Archive for October, 2000

Mnożą się napady na księży i świątynie

Wednesday, October 11th, 2000

Okradziono kościół pod wezwaniem Przemienia Pańskiego przy ul. Rzgowskiej w Łodzi. Łupem złodziei padły dwie puszki z datkami dla biednych ludzi. Było w nich około 750 zł zebrane od wiernych w czasie ubiegłotygodniowej akcji „Tydzień Miłosierdzia”.
- Sprawcy wybili w nocy szybę w uchylnym okienku od ul. Broniewskiego – opowiada ksiądz prałat Józef Fijałkowski, proboszcz parafii. – Drewniane puszki stały pod chórem. Były przywiązane łańcuchem zapiętym na kłódkę i przymocowanym do ławki przy filarze. Przestępcy rozerwali łańcuch i zabrali łup. Świątynię opuścili tą samą drogą, którą weszli. W parafii jestem ponad 20 lat i nie spotkałem się z tak bezczelną kradzieżą – dodaje z goryczą ksiądz prałat.
-
Kradzież zauważył kościelny, który przyszedł rano otworzyć kościół. Natychmiast powiadomiono policję. Technik kryminalistyczny zabezpieczył ślady pozostawione przez przestępców, m. in. ślady zapachowe oraz krew włamywacza, który skaleczył się rozbijając szybę. Zajęli się nimi eksperci Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Podinspektor Sylwestr Stępień, komendant komisariatu policji przy ul. Wólczańskiej, który zajął się tą sprawą mówi, że pozwolą ze stuprocentową pewnością zidentyfikować włamywaczy.

W ciągu ostatnich miesięcy jest to już kolejna kradzież w kościołach przy Rzgowskiej. Wcześniej z kościoła ojców franciszkanów pod wezwaniem matki Bożej Anielskiej, przy ul. Rzgowskiej, skradziono mechanizm od przedwojennego zegara „Dom Gong”.
Najgroźniejsze jednak kradzieże i napady na księży odnotowano poza Łodzią. W Zgierzu trzej bandyci w nocy włamali się na plebanię kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Różańcowej przy ul. Parzęczewskiej 70. Grożąc księdzu łomem zrabowali pieniądze zebrane na budowę kościoła. Nie zawahali się nawet zbezcześcić tabernakulum, w którym przechowywano monstrancję i kielichy mszalne. W Koluszkach przed północą dwaj mężczyźni przyszli prosić księdza o udzielenie posługi umierającemu. Gdy dostali się na teren plebanii kościoła pod wezwaniem Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej przy ul. Mickiewicza, sterroryzowali duchownego bronią i zażądali pieniędzy. 42-letni ksiądz zorientował się, że chcą go zastraszyć plastikową atrapą pistoletu i stawił im zdecydowany opór. Napastnicy nie mogąc sobie dać z nim rady uciekli. W Nowosolnej łupem włamywaczy do plebanii padła kasetka z 31 tys. zł, sprzęt rtv oraz dowód osobisty księdza. Do tej pory nie udało się również ustalić, kto podpalił zakrystię kościoła w Chrzanowicach, w pow. radomszczańskim. Spłonęło całe pomieszczenie oraz szaty i naczynia liturgiczne.

Autor artykułu: (em)

Ścigają za podatki

Wednesday, October 11th, 2000

Urząd chce ściągnąć 2 mln zł zaległego podatku drogowego…

Łódzki taksówkarz dostał z magistratu pismo nakazujące mu zapłacić zaległy podatek drogowy sprzed 5 lat. Uzbierało się tego sporo, bo do 900 zł długu doszło 1800 zł odsetek. Magistrat takich dłużników ma wielu – zniesionego trzy lata temu podatku drogowego krócej lub dłużej nie płacili właściciele ok. 25 tysięcy aut. Długi zmotoryzowanych łodzian urosły już do astronomicznej kwoty rzędu 2 milionów złotych!
- Wpłaciłem już 1,5 tysiąca – mówi taksówkarz namierzony w końcu przez urzędników – ale coś mi się tu nie podoba. Przecież po pięciu latach następuje przedawnienie. Ja nie płaciłem od końca 1994 roku, więc tę część do 1996 roku powinni mi darować – od 1995 roku pięć lat mija z upływem 1999 roku – wylicza zginając kolejne palce od kciuka poczynając – 1995, 1996, 1997, 1998 i 1999!
-
- To nie tak – mówi jednak Agnieszka Szczepaniak, wicedyrektor miejskiego wydziału finansowego – roszczenia z 1995 roku w tym roku są jeszcze wymagalne. A te z 1994 roku? Formalnie już nie, ale trudno coś powiedzieć nie widząc konkretnych dokumentów. Widocznie w tej sprawie było już wcześniej wszczęte postępowanie i wobec tego nie możemy mówić o przedawnieniu.
-
Dyrektor Szczepaniak zapowiada, że pracownicy jej wydziału będą sprawdzali dokument po dokumencie i wszystkich dłużników w końcu wyłapią. I to zanim ich dług się przedawni. Także tych, co zalegają z płaceniem innych miejskich podatków – np. od nieruchomości albo od psów, choć te ostatnie akurat spływają do gminnej kasy dość regularnie. Pewnie dlatego, że ich ściąganiem zajmują się chodzący po domach inkasenci, pobierając za to spory udział w owym podatku.

Gorzej jest z nieruchomościami. Największe zaległości mają tu wobec miasta firmy z wielkim terenem i równie dużymi kłopotami finansowymi. Najliczniejsi są jednak kierowcy, mający (niestety, chyba złudne) nadzieje, że niepłacenie drogowego im się upiecze.

- Szczególnie wśród taksówkarzy było to zjawisko tak częste, że chyba za punkt honoru mieli, by nie płacić – mówi dyr. Szczepaniak. – Wiele osób wierzyło, że mamy w papierach taki bałagan, że za nimi nie trafimy.
Czy pieniądze ściągane z dłużników podatku drogowego idą choć na poprawę stanu łódzkich dróg? Ależ skąd. Trafiają do jednego wora, wraz ze wszystkimi dochodami gminy.

- Nie ma w miejskim budżecie pieniędzy znaczonych – wyjaśnia wicedyrektor wydziału finansów. – Wydawane są na wszystkie cele wymienione w budżecie miasta.
Zaległą należność miasto rozkłada na raty, pod warunkiem wpłacenia połowy odsetek (naliczanych rocznie w wysokości 46 procent). A gdy po pieniądze przyjdzie wysłany przez magistrat poborca z Urzędu Skarbowego, zapłacić trzeba mu jeszcze dodatkowe 10 procent…

Autor artykułu: (kow.)

Oblężenie „Lumumbowa”

Monday, October 9th, 2000

”Na imprezie pojawiło się 30 tysięcy studentów
Tłumy studentów zjechały w piątek i sobotę do miasteczka akademickiego przy ul. Lumumby. Tak wielu młodych ludzi nie widziano tam nawet na juwenaliach!

Ponad 30 tysięcy osób przyciągnęła impreza pod hasłem: „Pierwsze koty za płoty”. Zorganizowało ją Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Łódzkiego. Wśród licznych konkursów, koncertów i zabaw (odbył się m.in. chrzest studentów I roku), największą atrakcją stał się sobotni występ Kazika i KULTU. Na ponad dwie godziny 30-tysięczną publiczność ogarnęło istne szaleństwo. Co chwilę w ręce osobistej ochrony KULTU strzegącej sceny wpadały kolejne osoby przenoszone na rękach nad głowami tłumu i przerzucane przez barierki. Ochroniarze (uznawani za jedną z najlepszych w kraju ekip pilnujących porządku na koncertach) ze stoickim spokojem odprowadzali śmiałków, a ci… za moment znów wpadali w ich objęcia.

Skandującej nieprzerwanie publiczności nie przeszkadzało nawet, iż pod koniec koncertu „niedysponowany” lekko Kazik musiał sobie pomagać czytając teksty piosenek z kartki…

Autor artykułu: (Iwo)

Łodzianie z kasą

Monday, October 9th, 2000

Zwrot w kierunku lokat walutowych fachowcy tłumaczą systematycznym umacnianiem się dolara na światowych giełdach. Jednak nadal wolimy oszczędzać w złotówkach, gdyż walutowe zasoby stanowią zaledwie 13 proc. bankowych zaskórniaków.

Co najmniej 4.120 zł i 142 dolary ma każdy z 2 mln dorosłych mieszkańców województwa łódzkiego! Statystyka bywa przekorna, bowiem na jednego potentata z milionem na koncie przypada 250 osób z pustymi portfelami.
Największy bank drobnych ciułaczy czyli PKO BP obsługuje w regionie łódzkim 1 mln 400 tys. klientów, którzy mają razem 3,5 mld zł, wypada więc po 2,5 tys. zł na osobę. Jednak większość tych pieniędzy rozchodzi się w ciągu miesiąca, bo posiadacze ROR-ów wydają swoje dochody na bieżące potrzeby. Na założenie lokaty decyduje się mniej więcej co dwudziesty posiadacz konta.
Klienci PKO BP najchętniej i najwięcej lokują na 6 lub 12 miesięcy – po 6,5 tys. zł. Na trzy miesiące ludzie wpłacają po około 4.400 zł.

Oszczędności łodzian zdeponowane w naszym banku przestały dynamicznie rosnąć – mówi Mariusz Kaszycki z PKO BP. – To jest odzwierciedlenie trudnej sytuacji gospodarczej w kraju. Tylko nieliczni klienci mają na kontach znaczące kwoty powyżej 50 tys. zł. Niektórzy większe sumy dzielą i wpłacają na kilka lokat.

Autor artykułu: (Ik a)

Wyborcza niedziela

Monday, October 9th, 2000

Łodzianie głosowali wczoraj w 389 lokalach wyborczych. W śródmiejskiej komisji przy ul. Moniuszki pierwsi głosujący pojawili się tuż po otwarciu, kilka minut po godz. 6.00. Rano najczęściej głosowały osoby starsze. I to one najliczniej (kłopoty ze wzrokiem, brak okularów) potrzebowały pomocy członków komisji w wypełnianiu kart do głosowania.

Wybory przebiegały spokojnie, choć do Okręgowej Komisji Wyborczej wpłynęły protesty przeciwko zakłócaniu ciszy wyborczej. Złożyły je łódzkie komitety wyborcze Aleksandra Kwaśniewskiego i Mariana Krzaklewskiego. Komisja przesłała je wszystkie do Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie. Wiele osób przebywających w Łodzi tymczasowo nie mogło oddać głosu w wyborach prezydenckich, bo nie wzięły specjalnych zaświadczeń z miejsca swego stałego pobytu. Komisje w takich wypadkach odmawiały wydania karty do głosowania.

Przewodniczący kilkunastu obwodowych komisji wyborczych, z którymi się wczoraj kontaktowaliśmy zapewniali, że głosowanie przebiegało u nich bez przeszkód.
W bałuckiej OKW nr 1 przy ul. Plonowej frekwencja sięgała 50 procent, jak powiedział nam przewodniczący Albin Wiech. Najwięcej osób głosowało tam od południa. Marcin Choiński, przewodniczący komisji nr 18 przy ul. Rojnej szacował zaś frekwencję na 50 do 60 procent. Szczyt przypadł przed godz. 15.00. Podobnie było w komisji nr 288 przy al. Kościuszki, (frekwencja ok. 50 proc.) gdzie przewodniczącym był Tomasz Król. Mniej głosujących, bo 30 do 35 proc. przyszło do urny w obwodzie nr 296 przy ul. Więckowskiego – poinformował „Express” wiceprzewodniczący komisji Henryk Jan Graczyk.

Według sondaży – w I turze 54,7 proc. głosów otrzymał Aleksander Kwaśniewski.

Wyniki sondaży – o ich poprawności przekonamy się za kilka dni, gdy Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi oficjalny komunikat – świadczą, że wyboru dokonaliśmy już w I turze i prezydentem na kolejne 5 lat został Aleksander Kwaśniewski.
Jak oceniła PKW, wybory były dobrze przygotowane i przebiegły bez poważniejszych incydentów. Do urn poszło – również wg sondaży – 61,6 proc. uprawnionych.

Autor artykułu: (kow.)

Psia interwencja

Tuesday, October 3rd, 2000

W Grotnikach umiera z głodu pies – zaalarmowała urzędników gminy Zgierz jedna z mieszkanek tej miejscowości. – Właściciele zwierzęcia wcale się nim nie opiekują. Pies jest w opłakanym stanie. Sąsiedzi próbują go dokarmiać, ale nie na wiele to się zdaje, bo na terenie posesji biega silniejszy od niego rywal.Wczoraj z interwencją u właścicieli psa zjawili się: Hanna Fibakiewicz, dyrektor schroniska dla zwierząt w Łodzi, Andrzej Gibki, kierownik Referatu Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Urzędu Gminy Zgierz oraz członkowie zgierskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Za bramą powitał ich szczekaniem duży mieszaniec podobny do wilka. Po chwili z domu wyszła otulona w szlafrok kobieta, a za nią wynędzniały pies collie z nierówno przystrzyżoną sierścią i wyraźnymi zmianami na skórze (na zdjęciu). Na pytanie, dlaczego pies tak wygląda, kobieta odpowiada: „bo jest chory”.
Opiekunka 12-letniego Bandosa nie była z nim u weterynarza, bo – jak twierdzi – nie ma na to pieniędzy. Psa leczy sama, stosując dietę i kąpiele w rozmarynie. Ale leczenie nie skutkuje, bo „źli ludzie wrzucają psom kości za siatkę”.
Na propozycję, by poddać Bandosa leczeniu w schronisku dla zwierząt, kobieta nie wyraziła zgody. Urzędnicy bliscy byli odebrania psa siłą, z pomocą policji. O bezsensowności takiego postępowania przekonała ich jednak dyrektor Fibakiewicz.
- Rozstanie z właścicielem i miejscem, do którego pies się przywiązał, mogłoby mu przynieść więcej szkody niż leczenie pożytku – stwierdziła.
Interwencja w Grotnikach zakończyła się ugodą, zgodnie z którą pies zostanie przebadany przez weterynarza powiatowego na miejscu. Koszty badania pokryje prawdopodobnie gmina.
Niech to będzie symboliczny prezent dla czworonogów z okazji przypadającego dziś Światowego Dnia Zwierząt.

Autor artykułu: (dj)

Damy miastu drzewa

Tuesday, October 3rd, 2000

Nawet łodzianie mawiają, że Łódź to miasto szare, smutne, betonowe, brzydkie. Dla tych, którzy nie godzą się z takimi opiniami, którzy pragną, by Łódź stała się miastem pięknym i zielonym mamy propozycję – posadźmy park. 14 października br. nasi czytelnicy wspólnie z dziennikarzami „Expressu” będą mogli posadzić ponad 180 drzew w nowo powstającym parku na tzw. Górce Widzewskiej.
Zapraszamy wszystkich, których mierzi malkonten-ctwo i wieczne narzekania, że „nic się nie dzieje”. Zapraszamy tych, którzy wierzą, że Łódź może być miastem pięknym i przyjaznym dla jego mieszkańców. Liczymy na mieszkańców Widzewa, ale mamy nadzieję, że pomóc w sadzeniu przyjdą także łodzianie z innych dzielnic – park ma być przecież wspólnym dobrem.
Do posadzenia będzie ponad 180 lip i jarząbów, które zgodnie z projektem stanąć mają wzdłuż głównej alei parku. Ponieważ zaś nie będą to mikre sadzonki, lecz ponaddwumetrowe młode drzewka, efekt wspólnej pracy będzie widać od razu.
Naszym wolontariuszom pomogą pracownicy Zakładu Zieleni Miejskiej Łódź – Północ, który jest głównym wykonawcą parku. Więcej szczegółów podamy już wkrótce.
Prace przy budowie parku na Górce Widzewskiej (to nazwa robocza, oficjalnej jeszcze nie ma), który powstaje przy ul. Bartoka obok kościoła pw. św. Alberta Chmielowskiego trwają już od ubiegłego roku. (Dokończenie ze str. 1)
W ciągu kilkunastu miesięcy teren wyrównano, ukształtowano według projektu, wytyczono alejki, skanalizowano, częściowo już obsiano trawą i obsadzono drzewami przesadzonymi tu m.in. z terenu budowy pobliskiego hipermarketu. Już stoją stoliki szachowe, a nawet lampy, które będą rozświetlać park nocą. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze na początku ubiegłego roku nie było tu dosłownie nic… A w planach jest jeszcze m.in. budowa ścieżek rowerowych, mostku, małej gastronomii. Inwestor – Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Łodzi – zapewnia, że gdy prace się zakończą będzie to jeden z najlepiej zagospodarowanych terenów zielonych w Łodzi. Tym bardziej iż to pierwszy od ponad 20 lat nowo powstający park w Łodzi. 14 października wszyscy będą mogli przyłożyć do tego rękę.

Autor artykułu: (pij)

Alkotest w ręku szefa

Tuesday, October 3rd, 2000

Szef ma prawo poprosić nas o dmuchnięcie w alkomat, a my – możemy odmówić. Tak jest dzisiaj. Posłowie chcą to zmienić i tak znowelizować „Ustawę o przeciwdziałaniu alkoholizmowi”, by odmowa była wbrew prawu. Sprawdziliśmy, jak, niezależnie od kształtu ustawy, kontrolowana jest trzeźwość w łódzkich zakładach pracy.
Firma „Amii” z Nowosolnej testery trzeźwości, popularnie, choć niewłaściwie zwane alkomatami (taka nazwa zastrzeżona jest dla urządzeń firmy „Siemens”) importuje i sprzedaje od 4 lat.
- Firmy kupiły ich od nas tysiące – powiedziano nam w „Amii”. – Naszymi klientami są hipermarkety, zakłady budowlane, firmy produkujące wina, a także Łódzki Zakład Energetyczny… A nas od czterech lat trapi pytanie: dlaczego testery trzeźwości największym powodzeniem cieszą się wśród szefów zakładów mleczarskich?
Anna Szarkowska, prezes Łódzkiej Spółdzielni Mleczarskiej, przyznaje, że dysponuje testerami trzeźwości.(Dokończenie ze str. 1)
- Cóż, mamy sporą bazę transportową – innej odpowiedzi na pytanie zadawane w „Amii” pani prezes nie znajduje. – Jednak kierowcom wystarcza świadomość, że alkotesty są. Nie pamiętam, kiedy ostatnio trzeba było użyć takiego urządzenia.
Na terenie Spółdzielni obowiązuje zakaz obchodzenia imienin, z okazji których solenizant „stawia”.
- W Łodzi są zbyt duże problemy ze znalezieniem pracy, żeby nie był przestrzegany… – mówi prezes Szarkowska.
Alkotesty stosowane są powszechnie w hipermarketach. Jak powiedziano nam w „Jumbo”, nie trzeba u pracownika zaobserwować objawów nietrzeźwości, aby profilaktycznie przetestować tę czy inną osobę.
- To chyba naturalne – wyraża swe przekonanie szef ochrony hipermarketu. – Są miesiące, w których wykrywamy kilka przypadków pracy po spożyciu alkoholu.
W pabianickiej wytwórni nalewek o mocy do 18 proc. testowania pracowników nie uważa się za normalne.
- Pracownicy nie zawiedli jeszcze naszego zaufania – powiedziano nam. – Na wszelki wypadek mamy alkomat, ale bezpodstawne sprawdzanie ich byłoby obrażające. U nas tylko technolog pije w pracy – zażartowano.
Dopóki „Ustawa o przeciwdziałaniu alkoholizmowi” nie zostane znowelizowana, możemy w pracy odmówić dmuchania w tester. Odmawiamy z rzadka.
- Dla nas odmowa jest równoznaczna z przyznaniem się do winy – powiedziano nam w jednym z łódzkich hipermarketów.
A w sytuacji szalejącego bezrobocia nawet niewinny woli nie narażać się chlebodawcy w imię swej godności…
Nie jest pewne, czy w razie zwolnienia sąd pracy uzna naszą – a nie szefa – rację.

Autor artykułu: (M.T.)