Archive for February, 2001

Będzie zdrowie, będą wyniki!

Wednesday, February 28th, 2001

Tomasz Ścigaczewski
To jest naprawdę dobra wiadomość. Wszyscy wkoło z naszego miasta uciekają, a płotkarz Tomasz Ścigaczewski postanowił do niego wrócić.

Łódź dzięki triumwiratowi sponsorów – Urzędu Marszałkowskiego, Urzędu Miasta Łodzi i firmy Jason MacKenizie okazała się mocniejsza od samej stolicy. To w Łodzi a nie w Warszawie Tomek znalazł lepsze warunki do uprawiania sportu i tu w barwach AZS będzie szykował się do startu w igrzyskach w Atenach w 2004 roku. Niby jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale może za Ścigaczewskim pójdą inni, a Łódź stanie się, o czym marzę, sportową ziemią obiecaną.

– Co daje panu podpisanie umowy ze sponsorami?

Tomasz Ścigaczewski: Będę mógł się za te pieniążki spokojnie przygotowywać do najważniejszych imprez. Będę wreszcie mógł skupić się na ty, co da mnie najważniejsze – na sporcie. W lekkiej atletyce 30 procrent inwestycji, to inwestycje w samego zawodnika – odżywki, masażyści, sprzęt sportowy. Właśnie otrzymałem środki na takie inwestowanie.

- Czy to jest suma wystarczająca, na zapięcie preliminarza sportowych wydatków na ostatni guzik.

- Nie jest to suma, jakimi obracają choćby piłkarze nożni. Gdyby jeszcze znalazło się ze dwóch podobnych sponsorów, nie mógłbym narzekać. Wiadomo, że odżywki dozwolone są znacznie droższe od tych zakazanych. I trudniej je dostać. Na dozwolone środki trzeba wydać naprawdę fortunę.

- A pan chce grać fair.

- Oczywiście. Nie mam zamiaru używać niedozwolonego wspomagania. Uważam takie działania za sportowe oszustwo.

- Nie lepiej było zostać w stolicy?

- Środki, które dostałem w Łodzi są wyższe od tych, które oferowano mi w Warszawie. Chciano mnie w Warszawiance potraktować jak juniora, a nie jak prawdziwego zawodowca, któremu marzy się walka o najwyższe stawki. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Wróciłem do Łodzi, gdzie dostrzeżono we mnie profesjonalistę i tak potraktowano. Powiedzmy sobie, że najważniejsze nie są w moim przypadku pieniądze lecz zdrowie. Jeśli ono będzie będą i wyniki!

- Podczas halowego sezonu doznał pan kontuzji.

- Ale po ostatnich badaniach w Warszawie, okazuje się, że wszystko jest już w porządku i mogę normalnie przygotowywać się do letnich występów. Zaczynamy od zgrupowania w RPA.

- Jakie ma pan sportowe plany?

- Chciałbym pobić rekord Polski w biegu 110 m ppł i pobiec w finałach mistrzostw świata.

Trochę żałuję, że Tomek nie wystartował w halowych mistrzoswtach świata w Lizbonie – mówi trener Ścigaczewskiego -Leszek Lipiński. – Miałby ogromne szanse na wywalczenie medalu. Z drugiej strony, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Tomek będzie miał więcej czasu na właściwe przygotowanie się do sezonu letniego. A stać go naprawdę na wiele!

Autor artykułu: pas

Przeceniony dymek

Wednesday, February 28th, 2001

Od jutra na sklepowych półkach nie ma prawa leżeć ani jedna paczka papierosów bez wydrukowanej przez producenta ceny.

Maksymalne kwoty, jakich za papierosy wolno żądać sprzedawcom (i które są podstawą do naliczania podatku akcyzowego) umieszcza się na pudełkach od początku roku, jednak hurtownicy i detaliści mieli dwa miesiące na pozbycie się zapasów.

Od 1 marca sprzedający wyroby przemysłu tytoniowego w opakowaniach bez nadrukowanej ceny zobowiązani będą zapłacić urzędowi skarbowemu 70 proc. akcyzy.

Tymczasem w łódzkich hurtowniach i sklepach na półkach zalegają jeszcze spore zapasy „nieświeżych” papierosów. Obniżono ich ceny.

- Zostały mi jeszcze „Popularne” i mentolowe „Wiarusy” z zeszłorocznej dostawy. Obniżyłam cenę o 50 gr, ale i to nic nie pomogło – usłyszeliśmy w sklepie przy ul. Więckowskiego. – Chyba w końcu wypalę je sama…

Autor artykułu: M.T.

Samorząd bierze PKP

Wednesday, February 28th, 2001

Kiedy ruszą autostrady?
Od czerwca tego roku samorząd województwa łódzkiego przejmie część odpowiedzialności za działanie kolei.

- Urząd Marszałkowski będzie miał wpływ m.in. na częstotliwość kursowania pociągów – mówi Mieczysław Teodorczyk, marszałek województwa. – Niestety to kolejne zadanie przekazane nam przez rząd, za którym nie idą pieniądze na jego wykonanie.

- Niczego nie podpiszę, za nic nie biorę odpowiedzialności, póki rząd nie da nam pieniędzy na finansowanie PKP – zapowiada Stanisław Olas, członek zarządu województwa.

- Za ustalanie rozkładu jazdy będziemy się mogli zabrać dopiero za dwa lata – uspokaja Bogdan Osiński, przewodniczący komisji transportu Sejmiku Samorządowego.

- Na razie nasz wpływ na PKP nie przekroczy kilkunastu procent. A pieniądze przyjdą, jak tylko uchwalony zostanie budżet państwa.

Wczoraj Sejmik po raz kolejny wystąpił do premiera rządu, by w planie autostrad uwzględniona została autostrada A-8 w dotychczasowym przebiegu – Łódź – Sieradz – Wrocław – Praga, a także obwodnica Łodzi S-14. Radni zażądali też jak najszybszego rozpoczęcia prac na A-2 (od węzła Emilia do Warszawy) i na A-1 (od Strykowa do Tuszyna.

Autor artykułu: kow.

Pączki i piramidy

Monday, February 26th, 2001

Prezydent Łodzi Tadeusz Matusiak przyznał się, że jest łakomczuchem.

Dlatego nie mógł nie skorzystać z takiej okazji jaką był finał naszego konkursu organizowanego wspólnie z Wydziałem Informacji i Promocji Urzędu Miasta Łodzi.

Degustował więc słodkie wyroby zaprezentowane przez cukierników. A były rzeczywiście wspaniałe. Jury skrupulatnie mierzyło obwód każdego pączka. Zabrakło centymetra, by ustalić ile ma największy. Na raty udało się ustalić, że 160 cm a pochodził z firmy Dybalscy. Niewiele mniejszy był wykonany przez braci Miś. Miał 141 cm. Zachwycił wszystkich smakiem a także tym, że był jeszcze ciepły przy krojeniu. – Jaki puszysty, znakomity – takie opinie wygłaszali próbujący pączka z „Hort-Cafe”.

Najmniejszy był wypieczony przez Produkcyjno-Handlową Spółdzielnię Spożywców. Jednak niezwykle apetyczny i kuszący swym wyglądem. Zachowano wszystkie tradycyjne wymogi przy takim wypieku. Każdy superpączek był dodatkowo atrakcyjnie udekorowany.

Nie mniej wspaniale prezentowały się piramidy. Uczestnicy konkursu wykazali się dużą inwencją i różnym podejściem do tematu. Inkaską schodkową piramidę wykonali fachowcy z PHSS. Do przyozdobienia wykorzystali rodzime jabłka wychodząc z założenia, że są nie mniej atrakcyjne niż powszechnie używane owoce południowe. Zachwyt budziła wysoka konstrukcja „Hort-Cafe”. Na metalowym pręcie osadzono kilka wykonanych z cukru platform. Na każdej znalazły się różne słodkości.

Najbardziej zbliżona do założeń konkursu była piramida braci Miś. Wykorzystano rzeczywiście typowe dla karnawału wypieki. Podstawę stanowiły racuchy, nieco wyżej umieszczono pączki, a całość wieńczyła swego rodzaju iglica z faworków. Członkom jury kojarzyła się ze słupem ognia bijącym w niebo. Bardzo oryginalną koncepcję zaprezentowała cukiernia Krakowiak z Aleksandrowa. Zbudowano chatkę obłożoną pączkami i otoczoną płotem z chrustów. Konkursy rozgrywano na tarasie ogródka „Hort-Cafe”. Przenikliwe zimno nie przeszkadzało jednak uczestnikom. Atmosfera była gorąca, do czego przyczyniły się na pewno nasze koleżanki Anna Bajer i Iwona Tokarek znakomicie prowadzące całą imprezę. Wszyscy bawili się znakomicie i twierdzili, że warto tę inicjatywę podtrzymać. Po zakończeniu konkursu przybyli licznie mimo złej pogody łodzianie, błyskawicznie zdegustowali wystawione wspaniałości.

Autor artykułu: an

Bal „Media 2000”

Monday, February 26th, 2001

Na zakończenie karnawału superzabawa do białego rana
W ostatnią sobotę karnawału w Pałacu Poznańskich odbył się doroczny bal, organizowany przez prezesa Prasy Łódzkiej, pomyślany jako spotkanie dziennikarzy łódzkich mediów, świata biznesu i polityki.

Tegoroczny bal „Media 2000” nawiązywał oprawą do najlepszych tradycji karnawału weneckiego. Dla pań przygotowano maseczki, a dla panów kotyliony. Nie zabrało też trąbek, gwizdków, serpentyn i kolorowych czapeczek.

W sobotni wieczór do Pałacu Poznańskich na bal „Media 2000“ przybyli znamienici goście – dziennikarze, biznesmeni, ludzie świata polityki i kultury. Imprezę prowadziła Magdalena Michalak, prezenterka TVP, i przebrany za gondoliera znany aktor Włodzimierz Adamski. Nie zabrakło również gwiazdy wieczoru. W tym roku była nią Donna Dani, laureatka festiwalu w San Remo.

Punktem kulminacyjnym imprezy było przyznanie nagród „Media 2000“. Agnieszka Sardecka, prezes spółki Prasa Łódzka, a zarazem gospodyni wieczoru wręczyła je najlepszym dziennikarzom i przedstawicielom firm, które na łamach „Expressu Ilustrowanego“ i „Dziennika Łódzkiego“ prowadziły największe kampanie reklamowe. Dziennikarze roku 2000 – red. Edward Mazurkow z „Expressu Ilustrowanego“ i red. Paweł Nowacki z „Dziennika Łódzkiego – Wiadomości Dnia“ – otrzymali dyplomy i najnowsze komputery przenośne „Macintosh“. Nagrody „Media 2000“, statuetki autorstwa łódzkiego plastyka Krzysztofa Lecha, przypadły w udziale Autoryzowanemu Dealerowi Forda Ireneusz Mieszek PHU, Przedsiębiorstwu Handlowo Usługowemu ARTDOM i Centrum Filmowemu „Helios“ S. A. Nagrodę specjalną, „Puchar Media 2000“, przyznano dla PKO Bank Polski S. A. To właśnie ten bank okazał się najlepszy na polu wspólnych akcji realizowanych przez „Express Ilustrowany“ i „Dziennik Łódzki – Wiadomości Dnia“, z których dochód przeznaczono na pomoc dla domów dziecka.

Do tańca przygrywał zespół Marka Łokaja i orkiestra Zbigniewa Zabłotnego wraz z grupą wokalną z Łódzkiego Pałacu Młodzieży. Gromkie brawa otrzymał również śpiewający w stylu belcanto włoski zespół „Bene“.

Bawiono się doskonale. W rytmach włoskich przebojów tanecznymi umiejętnościami popisywali się pani poseł Iwona Śledzińska Katarasińska, senator Zbigniew Antoszewski, minister finansów Jarosław Bauc, przewodniczący Rady Miejskiej Grzegorz Matuszak, przewodniczący łódzkiej Unii Wolności Marek Czekalski, Wojciech Wulkiewicz komendantmiejski policji w Łodzi i jego zastępca, nadkomisarz Leszek Matusiak. Nieco spóźniony (wprost po obradach konwencji miejskiej SLD) pojawił się na balu prezydent Łodzi Tadeusz Matusiak.

W konkursie na najlepiej zaśpiewaną piosenkę włoską wystąpił m. in. poseł Piotr Żak.

Około godz. pierwszej w nocy zaproszono gości do ogrodu pałacowego, gdzie przy dźwiękach muzyki z opery „Carmen“ odbył się wspaniały pokaz ogni sztucznych.

O kulinarną oprawę balu zadbali bracia Zielińscy, najwięksi łódzcy restauratorzy. Na stołach była m. in. szynka z dzika w sosie weneckim, sandacz marynowany w Chablis, łosoś w sosie Ricard i pasztet z królika z pistacjami.

Autor artykułu: em

Wolność, miłość, wojna

Monday, February 26th, 2001

W czwartek – „Przedwiośnie” na Piotrkowskiej!
13 lipca ubiegłego roku ogłoszono, że na przedwiośniu roku 2001 „Przedwiośnie” będzie gotowe. 22 listopada w Łazienkach nieopodal pomnika Chopina o godz. 13.13 ostatni „klaps” – scena rozstania Cezarego i Laury – kończył realizację. Powieść Stefana Żeromskiego reżyser Filip Bajon „zapisał” na 51 kilometrach taśmy filmowej. (more…)

Karnawałowy korowód „Expressu”

Friday, February 23rd, 2001

„Express” szyje kostiumy na miarę
Ale huczne Ostatki są nieważne bez korowodu przebierańców. Żeby tradycję uszanować, my również postanowiliśmy urządzić taki korowód. Zaprosiliśmy do wspólnej zabawy dziesięć znanych naszym Czytelnikom osób. Niestety, nie miały one przygotowanych strojów, więc postanowiliśmy „uszyć” je sami.

W tym celu zapytaliśmy naszych wybrańców, o jakiej karierze dla siebie marzyli w dzieciństwie. Co z tego wynikło – będziemy mogli oglądać aż do wtorku.
Nasz karnawałowy korowód otwierają: prezydent Łodzi Tadeusz Matusiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, pani prokurator Maria Świetlicka, kardiochirurg dziecięcy doc. dr Jacek Moll i znakomita koszykarka pabianickiej POLFY, Agnieszka Jaroszewicz.
Tadeusz Matusiak, prezydent Łodzi:
- We wczesnym dzieciństwie najbardziej imponowały mi wielkie, błyszczące ciężarówki. Wymarzyłem sobie, że zostanę kierowcą jednej z nich i będę jeździł po wielu krajach. Myślę, że taki pomysł podsunęły mi amerykańskie filmy. Na ekranie kierowcy wielkich ciężarówek tworzą bractwo: kontaktują się przez krótkofalówki i wymieniają informacjami. Lubiłem westerny i może dla mnie to było takie ich uwspółcześnienie. Z marzeniami rozstałem się, gdy poszedłem do szkoły średniej.
Maria Świetlicka, prokurator Prokuratury Okręgowej:
- Od dziecka chciałam być prokuratorem, ale przez krótki okres w życiu zdradziłam to marzenie dla aktorstwa. Miałam 13 lat, włosy do ramion i zagrałam główną rolę w filmie fabularnym „To moja wina” w reż. Wojciecha Fiwka. W kinach ostatni raz wyświetlano go w 1988 roku. Grałam rolę bardzo grzecznej dziewczynki. Ta dziewczynka w imię źle pojętej przyjaźni nie wydała dwóch koleżanek, które podczas kolonijnego turnusu wypłynęły łódką. Doszło do tragedii. Łódka się wywróciła i jedna z dziewczynek zginęła. Płakałam rzewnymi łzami. Za zarobione pieniądze kupiłam sobie pelerynę, strój dla siódmoklasistki mało użyteczny. Wtedy widziałam się we wszystkich rolach głównych, ale nie miałam nigdy tej jednej wymarzonej. Pani prokurator pytana czy lepiej by się czuła w roli Julii czy Lady Makbet, po krótkim wahaniu odpowiedziała: – Wolałabym zagrać Lady Makbet. Wybór zaskakujący, jak na właścicielkę najzgrabniejszych nóg w prokuraturze.

Jacek Moll, kardiochirurg:
- Mama opowiada, że w dzieciństwie chciałem być kominiarzem. Tego akurat nie pamiętam, ale lubiłem chodzić po dachach. Mieszkaliśmy wtedy na terenie szpitala w Poznaniu i pamiętam, że kiedyś wdrapałem się na dach najwyższego budynku. Pracownicy szpitala wystraszyli się i wyciągnęli ojca z bloku operacyjnego. Wszedł po mnie i sprowadził na ziemię. Innym razem spadłem z trzeciego piętra na pierwsze. Miałem szczęście, bo tylko rozciąłem nogę. Zszył mi ją ojciec.
Agnieszka Jaroszewicz, czołowa polska koszykarka – klub POLFA Pabianice:
- Jak byłam całkiem malusia, dostawałam od mamy mnóstwo lalek. „Otworzyłam” więc gabinet pediatryczny, wymyślałam im różne dolegliwości i leczyłam. Po chorobie lale trzeba było uczesać i tak z pediatry przekwalifikowałam się na fryzjerkę. Przycinałam im włosy, zaplatałam warkoczyki, ondulowałam, zawiązywałam kokardki, wpinałam ozdóbki. Do mojego „salonu fryzjerskiego” przychodziły także koleżanki z lalkami. To dopiero była zabawa! Zostać fryzjerką – to było moje największe marzenie. I tak mi zostało. Zawodowo gram w kosza, ale nadal lubię czesać. Ba, jestem fryzjerką moich koleżanek. Sama chciałabym mieć takie włosy jak Cher – długie i jasne, ale w takiej fryzurze trener nie wpuściłby mnie na boisko.

Jutro w „uszytych” przez nas karnawałowych strojach wystąpi para łódzkich parlamentarzystów: poseł prawicy Stefan Niesiołowski i posłanka lewicy Alicja Murynowicz.

Autor artykułu: (BD, LB)

Śnieżna burza z piorunami sparaliżowała Łódź

Thursday, February 22nd, 2001

W czwartek wczesnym ranem nad Łodzią rozszalała się gwałtowna burza śnieżna z piorunami. Gęsty i mokry śnieg sypał przez ponad 3 godziny. W czasie opadów widoczność była ograniczona do kilkudziesięciu metrów. Sytuację pogarszał bardzo silny wiatr.

Łódzkie ulice szybko pokryły się śniegiem i stały się śliskie niczym ślizgawki. Dojazd z osiedli do centrum trwał nawet godzinę zamiast kilkunastu minut. Niemal w każdym miejscu gdzie droga miała choćby niewielkie wzniesienie tworzyły się gigantyczne korki. Autobusy MPK miały problemy z ruszaniem z przystanków na wzniesieniach. W tych ekstremalnych warunkach stosunkowo dobrze jeździły tramwaje.

Największe korki jakie zaobserwowaliśmy przed godziną 10 rano, gdy śnieg już nie sypał, stały na: ul. Rokicińskiej (od wiaduktu przy Tesco niemal do Geanta), na ul. Niciarnianej (od Piłsudskiego prawie do Przybyszewskiego), na Rydza-Śmigłego (od Mickiewicza aż za Przybyszewskiego – drogę zablokował autobus, który nie mógł pokonać niewielkiego podjazdu) oraz na ul. Konstantynowskiej (od al. Włókniarzy aż do Zoo).

Niewytłumaczalne dla drogowców zjawisko, jakim najwyraźniej jest padający w lutym śnieg, było też wielkim zaskoczeniem dla PKP – np. pociąg pośpieszny z Łodzi Fabrycznej do Warszawy wyjeżdżający o 7:40 dojechał tylko do stacji Łódź Widzew. Tam wielu pasażerów, po blisko półtoragodzinnym oczekiwaniu, wysiadło z pociągu i oddało w kasie bilety. Niestety nikt z obsługi pociągu ani z pracowników stacji nie potrafił powiedzieć czy i kiedy pociąg ruszy. O ewentualną godzinę przyjazdu do Warszawy żaden z pasażerów nawet nie próbował się dowiedzieć. “Na szczęście pociąg jest ogrzewany” ironizował jeden z pasażerów pechowego składu.

Zwykle służby odpowiedzialne za zimowe utrzymanie dróg były zaskakiwane nadejściem zimy – a teraz na początku XXI wieku fachowców od pługów, piaskarek i łopat zaskoczył śnieg padający pod koniec lutego! Przed 10 rano, gdy zza chmur wyszło piękne słoneczko, śnieg zaczął topnieć i wszystko wróciło do normy. Aż do następnej śnieżycy…

Autor artykułu: Wojciech Markiewicz

Brakuje napastnika

Thursday, February 22nd, 2001

- Mówił pan jesienią, że jeśli nikt nie odejdzie z zespołu, to wiosna będzie dla ŁKS pomyślna. Tymczasem z klubem pożegnało się pięciu podstawowych graczy: Wyciszkieiwcz, Paszulewicz, Madej, Grzelak i Abbott…

Bramkarz ŁKS – Jacek Kikowski: Dużą stratą jest brak Zbyszka Wyciszkiewicza. Mam jednak nadzieję, że Adam Kucz podoła zadaniu, jakie przed nim stawiają trenerzy. Paszulewicz zagrał dwa mecze i nic szczególnego nie pokazał. Są młodzi, którzy mogą go zastąpić. Grzelak to jeden z najzdolniejszych dziś piłkarzy w Polsce – to jest rzeczywiście strata. Trudno coś mówić o Madeju, bowiem u nas praktycznie nie grał. Nie jestem przekonany czy potrafi sobie wywalczyć miejsce w składzie chorzowskiego Ruchu. To praktycznie żadna strata. Żal mi, że do Anglii przeniósł się Abbott, bo to był zdolny, dobry napastnik, jakiego nam dzisiaj bardzo brakuje. Z niego na pewno będą ludzie.

- Co zatem jest na dziś największą bolączką ŁKS?
- Brakuje nam klasowego napastnika. Wielka szansa otwiera się przed Radkiem Matusiakiem. Otrzyma szansę, oby potrafił ją wykorzystać.
- Przydałby się zatem drużynie Adam Grad?
- Sądzę, że tak. Jego piłkarskie doświadczenie można by jeszcze z pożytkiem dla drużyny wykorzystać w II lidze. Pytanie tylko w jakiej on jest formie, na jakim etapie przygotowań, ile czasu potrzeba, żeby zaaklimatyzował się w ŁKS.
- O formację defensywą może być pan spokojny. Pozostała praktycznie bez zmian.
- To jest rzeczywiście plus, że to zostało. Nawet zostaliśmy wzmocnieni Krzyśkiem Smolińskim. W środku pola mamy Kucza…
- Czy będzie liderem zespołu?
- To sympatyczny chłopak, umie grać w piłkę i potrafi poustawiać młodszych chłopaków. Myślę, że pociągnie ten wózek. Pod względem sportowym nie ma chyba powodów do pesymizmu.
- A jak pan ocenia sytuację w klubie pod względem organizacyjnym?
- Na dzień dzisiejszy nic nie wiemy. Rada drużyny – ja, Grzesio Krysiak, Dzidek Żuberek, Marcin Krysiński i Adaś Kucz chcemy się spotkać z prezesem, dyrektorem klubu, porozmawiać na temat przyszłości, także o finansach: czy są sponsorzy, jak wyglądają premie za mecze. Wychodzimy z takiego założenia, że lepiej wziąć trochę mniej, żeby tylko to było systematycznie płacone. Taka pewność i stabilizacja buduje atmosferę w zespole, spaja go w boiskowej walce.
- Słyszałem, że Antoni Ptak ma wam do końca lutego wypłacić wszystkie zaległe pieniądze.
- Tak, prezes Ptak mówił, że do końca lutego ureguluje wszystkie wobec nas zobowiązania. Myślę, że dotrzyma słowa. Zwłaszcza, że jak czytałem są pieniądze za sprzedanie Pawła Abbotta do Anglii.
- Waszym dodatkowym atutem może być to, że będziecie wreszcie mogli zagrać dla swojej publiczności!
- Kibice dostali duże ulgi od kierownictwa klubu. Będą mogli kupić bilety normalne po 8 złotych, dla młodzieży po 4 zł. Sądzę, że to zachęci ich do powrotu na stadion. Jeśli przyjdzie kilka tysięcy fanów, to będą też pieniądze dla klubu – na jego podstawowe funkcjonowanie, opłacenie sędziów. Powiem szczerze, grać mecze bez udziału kibiców, to dla mnie po prostu makabra.

Autor artykułu: (sap)

Pożar przy Smugowej

Wednesday, February 21st, 2001

Groźnie wyglądało to, co po godzinie 18.00 działo się wczoraj przy skrzyżowaniu ulic Franciszkańskiej i Smugowej.

Kilkudziesięciu lokatorów pobliskich domów, cztery wozy straży pożarnej, karetka pogotowia i policjanci – wszyscy stłoczeni wokół ciasnego podwórka narożnej kamienicy. W jednym z mieszkań na parterze wybuchł pożar – spaliła się kanapa i pościel. Okazało się, że mieszkający tam czterdziestokilkuletni mężczyzna usnął z żarzącym się papierosem. Gdy do środka wpadli strażacy, zebrało mu się na żarty. – Od papierosa jest cieplej – stwierdził. Chciał się nim podgrzać… Wyglądał na pijanego. Był też podczadzony, trafił więc na obserwację do Instytutu Medycyny Pracy.

Autor artykułu: (kow. mgr)