłumaczy H. Rosiak.
-
Na komisji Grzegorz zostanie przyjęty poza kolejnością, a jeśli nie będzie mógł się stawić osobiście – lekarze mogą go odwiedzić w domu (o ile dokumenty, dostarczone przez rodziców będą niewystarczające). Dopiero na komisji lekarskiej chłopak dostanie kategorię &#8222;E&#8221; (trwale niezdolny do służby wojskowej w czasie wojny i pokoju). Wtedy też będą sporządzone papiery, które zostaną przekazane do WKU i procedura się zakończy.

Autor artykułu: Magdalena Grochowalska