W Głownie „u Marcina” narkotyki można było
kupić o każdej porze dnia i nocy
W domu Marcina G. i jego żony Grażyny w Głownie o każdej porze dnia i nocy można było nabyć każdą ilość marihuany bądź amfetaminy. Konopie było przywożone na miejsce workami. Małżonkowie porcjowali je, a następnie sprzedawali klientom na oczach swojej czteroletniej córki i sześcioletniego syna.
Wczoraj prokurator postawił 28-letniej Grażynie G. dwa zarzuty: posiadania narkotyków oraz handlu nimi. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności. Kobieta została aresztowana na trzy miesiące. Jej 25-letni mąż ukrywa się. Nieletnimi dziećmi państwa G. zajęła się babcia.
Marcin jest z zawodu kuśnierzem. Wybrał jednak łatwiejszy chleb i jak wykazało śledztwo, jego czteroosobowa rodzina od kilku miesięcy utrzymywała się głównie z handlu narkotykami.
On sam sprzedawał środki odurzające i halucynogenne od dwóch lat. Żonę wprowadził w „interesy” we wrześniu tego roku, kiedy pani Gryżyna została zwolniona z pracy. Od tego czasu głównie ona obsługiwała „narkotykowy sklepik”. Marcin G. natomiast wychodził z domu o świcie, a wracał późnym wieczorem. Kobieta zeznała, że nie wie, co całymi dniami robił jej mąż.
Żyło im się nieźle. Mieli własny dom, a pieniądze zarobione na przestępczym procederze inwestowali w jego wykończenie i wyposażenie. Klientów przyjmowali od strony podwórka. Wszystkie transakcje odbywały się tuż za drzwiami, na schodach korytarza. Grażyna dawała towar tylko tym, których znała z widzenia lub jeżeli powołali się na znajomość z Marcinem. Żelazną zasadą obowiązującą klientów był zakaz podjeżdżania pod „sklepik” samochodem.
Wiedzieli o tym pracownicy Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu, którzy w samo południe zapukali do drzwi mieszkania w Głownie. Pani Grażyna nie spodziewała się takich gości. Była w domu tylko z sześcioletnim synem. Nie miała czasu, by pozbyć się trefnego towaru.
Czarną saszetkę z narkotykami funkcjonariusze policji znaleźli w kuchni. Była ukryta w… lodówce. W środku znajdowały się 54 gramy marihuany, z których można zrobić 270 jednorazowych dawek oraz 6 gramów amfetaminy, wystarczającej na 60 dawek. Oprócz tego, w skrytkach ukrytych pod boazerią w łazience oraz w piwnicy domu policjanci znaleźli pistolet gazowy (właściciel nie miał pozwolenia na taką broń), komplet tablic rejestracyjnych, łamaki do zamków samochodowych, urządzenie do nabijania numerów na silniku i nadwoziu, kradzione dowody osobiste. Zabezpieczono również kartkę, na której Grażyna G. zanotowała „utargi” z dwóch dni poprzedzających andrzejki. Według zapisków, rodzina przeprowadzała dziennie ponad 10 narkotykowych transakcji. Przez trzy miesiące zarobili na tym ok. 10 tys. 500 zł.
Podczas przeszukiwania mieszkania, po „towar” przyszedł 21-letni student I roku Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu. Chłopak został przesłuchany w charakterze świadka.
Autor artykułu: dj