Archive for December, 2000

Śmierć w alkoholowym amoku

Wednesday, December 20th, 2000

Przed łódzkim sądem rozpoczął się wczoraj proces w kolejnej rodzinnej tragedii spowodowanej przez alkohol. Na ławie zasiadł 36-letni Dariusz D., oskarżony o zabójstwo żony.

- Nie przyznaję się do winy – powiedział. Nie chciał też składać wyjaśnień.

Barbara i Dariusz D. byli po rozwodzie, ale nadal mieszkali razem. Oboje pili bez umiaru. W alkoholowym amoku dochodziło do awantur i bijatyk. Świadkowie mówili, że prowokował je oskarżony.

9 marca tego roku każde piło w innym gronie, poza domem. Kiedy się spotkali, wybuchła kłótnia. W pewnej chwili Dariusz D. chwycił siedzącą na fotelu żonę za włosy i wbił w jej plecy nóż.

Nie zadzwonił po pomoc. Lekarz pojawił się w domu na wezwanie sąsiada, który dostrzegł zakrwawioną kobietę przez uchylone drzwi. Ranna jeszcze żyła, zmarła na stole operacyjnym.

Następna rozprawa odbędzie się 17 stycznia.

Autor artykułu: st

Luźniej na ul. Pabianickiej

Wednesday, December 20th, 2000

Drogowcy rozważają poszerzenie przejazdu pod wiaduktem PKP
W przyszłym roku ma rozpocząć się przebudowa ul. Pabianickiej – na odcinku od al. Włókniarzy do ul. Leszczowej (za wiaduktem PKP).

Początkowo planowano, by ruch na wiecznie zatłoczonej ul. Pabianickiej rozładować poprzez dobudowanie dodatkowego pasa dla aut jadących w stronę ronda Lotników Lwowskich (dziś są tam dwa pasy dla skręcających w lewo – w al. Włókniarzy – i jeden dla jadących na wprost). Całości modernizacji dopełniać miały wyciszone tory tramwajowe wykonane w tak zwanej technologii węgierskiej.

Jednak kilka dni temu drogowcy doszli do wniosku, że lepiej od razu poszerzyć obie jezdnie, a także ciasny przejazd pod wiaduktem kolejowym. Prace miałyby potrwać do 2002 roku.
Jeśli władze miasta zaakceptują ten drugi wariant przebudowy, wiadukt zostanie poszerzony jeszcze w przyszłym roku – zmieszczą się pod nim dwie 10,5-metrowe jezdnie (po 3 pasy ruchu każda) i torowisko tramwajowe. Ul. Pabianicka przy wylocie w al. Włókniarzy będzie mieć do pięciu (dokładnej liczby jeszcze nie ustalono) pasów ruchu – 3 dla skręcających w lewo i 2 dla jadących w stronę ronda Lotników Lwowskich.

Autor artykułu: SiM

Dwa ciosy nożem

Monday, December 18th, 2000

Biegli: silne wzburzenie
Podczas kolejnej awantury pijany mąż zażądał od Elżbiety W. pieniędzy na następną flaszkę. Kiedy odmówiła, zaczął ją bić. Wtedy zdesperowana chwyciła nóż i zadała mężowi dwa ciosy. Udzieliła rannemu pierwszej pomocy i wyszła z domu by wezwać karetkę. Na ratunek było już za późno, lekarz stwierdził zgon.

39-letnia Elżbieta W. została aresztowana pod zarzutem zabójstwa. Biegli, którzy badali oskarżoną stwierdzili, że do tragedii doszło pod wpływem silnego wzburzenia. I taką kwalifikację przyjął prokurator.

Związek tych dwojga trwał 18 lat, ale tylko na początku był udany. Potem Mirosław W. zaczął pić. Z upływem lat nałóg potęgował się. Mąż był agresywny, wulgarny, skory do awantur i bijatyki.

16 września kolejna awantura połączona z biciem zakończyła się tragicznie.

Sekcja zwłok wykazała, że nóż przeciął tętnicę podobojczykową i żyłę szyjną. W ocenie medyków – przyczyną zgonu było wykrwawienie.

W śledztwie oskarżona przyznała się do winy. Prokurator z Górnej przekazał akta tej sprawy do Sądu Okręgowego w Łodzi.

Za zabójstwo w afekcie kara jest znacznie niższa – od roku do 10 lat więzienia.

Autor artykułu: st

Wywalczyły 200 zł

Monday, December 18th, 2000

Koniec okupacji szpitala im. Barlickiego
W sobotę wieczorem pielęgniarki zakończyły okupację łódzkiego szpitala im. Barlickiego. Po trwających 7 godzin burzliwych dyskusjach z dyrekcją szpitala protestujące kobiety wywalczyły podwyżkę w wysokości 200 złotych netto do pensji zasadniczej.

- Żądałyśmy podwyżki 250 zł netto, otrzymałyśmy 200 zł. Oczywiście był to z naszej strony kompromis, ale jesteśmy zadowolone. – mówi Elżbieta Matuszko, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w tym szpitalu. – Na rzecz podwyżki zrezygnowałyśmy także z 10-procentowej premii, którą dyrektor obiecał w I kwartale 2001 r. wszystkim pracownikom szpitala.

Na znak solidarności z trwającym ogólnopolskim protestem szpital im. Barlickiego pozostanie oflagowany, a pielęgniarki nadal pracować będą w czarnych koszulkach.

Autor artykułu: mj

Czy kierowca opla trafi do więzienia?

Monday, December 18th, 2000

Od piątku obowiązują zaostrzone przepisy kodeksu karnego
Sobota godz. 8 rano. Na al. Śmigłego – Rydza jest niewiele pojazdów, ale pojawia się samochód marki Opel.

Kierujący wzbudza podejrzenie policjantów, którzy postanawiają zatrzymać auto do rutynowej kontroli. Kierowca proszony jest na sprawdzenie stanu trzeźwości. Dmucha w alkotest. Okazuje się, że ma ponad 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Według prawa jest więc przestępcą.

W miniony piątek weszła w życie zmiana w przepisach kodeksu karnego dotycząca nietrzeźwych kierowców. Pierwszym, który odpowie przed sądem według zmienionych paragrafów, będzie zatrzymany w sobotę mężczyzna.

- W ciągu 2 – 3 tygodni sprawa trafi do sądu, gdzie zapadnie wyrok – komentują zdarzenie policjanci z łódzkiej drogówki. – Jeśli chodzi o działania z naszej strony, to nic się nie zmieniło. Wszystko odbywa się tak, jak przed kilkoma dniami. Zatrzymany podczas rutynowej kontroli nietrzeźwy kierowca traci prawo jazdy. Jeśli jest w stanie o własnych siłach dotrzeć do domu, zostaje puszczony. Jeśli nie, funkcjonariusze odwożą go do izby wytrzeźwień. Gdy następnego dnia dojdzie do siebie wypełniane są odpowiednie dokumenty i sprawa zostaje przekazana dalej, czyli kiedyś do kolegium, dziś już do sądu.
Ok. 30-letni mężczyzna, którego w sobotę zatrzymano w oplu może „za kratki” trafić nawet na 2 lata.
Przypomnijmy, że od minionego piątku wszyscy kierowcy, którzy siadają za kierownicą po spożyciu alkoholu, a w ich krwi stwierdzi się od 0,5 i więcej promila, są przestępcami.
Dotyczy to zarówno kierujących pojazdami mechanicznymi, jak również rowerzystów. W przypadku cyklistów maksymalna kara za jazdę w stanie nietrzeźwym to 1 rok więzienia.

Polskie prawo zabrania prowadzenia pojazdów, jeżeli zawartość alkoholu we krwi jest wyższa niż 0,2 proc.

- do 0,2 proc. alkoholu we krwi – jest to stan trzeźwości,
- powyżej 0,2 proc. alkoholu we krwi – stan wskazujący na spożycie, traktowany jest jak wykroczenie drogowe,
- od 0,5 i powyżej – stan nietrzeźwości – przestępstwo.

Autor artykułu: TJ

Ogień strawił 9 aut

Tuesday, December 12th, 2000

Proces podpalaczy
- Nie przyznaję się do winy – oświadczył wczoraj 23-letni Przemysław W., który stanął przed sądem pod zarzutem podpalenia 9 samochodów zaparkowanych na Retkini. Nie potwierdził też prokuratorskich zarzutów jego wspólnik 26-letni Marcin A. Obydwaj nie chcieli jednak składać wyjaśnień.

Nocą 4 maja strażacy dostali wiadomość o palącym się na ul. Maratońskiej „Żuku”. Kiedy przyjechali na miejsce, samochód był doszczętnie spalony. Potem już lawinowo napływały wieści o płonących autach podpalanych w różnych rewirach Retkini.

- Tej nocy byliśmy razem u koleżanki – mówił w śledztwie Przemysław W.
- Do jej domu przyszliśmy wieczorem. Ania zrobiła kolację, a potem słuchaliśmy muzyki. Byliśmy tam prawie całą noc. Potem wyprosiła nas matka Ani, zdenerwowana hałasem, a także tym, że córka podejmuje gości zamiast przygotowywać się do matury.

Marcin A. mówił w śledztwie to samo.
Ktoś zaobserwował dwóch młodych mężczyzn kręcących się przy samochodach. Podał ich rysopisy. Policyjny radiowóz penetrował ulice. Na Retkińskiej funkcjonariusze dostrzegli dwóch młodych mężczyzn. Zaczęli ich ścigać. Uciekali opłotkami.
– Stój, bo strzelam – krzyknął jeden z policjantów. I wtedy dopiero zatrzymali się.

Prokurator oskarżył ich o wzniecenie pożarów zagrażających życiu i mieniu innych. Z opinii ekspertów wynikało, że podpalacze wlewali do upatrzonego auta jakiś łatwopalny płyn, a kiedy buchał ogień, uciekali. Takie fajerwerki zagrażały innym stojącym obok autom, a co najważniejsze lokatorom pobliskich domów.
Straty materialne oszacowano na 36.200 złotych.
Dzisiaj dalszy ciąg procesu.

Autor artykułu: st

Urzędnik przychodzi po zmroku

Tuesday, December 12th, 2000

Gdy za oknami robi się ciemno, pracownicy wydziałów finansowych Urzędu Miasta kończą pracę i ruszają na wędrówkę po domach lokatorów. Krążą po klatkach schodowych roznosząc urzędowe decyzje. Wielu ludzi boi się otworzyć im drzwi podejrzewając, że są oszustami.

- Dochodziła godzina 20.00 gdy usłyszałam dzwonek do drzwi – opowiada 80-letnia mieszkanka kamienicy przy ul. Sienkiewicza. – Przez wizjer zobaczyłam dwóch mężczyzn. Rozmawiałam z nimi przez zamknięte drzwi. Gdy powiedzieli, że są z Urzędu Miasta, nie uwierzyłam. Po co chodziliby po nocy? – opowiada.

Nie otworzył im również sąsiad z mieszkania naprzeciwko. Stał pod drzwiami z kijem w ręku i czekał na rozwój wydarzeń.

- Jakby co, dałbym po łbie – opowiadał.
Mężczyźni przyszli jednak następnego dnia, tym razem „za widoku”. Jak się okazało chcieli jedynie dostarczyć decyzję o wysokości podatku od nieruchomości.

- Nasi pracownicy, po godzinach pracy faktycznie dostarczają do mieszkań decyzje. W ten sposób bardzo dużo oszczędzamy na opłatach pocztowych – wyjaśnia Gabriela Janas, kierownik referatu finansowego śródmiejskiej delegatury.

- Decyzja musi być dostarczona do rąk własnych, a jej odbiór potwierdzony. Za taką usługę poczta każe płacić 7 złotych 40 groszy od każdego listu. Ponieważ wystawiamy ponad 6 tysięcy decyzji, koszty byłyby ogromne.
Poczta za przesyłki tylko z wydziału finansowego Śródmieścia zarobiłaby prawie pół miliarda starych złotych. Nie zarobi. Zarabiają jednak pracownicy, którym urząd płaci za roznoszenie pism.

- Nie powiem ile konkretnie płacimy pracownikom, bo to tajemnica handlowa, ale jest to znacznie mniej niż połowa tego co brałaby poczta – twierdzi G. Janas.
Urzędnicy nie pokazują identyfikatorów czy legitymacji, gdyż takich nie posiadają. Po to by nie straszyć – szczególnie starszych, samotnych osób i – skłonić do otwarcia drzwi, stukają do najbliższego sąsiada. Gdy na klatce jest kilku lokatorów nikt nie podejrzewa urzędników o to, że są oszustami.

Autor artykułu: kz

Rodzinny sklepikz marychą i amfą

Tuesday, December 12th, 2000

W Głownie „u Marcina” narkotyki można było
kupić o każdej porze dnia i nocy

W domu Marcina G. i jego żony Grażyny w Głownie o każdej porze dnia i nocy można było nabyć każdą ilość marihuany bądź amfetaminy. Konopie było przywożone na miejsce workami. Małżonkowie porcjowali je, a następnie sprzedawali klientom na oczach swojej czteroletniej córki i sześcioletniego syna.

Wczoraj prokurator postawił 28-letniej Grażynie G. dwa zarzuty: posiadania narkotyków oraz handlu nimi. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności. Kobieta została aresztowana na trzy miesiące. Jej 25-letni mąż ukrywa się. Nieletnimi dziećmi państwa G. zajęła się babcia.
Marcin jest z zawodu kuśnierzem. Wybrał jednak łatwiejszy chleb i jak wykazało śledztwo, jego czteroosobowa rodzina od kilku miesięcy utrzymywała się głównie z handlu narkotykami.

On sam sprzedawał środki odurzające i halucynogenne od dwóch lat. Żonę wprowadził w „interesy” we wrześniu tego roku, kiedy pani Gryżyna została zwolniona z pracy. Od tego czasu głównie ona obsługiwała „narkotykowy sklepik”. Marcin G. natomiast wychodził z domu o świcie, a wracał późnym wieczorem. Kobieta zeznała, że nie wie, co całymi dniami robił jej mąż.

Żyło im się nieźle. Mieli własny dom, a pieniądze zarobione na przestępczym procederze inwestowali w jego wykończenie i wyposażenie. Klientów przyjmowali od strony podwórka. Wszystkie transakcje odbywały się tuż za drzwiami, na schodach korytarza. Grażyna dawała towar tylko tym, których znała z widzenia lub jeżeli powołali się na znajomość z Marcinem. Żelazną zasadą obowiązującą klientów był zakaz podjeżdżania pod „sklepik” samochodem.

Wiedzieli o tym pracownicy Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu, którzy w samo południe zapukali do drzwi mieszkania w Głownie. Pani Grażyna nie spodziewała się takich gości. Była w domu tylko z sześcioletnim synem. Nie miała czasu, by pozbyć się trefnego towaru.

Czarną saszetkę z narkotykami funkcjonariusze policji znaleźli w kuchni. Była ukryta w… lodówce. W środku znajdowały się 54 gramy marihuany, z których można zrobić 270 jednorazowych dawek oraz 6 gramów amfetaminy, wystarczającej na 60 dawek. Oprócz tego, w skrytkach ukrytych pod boazerią w łazience oraz w piwnicy domu policjanci znaleźli pistolet gazowy (właściciel nie miał pozwolenia na taką broń), komplet tablic rejestracyjnych, łamaki do zamków samochodowych, urządzenie do nabijania numerów na silniku i nadwoziu, kradzione dowody osobiste. Zabezpieczono również kartkę, na której Grażyna G. zanotowała „utargi” z dwóch dni poprzedzających andrzejki. Według zapisków, rodzina przeprowadzała dziennie ponad 10 narkotykowych transakcji. Przez trzy miesiące zarobili na tym ok. 10 tys. 500 zł.

Podczas przeszukiwania mieszkania, po „towar” przyszedł 21-letni student I roku Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu. Chłopak został przesłuchany w charakterze świadka.

Autor artykułu: dj

Tłumy do uzdrowicieli

Saturday, December 9th, 2000

Wróbel i Theus znów w Łodzi

Wczoraj do Łodzi przyjechali dwaj słynni uzdrowiciele – kręgarz Paweł Theus i bioenergoterapeuta Jan Wróbel. Chorzy, którzy chcieli się dostać do nich na zabiegi już o godzinie 1.00 w nocy ustawili się w kolejce przed siedzibą Krajowej Izby Mody. Gdy Wróbel i Theus przyjechali na seanse, w ogonku czekało blisko 200 osób.
- Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania – powiedział Benedykt Gehrke, organizator spotkań. – Myślę, że w styczniu wydłużymy wizytę o jeden dzień, bo nie chcemy, by ktokolwiek odchodził z kwitkiem.
Chorych i cierpiących ludzi w różnym wieku przyszło tak wielu, że wczoraj w południe brakło wejściówek na piątek. Do późnych godzin popołudniowych przychodzili pacjenci, którzy prosili o dodatkowe bilety.
Uzdrowiciele nikomu nie odmawiali pomocy. Wczoraj przyjmowali pacjentów bez przerwy przez kilkanaście godzin. Seanse zakończyły się późnym wieczorem. Kilka godzin po planowanym zakończeniu.
Wróbel i Theus przyjmują pacjentów jeszcze dzisiaj od godziny 10.00 do 18.00 przy ul. Piotrkowskiej 282,w siedzibie Krajowej Izby Mody.

Autor artykułu: Jed.

Koniec głodówki

Saturday, December 9th, 2000

Wczorajszej nocy zakończyła się trwająca od 14 listopada głodówka 57 pielęgniarek w szpitalu im. Pasteura. Zdesperowane kobiety podpisały w końcu porozumienie z pracodawcą. Dostaną jednorazowo 25 tysięcy złotych. Podzielą je równo między siebie. W ostatnim etapie rozmów z głodującymi brali udział: Jacek Majos – dyrektor ZOZ-u Łódź Śródmieście, Maria Lewicka i Marian Czyżykowski – dyrektor i wicedyrektor Wydziału Zdrowia UMŁ, oraz dr Sławomir Cwynar, nowy dyrektor szpitala, tutejszy lekarz anestezjolog, wybrany w pracowniczym referendum. Zobowiązał się do podjęcia rozmów o regulacjach płac przed 28 lutego 2001 r. po podpisaniu kontraktu z Kasą Chorych. Szpital prócz szefa zmienił też od środy swą strukturę (jest samodzielnym ZOZ-em) i nazwę na V Miejski Szpital im. Świętej Rodziny. Zostanie także oddłużony.

- Podpisanie porozumienia ze strony pielęgniarek było daleko idącym kompromisem – podkreśla Halina Tabachowicz, przewodnicząca Terenowego Oddziału Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w „Pasteurze”. – Liczymy na zmiany systemowe i regulację naszych wynagrodzeń w przyszłym roku.

Tymczasem nadal trwa okupacja szpitala im. Marii Konopnickiej przy ul. Spornej. Od pięciu dni 150 pielęgniarek nie opuszcza swego miejsca pracy. Wczoraj w formie zaostrzenia akcji kobiety przesunęły rozłożone na podłodze w korytarzu materace jak najbliżej pokoju dyrektora. Przeprowadzone z pracodawcą rozmowy wstępne w sprawie podwyżek nie przyniosły żadnych rozwiązań. Dziś po godz. 18 – ciąg dalszy negocjacji.

Autor artykułu: mj