Archive for August, 2001

W odwrotnym nastroju

Thursday, August 30th, 2001

Trener Odry Opole – Marian Kurowski powiedział po meczu: – Nie będę komentował tego spotkania. Powiem tylko jedno: niektórym moim zawodnikom pomyliły się kolory koszulek. Na meczu byli przedstawiciele zarządu naszego klubu i liczę, że wyciągną odpowiednie wnioski.

Trener ŁKS Mirosław Dawidowski: – Dosłownie trzy dni temu byłem w odwrotnym nastroju. Przegraliśmy 0:4 w Płocku. W moim zespole drzemią jakieś możliwości. Na pewno ŁKS nie powinien być ostatni w tabeli. Marzy nam się przesunięcie w tabeli na bezpieczne miejsce, byśmy mogli spokojnie wkomponować do zespołu nowych, młodych zawodników. Dobrym posunięciem było to, że do zespołu trafił Rafał Dopierała.

W drugiej linii brakowało nam zagęszczenia i utrzymania piłki w grze. I Rafał, i Adam Kucz dzielili tę pracę na tyle rozsądnie, że potrafili wypracować sytuacje czy to do strzału, czy to bramkowe. Jedziemy dalej, odskoczyliśmy troszeczkę od dołu. Czeka nas teraz trudny mecz w niedzielę ze Szczakowianką.

Dałem odpocząć reprezentantom. Golański wyszedł na rozgrzewkę, miał grać, ale uraz jest jeszcze nie wyleczony. Nie wystąpił Sierant, a Adrianowi Napierale dam chyba odpocząć w najbliższym spotkaniu.

Zobacz też:
Skarb Kibica – rezultaty, tabele, składy

Autor artykułu: (dk)

Hat – trick Grada

Thursday, August 30th, 2001

ŁKS – Odra Opole 4:0 (1:0)
1:0 Buchowicz (13), 2:0 Grad 52), 3:0 Grad (59, karny), 4:0 Grad (68).

Żółte kartki: Jakubczak, Dopierała, Kucz (ŁKS), Michniewicz, Feć, Rogowski (Odra). Sędziował Piotr Maurek (Kraków). Widzów 3260.

Odra: Feć Jagieniak, Wyrzykowski, Michniewicz – Rogowski, Golec, Czajkowski, Copik (26, Juraszek), Kucharski (59, Jończyk) – Sobotta, Żymańczyk (71, Tracz).

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Skrzypiec 6 – Jakubczak 6, Mandic 7, Smoliński 6 – Błażejewski 5 (78, Czpak 1), Napierała 5 (74, Matusiak 1), Dopierała 6, Kucz 6, Łabędzki 6, Buchowicz 7 – Grad 9 (76, Stankiewicz 1)

Po trzech kolejnych porażkach w II lidze piłkarze ŁKS pokazali się wreszcie z dobrej strony i odnieśli w pełni zasłużone efektowne zwycięstwo w zaległym meczu nad Odrą Ryan Opole. Przez pierwsze 30 min. łodzianie zademonstrowali futbol na bardzo przyzwoitym poziomie, chociaż w tym okresie zdobyli tylko jedną bramkę. Ale składne akcje ofensywne w ich wykonaniu, przemyślana zmiana rytmu, gry przy jednoczesnym dużym przechwycie piłek w środku pola, mogły wzbudzić uznanie kibiców.W 13 min. bardzo efektownym i zarazem skutecznym zagraniem popisał się Michał Buchowicz. Przed polem karnym rywala wygrał on pojedynek główkowy, a następnie dynamicznym rajdem wymanewrował obronę Odry i modnym uderzeniem w krótki róg bramki zmusił do kapitulacji Marcina Fecia.

Do przerwy ŁKS stworzył jeszcze kilka dogodnych sytuacji do podwyższenia wyniku. W 37 min. Michał Łabędzki zamiast uderzyć piłkę głową w długi róg bramki posłał ją nad poprzeczką. W 33 min., po dokładnym dograniu piłki przez Adama Kucza, Rafał Dopierała strzelił z bliskiej odległości wprost w bramkarza. Do odbitej przez niego piłki doszedł jeszcze Adam Grad, ale spudłował. Z kolei w 41 min. kapitalnym strzałem, gdzieś z odległości około 40 m, popisał się Slavko Mandic. Na szczęście dla gości piłka minęła spojenie słupka z poprzeczką.

W pierwszej odsłonie Odra nie była w stanie nawiązać z ełkaesiakami w miarę wyrównanej walki. Byli słabsi biegowo, przegrywali z reguły pojedynki jeden na jeden, a kiedy już udawało się im przedostać na przedpole łodzian, brakowało im koncepcji w skutecznym sforsowaniu dobrze scementowanego bloku obronnego ŁKS. Dopiero w 36 min. oddali jeden strzał z dystansu, ale bardzo niecelny.

W drugiej części pojedynku nadal stroną przeważającą byli gospodarze, chociaż ich gra była już mniej płynna, ale za to bardzo skuteczna. W 51 min. na listę strzelców mógł się wpisać Artur Błażejewski, ale zwlekał z oddaniem strzału, a następnie posłał piłkę w bramkarza. Ale w minutę później idealne podanie Adama Kucza zdołał wykorzystać Adam Grad. Wziął on, jak to się po piłkarsku mówi, obrońcę na plecy, a następnie mając przed sobą tylko bramkarza celnym uderzeniem podwyższył wynik na 2:0.

W 59 min. śmiało wdarł się w pole karne opolan Michał Buchowicz, a kiedy mijał bramkarza ten go sfaulował za co sędzia podyktował, słusznie., jedenastkę. Jej pewnym wykonawcą był Adam Grad. Ale to nie był koniec strzeleckich popisów łódzkiego napastnika w tym pojedynku.

W 68 min. Adam Kucz precyzyjnym podaniem wypuścił do boju Adama Grada, który, mając przed sobą tylko wbiegającego golkipera Odry, technicznym uderzeniem przerzucił nad nim piłkę i tym to sposobem ustalony został wynik spotkania.

Opolanie, na tle dobrze dysponowanego przeciwnika, zaprezentowali się słabo. W drugiej części tylko raz zagrozili poważnie bramce łodzian. W 74 min. Piotr Sobotta oddał dość silny i precyzyjny strzał, ale doskonałą interwencją popisał się Jakub Skrzypiec wybijając piłkę na róg.

W podstawowym składzie miał wystąpić Paweł Golański, ale na rozgrzewce odnowiła mu się nie do końca wyleczona kontuzja. Zastąpił go, i to całkiem udanie, Chorwat Slavko Mandic. W ogóle to był jeden z najlepszych występów ŁKS w II lidze, nie tylko w tym sezonie. Nikt nie sprawił zawodu. Jeżeli ŁKS zdoła utrzymać taką formę przez dłuższy czas to może dostarczać swym sympatykom wiele satysfakcji.

Zobacz też:
Skarb Kibica – rezultaty, tabele, składy

Autor artykułu: (m. st.)

Dla rodziców i wychowawców

Thursday, August 30th, 2001

Bezpłatny kurs służący analizie i pracy nad komunikacją między dorosłymi a dziećmi organizuje łódzkie Centrum Służby Rodzinie (ul. Broniewskiego 1a). Kurs skierowany jest do rodziców, nauczycieli i wychowawców, a opiera się na autorskim programie Joanny Sakowskiej „Szkoła dla Rodziców i Wychowawców”. Zaplanowano 45 godzin zajęć.

Pierwsze spotkanie odbędzie się w piątek 7 września w godz. od 17 do 21. Kolejne: 8.09 w godz. 9-17.30, 21.09 w godz. 17-21, 22.9 w godz. 9-17.30 oraz w grudniu (również w piątek i sobotę, ale dokładny termin jeszcze nie został ustalony). Chętni mogą zgłaszać swój udział telefonicznie 682-20-22 lub bezpośrednio w sekretariacie Centrum Służby Rodzinie w Łodzi przy ul. Broniewskiego 1a. Ilość miejsc ograniczona.

Autor artykułu: (mj)

Rudzka Góra ożyje…

Wednesday, August 29th, 2001

Rozpoczynają się prace przy budowie całorocznego toru saneczkowego na Rudzkiej Górze- Geodeci wykonują właśnie ostatnie pomiary i powoli na teren zaczynają wkraczać ekipy z ciężkim sprzętem – opowiada Tomasz Durka, współwłaściciel. – Ich zadaniem będzie wyrównanie gruntu przed właściwymi robotami.

Już 9 września na górze pojawi się specjalistyczna ekipa i rozpocznie prace przy montażu konstrukcji toru.

- Prace przy budowie zjeżdżalni rozpoczynamy dopiero teraz, bo czekaliśmy na uprawomocnienie się decyzji – wyjaśnia prywatny przedsiębiorca. – Zgodnie z umową montaż ma się zakończyć za miesiąc, a uroczyste otwarcie zaplanowaliśmy na 15 października.

Tor, jak mówi właściciel, będzie miał w sumie 700 metrów długości. Różnica poziomów między punktem startu na szczycie a metą – tuż przy bacówce, ma wynosić około 40 metrów.

Razem z torem do użytku ma być też oddany lokal gastronomiczny.

- Nazywamy go bacówką i zgodnie z nazwą będzie można w nim zjeść góralskie jedzenie – opowiada Tomasz Durka. – Może to być na przykład kwaśnica albo inne specjały.
Na terenie mają się także pojawić parkingi i budynek dla obsługi obiektu.

Autor artykułu: Ksaf

Sprzątanie po wichurze

Wednesday, August 29th, 2001

Przez cały wczorajszy dzień służby miejskie usuwały skutki poniedziałkowej wichury.

- Wiele prac wykonano już w nocy, ale ludzie telefonują przez cały dzień – powiedział „Expressowi” dyżurny w dyspozycji inżyniera miasta. – Połamane gałęzie, konary drzew, uszkodzone ogrodzenia itp. – do takich miejsc jeździmy.

Autor artykułu: (TJ)

Zaległości w płacach nauczycieli

Wednesday, August 29th, 2001

Związek Nauczycielstwa Polskiego badał wczoraj, jak samorządy w województwie łódzkim realizują podwyżki płac dla nauczycieli i pracowników niepedagogicznych w szkołach.

Okazało się, że w 33 – na 166 sprawdzonych gmin i samorządów powiatowych – nauczyciele nie dostali jeszcze żadnych podwyżek ani wyrównań zalegających od stycznia tego roku. Takie same zaległości wobec pracowników niepedagogicznych ma 49 jednostek samorządowych. Na pieniądze czekają np. nauczyciele szkół w mieście i gminie Aleksandrów Łódzki. Gmina Stryków i miasto Głowno nie wypłaciły pracownikom administracji szkolnej. Zaległości nie ma w Łodzi.

ZNP wysłał wczoraj pisemne ostrzeżenie do wójtów i burmistrzów. Jeśli wypłaty nie nastąpią do
10 września, Zarząd Okręgu w imieniu swoich członków, wystąpi z roszczeniami na drogę sądową.

Autor artykułu: (hal)

Kardynalne błędy

Monday, August 27th, 2001

Marek Kusto: – Trudno jest pokusić się o sukces, jeżeli nie wykorzystuje się dogodnych sytuacji do zdobycia bramek i popełnia przy tym kardynalne błędy w grze obronnej. Nie bez wpływu na późniejszą postawę naszego zspołu wywarła bezmyślność Rutki, który w 40 min. za drugą żółtą kartkę musiał opuścić boisko.

Nie muszę tłumaczyć, że było to duże osłabienie naszej drużyny. Wprawdzie w drugiej części pojedynku toczyliśmy bardziej wyrównany bój z rywalem, ale z tego raczej względu, że nastawił się on głównie na kontrolowanie wydarzeń na boisku i utrzymanie korzystnego dla siebie rezultatu.

Krzysztof Tochel: – Początek meczu w naszym wykonaniu był bardzo kiepski. Mogliśmy stracić nawet dwie bramki. Już bałem się, że znów nie odniesiemy tak bardzo upragnionego, pierwszego w tym sezonie zwycięstwa na własnym boisku.

Widać było, że moi podopieczni czuli duży respekt przed samą nazwą wielkiego przed laty Widzewa. Ale potem w naszych szeregach nastąpiło uspokojenie i coraz sprawniej zaczęły funkcjonować poszczególne formacje. Cieszy zwycięstwo, dobra, ambitna postawa drużyny, chociaż trzeba w niej jeszcze to i owo poprawić. Paweł Kapsa zastąpił w 46 min. Waldemara Piątka, ponieważ ten drugi nabawił się kontuzji.

Autor artykułu: m. st.

Gorzej być nie może

Monday, August 27th, 2001

KSZO – WIDZEW 3:0 (3:0)

1:0 Żelazowski (29), 2:0 Małocha (37), 3:0 Popiela (44).
Żółte kartki: Taborek (KSZO), Rutka, Rachwał, Bogusz (Widzew).
Czerwone (drugie żółte): Taborek (81), Rutka (40).

Sędziował Tomasz Mikulski (Lublin). Widzów 6.500.

KSZO: Piątek (46, Kapsa) – Batata (18, Pietrasiak), Toborek, Kowalski, Lasocki – Grębowski (72, Krawiec), Wyciszkiewicz, Żelazowski, Popiela – Małocha, Solnica.

NOTY W RANKINGU ZŁOTE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

Widzew: Piekutowski 3 – Jop 4, Urbaniak 4, Bogusz 2 (46, Zawadzki 2) – Janeczko 2 (46, Wilk 2), Igor Steśko 4, Rachwał 5, Bocian 4, Rutka 0 – Suchomski 3 (83, Dubicki 0), Wiechowski 3.

W ciągu pierwszych 15 min. Widzew wypracował dwie bardzo dogodne sytuacje do zdobycia bramek. Obie zmarnował Sławomir Suchomski. Szczególny żal można mieć do niego za zmarnowane szanse do zdobycia gola w 13 min. spotkania. Otrzymał on idealne podanie od Marcina Janeczki.

Zaskoczeni obrońcy gospodarzy zostali w tyle i nawet nie starali się gonić napastnika Widzewa. Ten zachował się niczym piłkarski nowicjusz, jakby przestraszył się, że może stać się bohaterem meczu. Długo zwlekał z oddaniem strzału, aby następnie trafić piłką wprost w bramkarza.Można po niewczasie gdybać, że pojedynek łodzian w Ostrowcu Świętokrzyskim mógłby się potoczyć zgoła inaczej, gdyby oni pierwsi zdobyli prowadzenie. Tak się jednak nie stało, a Widzew miał stanowczo za słabe w tym spotkaniu przebicie, aby był w stanie odrobić później poniesione straty. 15 min. w miarę dobrej gry to stanowczo za mało,. aby można było marzyć o sukcesie.

Pierwsze groźne sytuacje na przedpolu gości, na szczęście dla nich niewykorzystane przez KSZO, powstały z inicjatywy ofensywnie grającego na prawej obronie dobrze znanego w Łodzi, Brazylijczyka Sergio Batatę. W 18 min. Batata, który cieszy się ogromną charyzmą wśród miejscowych kibiców, musił opuścić boisko na skutek doznanej kontuzji.

Sunące raz po raz, szczególnie prawą stroną boiska, dynamiczne ataki gospodarzy na bramkę łodzian przyniosły im prowadzenie w 29 min. Stało się to za sprawą celnego uderzenia Tomasza Żelazowskiego, który wykorzystał niezdecydowanie obrońców Widzewa i wpakował piłkę (otarła się ona jeszcze o Daniela Bogusza) do siatki. W kilka minut później przy dość biernej postawie defensorów i bramkarza gości celnym uderzeniem głową popisał się Wojciech Małocha.

Od 40 min. widzewiacy zmuszenie byli grać w dziesiątkę, na skutek niefrasobliwości Sławomira Rutki. Wcześniej miał on już na koncie żółtą kartkę, a więc nie powinien był bezmyślnie przewracać mijającego go rywala, którego rajd nie stwarzał jeszcze bezpośredniego zagrożenia łódzkiej bramce. Sędzia pokazał mu słusznie drugi żółty kartonik, a następnie machnął mu przed oczyma czerwoną kartkę. Piłkarze KSZO wykorzystali to osłabienie przeciwnika i w 44 min, tuż przed zejściem do szatni, wynik meczu, jak się później okazało, ustalił bez większych problemów, po dośrodkowaniu Dariusza Pietrasiaka, Jarosław Popiela.

W drugiej odsłonie piłkarze KSZO, kontrolowali, jak to się popularnie określa, przebieg wydarzeń na boisku. Nie wysilali się więc zbytnio na podwyższenie rezultatu spotkania, chociaż starali się wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, aby niepokoić strzałami, przeważnie z dystansu, Adama Piekutowskiego. Dobrą zmianę dał młody Krzysztof Zawadzki, który zastąpił po przerwie kontuzjowanego Daniela Bogusza. Wygrał on kilka pojedynków jeden na jeden z Wojciechem Małochą i, w sprzyjających momentach, wychodził śmiało z piłką do przodu.

Pod koniec spotkania, kiedy w 81 min. czerwoną kartkę ujarzał Artur Toborek, Widzew uzyskał dość wyraźną przewagę. W 83 min., mało do tej pory widoczny Sergiusz Wiechowski, wdarł się lewą stroną w pole karne gospodarzy.

Strzelił, ale dobrze ustawiony w bramce mistrz Europy juniorów Paweł Kapsa, zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Potem wiele szumu na przedpolu KSZO robił szybki Daniel Dubicki, ale był to tylko bezefektywny szum.

Na porażkę łodzian złożyły się nie tylko błędy w ich grze obronnej, niedyspozycja strzelecka Sławomira Suchomskiego, ale także słaba postawa drugiej linii. Stanowczo za mało było przechwytów piłki w środku boiska, umiejętnej asekuracji własnego przedpola, jak i śmielszego inicjowania działań ofensywnych. Jaśniejszym punktem był w tej formacji Patryk Rachwał, piłkarz nieźle wyszkolony technicznie, który starał się umiejętnie dogrywać piłki do partnerów.

Osobny rozdział w tej ocenie stanowi osoba Adama Piekutowskiego, który w ub. sezonie był podporą Widzewa, a obecnie znajduje się w kiepskiej formie.

Autor artykułu: m. st.

Tysiące słów na minutę

Monday, August 27th, 2001

15-letnia Marta Liba uczennica Gimnazjum Społeczngo w Skierniewicach, pokonała 10 zawodników w Otwartych Mistrzostwach Regionu Łódzkiego w Szybkim Czytaniu, które odbyły się w sobotę w Łodzi. Jej wynik to 10 498 słów na minutę przy pięćdziesięcioprocentowym zrozumieniu tekstu.

Dziewczyna będzie rywalizować o tytuł mistrzyni w szybkim czytaniu na ogólnopolskich zawodach, które na początku września odbędą się w Warszawie.

Dwa teksty ułożone przez pracowników PWN były trudne. Organizatorzy zbledli, gdy je zobaczyli i obawiali się, że uczestnicy przez nie nie przebrną.

Jeden z dwóch dotyczący skamieniałości naszpikowany został specjalistycznymi terminami. Marta przyznała, że miała kłopoty z jego zrozumieniem.

Od początku była faworytką mistrzostw. Niedawno skończyła dwumiesięczny kurs szybkiego czytania z bardzo dobrym wynikiem ponad 7000 słów na minutę. Przerwała wakacje nad morzem, aby wziąć udział w sobotniej rywalizacji.

Na naukę szybkiego czytania wysłał ją tata.

- Po jej ukończeniu czytałam kilka razy szybciej. Ale trzeba jeszcze ćwiczyć i to jak najwięcej. Udało mi się uzyskać wynik 13 tysięcy słów na minutę – powiedziała nam Marta.

Kursy szybkiego czytania cieszą się coraz większą popularnością. Nie ma się co dziwić skoro z przeciętnego tempa czytania 150-200 słów na minutę można przejść na 5-10 tysięcy. Rekord Polski wynosi 20 tysięcy, a Guinnessa – 30 tysięcy.

- Szybkie czytanie to naturalny sposób przetwarzania informacji przez mózg. Czytamy tak, jak jest to możliwe i to z większym zrozumieniem. Przy tradycyjnym czytaniu często zdarza się, że wracamy do początku tekstu. Oznacza to, że myślimy jeszcze o czymś innym, w myślach załatwiamy różne sprawy i nie koncentrujemy się na tekście – tłumaczy Wojciech Rojkowski, właściciel szkoły uczącej szybkiego czytania.

Autor artykułu: MR

Uniwerek dla twardzieli

Friday, August 24th, 2001

Tysiące studentów w poradni psychologicznej.
Uniwersytet Łódzki zaczyna przypominać szkołę przetrwania. Studenci nawet podczas wakacji są zestresowani, popadają w depresje, biorą narkotyki, a nierzadko próbują odebrać sobie życie. Wielu zawaliło sesję i czekają ich wrześniowe poprawki. Nie mogą sobie pozwolić na rzucenie książek w kąt, więc kują, kują, kują…

To wszystko powoduje, że tysiącom młodych ludzi może pomóc tylko psychiatra. W ZOZ dla Szkół Wyższych „Palma” odnotowano w 1999 r. 3590 wizyt u psychiatry. Rok później po poradę zgłaszano się 3936 razy, a osoby z łagodniejszymi dolegliwościami trafiały do psychologa (ok. 1200 wizyt rocznie). Wśród studentów niewielu było słuchaczy uczelni artystycznych, Politechniki Łódzkiej czy Akademii Medycznej. Gros to słuchacze UŁ.

- Często trafiają tutaj ci, którzy nie mogą powiedzieć w domu, że nie zaliczyli sesji – tłumaczy dr Joanna Soczyńska-Gburek, specjalista psychiatra z „Palmy”. – Niektórzy sięgają nawet po narkotyki. Głównie amfetaminę. Robią wszystko, żeby tylko zdać.

Skutki brania „amfy” są bardzo groźne, chociaż bagatelizowane. Coraz więcej studentów trafia z psychozą poamfetaminową: ciągle towarzyszy im lęk, niepokój, mają zaburzenia świadomości, nie śpią przez wiele dni, by później organizm padł z wyczerpania.

- Amfetamina niszczy układ nerwowy – dodaje dr Soczyńska. – Narkotyk ten działa krótko, a później łapie się (używając młodzieżowego określenia) nieprzyjemnego „doła”. Więc student bierze znów. Używanie tego narkotyku prowadzi często do depresji z próbami samobójczymi.
Od dawna studenci narzekają, że przy ogromnej liczbie słuchaczy na UŁ każdy czuje się anonimowy, nie ma kontaktu z wykładowcami.

- Jeśli w auli pojawia się 200 osób, jak profesor ma zauważyć, że Piotrek ubiera się na czarno, bo zmarł mu ojciec, a Marta nie chodzi na zajęcia, gdyż załamała się po utracie chłopaka – mówią studenci. – Wykładowca nie zna nawet naszych imion.

Nie wytrzymują…

Brak porozumienia powoduje, że niekiedy studenci w drastyczny sposób rozwiązują swoje problemy. Kilka miesięcy minęło od tragicznej śmierci studentki Uniwersytetu Łódzkiego. Młoda dziewczyna nie potrafiła poradzić sobie z kłopotami na uczelni i w styczniu targnęła się na życie. Wybrała „Olimp” – najwyższy akademik na osiedlu przy ul. Lumumby. Wyskoczyła przez okno.

Tragedia poruszyła pracowników Wydziału Filologicznego, gdzie studiowała. Doskonale ją pamiętają, gdyż wykryli w jej indeksie sfałszowane wpisy zaliczeń. Sprawę skierowano do Komisji Dyscyplinarnej UŁ. Dziewczynie groziło wydalenie z uczelni i interwencja prokuratora. Nie czekała jednak na wyrok innych ludzi. Sama wyznaczyła sobie karę… Skacząc z okna zostawiła dwa listy: do rektora UŁ i do męża. W jednym winiła uczelnię za to, co się stało, w drugim przepraszała małżonka.

- Kojarzę, że kiedyś przedłużałem jej sesję, jednak dokładnie jej nie pamiętam – mówił tuż po tragedii adresat listu, prof. Wiesław Puś, prorektor ds. studenckich UŁ. Rektor ubolewa, że nie ma czasu przyjrzeć się każdemu ze zwracających się o niego studentów, ale tłumaczy, że nie ma takiej możliwości. W kolejkach ustawiają się tysiące osób i każdy chce z nim rozmawiać.

- Na Politechnice tego nie ma – żali się Maciek Gutkowski czekający na swoją kolej w Rektoracie UŁ. – Tam o przedłużeniach sesji czy warunkach decydują dziekani. My tkwimy w biurokracji: żeby iść do rektora, trzeba stać 3 godziny do dziekana, bo bez jego podpisu rektor nie przyjmie podania. Legitymacji nie stemplują w dziekanacie we wtorek, bo robią to w poniedziałki… Paranoja!

Samobójstwo młodej mężatki to druga w krótkim czasie tragedia wśród studentów tej uczelni. Pod koniec ubiegłego roku postanowiła odejść Agata – studentka administracji, która kończyła pracę magisterską i na początku br. miała ją bronić. Wyszła z DS „Pretor” 14 grudnia mówiąc, że jedzie do koleżanki z Widzewa i już nie wróciła.

Wszyscy myśleli, iż ktoś ją porwał, zamordował albo zwerbowała ją sekta. Koledzy rozwieszali plakaty w mieście, zamieszczali ogłoszenia w prasie – na próżno. Tuż po świętach znaleziono ją na nasypie kolejowym na Widzewie. Powiesiła się.

- Nadmiar stresu dopadł nawet ją… Nikt nie słyszał, by miała kłopoty. Nawet jej najlepsza przyjaciółka. Uśmiechnięta, radosna, wszędzie było jej pełno – mówią jej przyjaciele.

Studenci dodają, iż wielu z nich miewa myśli samobójcze, ale o nieudanych próbach się nie mówi. Czasem można by ich było uniknąć, gdyby ktoś podał pomocną dłoń.

- Ratowałem koleżankę, która nałykała się tabletek – opowiada mieszkaniec „Lumumbowa”. – Powodem był zawód miłosny. Wiem o tym tylko ja i ona. Teraz żałuje tego, co chciała zrobić, a co by było, gdyby nikogo nie było w pobliżu?

Niemal każdy student ma w szufladzie tabletki ziołowe na uspokojenie. Wielu tak przeżywa sprawdziany, że po kilku nocach „wkuwania” nie mogą zasnąć, więc schodzą do klubów, żeby wypić 3-4 piwa na sen. Czego się boją? Powtarzania roku?

Nikt nie liczy samobójców

- Najbardziej narażeni na stresy są przyjezdni – twierdzi Piotrek z Wydziału Prawa. – Tu wszystko się kumuluje. Najpierw muszą poznać obce miasto, później dochodzą zawiedzione ambicje własne lub rodziców, a na koniec obawiają się powrotu do domu. Ogarnia ich przerażenie i rozgoryczenie: „Mam mgr przed nazwiskiem i co z tego? Wrócę na wieś i będę kopać rowy, bo nie znajdę pracy”.

Jedno jest pewne. Dwie młode dziewczyny z tej samej uczelni odeszły z tego świata w ostatnim czasie, a nikt się tym specjalnie nie przejął. Rzecznik prasowy UŁ nie potrafi nawet powiedzieć, ile samobójstw zdarzyło się wśród studentów. Nie odnotowuje się tego, bo nikt nie analizuje takich przypadków. Nikt też nie myśli o tym, żeby choćby wzorem Politechniki zrezygnować z niepotrzebnej biurokracji, np. przy przedłużaniu sesji, czy dać więcej szans słabszym.

- Mam wieku znajomych na Uniwerku i kiedy na nich patrzę, robi mi się ich żal – opowiada Adam Kosicki z PŁ. – U nas jest inaczej. Sam studiuję na trudnym kierunku – elektronice – a nikomu nie przeszkadza, że będąc na IV roku mam do zaliczenia egzamin z I roku. Mam zamiar podejść do niego we wrześniu i na pewno zdam go lepiej, niż wtedy, gdy musiałbym wkuć na zawołanie. Na UŁ to nie do pomyślenia! Tam ktoś wyleciałby już po I roku.

Ciągle na tym samym roku

Być może dlatego komendant VI Komisariatu uważa, że na osiedlu przy ul. Lumumby zdarza się najwięcej w mieście samobójstw. Wcześniej złą sławą cieszyła się „Wieża Babel” – XIV DS dla obcokrajowców. Cudzoziemcy dość często wypadali z okien, dopóki nie zlikwidowano szlaku narkotykowego biegnącego do akademika.

- Policjanci prowadzący śledztwo mówili, że samobójcy byli pod wpływem tak silnych dawek narkotyków, że wydawało im się, iż potrafią latać – usłyszeliśmy w Rektoracie UŁ. Zresztą środki odurzające są niestety ogromnym problemem wśród innych studentów. Wielu zawala studia z tego powodu. Słynny był przypadek dziewczyny z prawa, która ginęła w oczach i brnęła w coraz większe tarapaty. W porę jednak udało się ją uratować.

Mnóstwo jest ludzi, którzy wstydzą się mówić o swoich problemach. Obawiają się, że znajomi mogą niewłaściwie odebrać fakt, iż się leczą. Z tego powodu niektórzy nie dopuszczają nawet myśli, że czas zgłosić się do lekarza. W jednym z akademików przy ul. Rodziny Fibaków mieszka np. młody chłopak, który ugrzązł na II roku. Powtarza już 3 razy, a po wakacjach czekają go kolejne poprawki. Znajomi z niepokojem patrzą, jak chudnie w oczach, nie śpi i wypala kilkadziesiąt papierosów dziennie. A on twierdzi, że nic mu nie jest.

- Dla wielu ludzi jest to nadal trudna decyzja, aby zgłosić się do psychologa lub psychiatry – mówi mgr Agnieszka Pawełczyk, psycholog z ZOZ „Palma”. – Dlatego wielu studentów nigdy nie przyjdzie do nas po pomoc.

Autor artykułu: Iwona Polak