Świt Nowy Dwór – ŁKS 1:1 (0:1). 0:1 – Sierant (39, karny), 1:1 – Podolski (73). Żółte kartki: Lamch, Kondraszuk (Świt), Klepczarek, Napierała, Smoliński, Kowalski, Błażejewski, Czpak (ŁKS). Czerwona kartka Zawada (Świt). Sędziował Marcin Pracz (Szczecin). Widzów 200.
Świt: Dziuba – Sitnicki, Milewski, Lamch – Kondraszuk, Zawada, Podolski, Lewicki (86, Biechoński), Wołczek (55, R. Stankiewicz) – Wrzesiński (55, Mutambikwa), Danielewicz.
NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”
ŁKS: Skrzypiec 8 – Napierała 5, Golański 5, Smoliński 4 (46, Czpak 3) – Kowalski 5, Zawadzki 4 (87, Dopierała 0), Łabędzki 5, Sierant 6, Klepczarek 4 (61, T. Stankiewicz 2) – Błażejewski 6, Wójcik 5.Drugoligowi piłkarze ŁKS nadal nie mogą się pochwalić wyjazdowym zwycięstwem w tym sezonie. Trzeba jednak przyznać, że łodzianie w meczu ze Świtem w Nowym Dworze Mazowieckim byli najbliżsi wywalczenia trzech punktów w tej rundzie na boisku rywala.
Ostatecznie zabrakło jednak zimnej krwi, niezbędnego cwaniactwa boiskowego i bez wątpienia trochę szczęścia. Pocieszające jest to, że podopieczni trenera Dariusza Wójtowicza napędzili znacznie wyżej notowanemu rywalowi niezłego strachu i wywalczyli cenny punkt w konfrontacji z jednym z kandydatów do ekstraklasy.Spotkanie rozgrywane było na rozmokłym boisku, co nie sprzyjało finezyjnej grze. Jakby tego było mało murawa, na której przyszło walczyć zawodnikom, była bardzo wąska, co znacznie utrudniało prowadzenie akcji skrzydłami.
Od początku łodzianie podjęli walkę i nawet pierwsi groźnie zaatakowali. W czwartej minucie silnie z dystansu strzelał Dariusz Zawadzki, ale piłka po jego uderzeniu przeszła obok słupka. W dziewiątej minucie niebezpiecznie było pod bramką ŁKS. Rusłan Kondraszuk, wykorzystując zagapienie się łódzkiej defensywy, zagrał na wolne pole do wybiegającego Marcina Danielewicza. Na szczęście Jakub Skrzypiec popisał się sprinterskim startem i zdołał wybić piłkę przed polem karnym.
Chwilę późnej goście mogli objąć prowadzenie. W doskonałej sytuacji znalazł się Karol Wójcik. Napastnik ŁKS wpadł w pole karne i zamiast zdecydować się na silny strzał wdał się w drybling z obrońcą, a następnie podał do nadbiegającego… rywala.
W osiemnastej minucie doszło do groźnie wyglądającej sytuacji. Przed polem karnym zderzyli się Adrian Napierała i Artur Kowalski. Ten ostatni padł na murawę niczym ścięty. Sędzia wezwał karetkę. Na szczęście po interwencji lekarza ełkaesiak wrócił na boisko.
W trzydziestej czwartej minucie kolejny raz dobrą interwencją popisał się Jakub Skrzypiec. Na prawej stronie Sławomir Lewicki uciekł pilnującemu go Kowalskiemu. Piłkarz Świtu dokładnie dośrodkował w pole karne. Piłka trafiła do Danielewicza, ale jego silny strzał głową zdołał obronić bramkarz ŁKS.
Widać, że trudne warunki meczu wpłynęły również na dyspozycję sędziego, który wyraźnie pogubił się w trzydziestej ósmej minucie. Szybką akcję przeprowadził ŁKS. Na trzydziestym metrze nie przeciął lotu piłki Mirosław Milewski. Trafiła ona pod nogi Piotra Klepczarka, który ruszył w kierunku bramki Świtu. Łodzianin w polu karnym został podcięty przez Marka Zawadę i sędzia przerwał grę. Arbiter pokazał piłkarzowi gospodarzy czerwony kartonik, ale nie był pewien, gdzie nastąpiło przewinienie. Z tego powodu podbiegł do linii bocznej, aby skonsultować się ze swoim partnerem. Po krótkiej chwili wskazał na punkt jedenastu metrów. W boksie rezerwowych ŁKS odetchnięto, bo przez moment wydawało się, że arbiter nie podyktuje ewidentnej jedenastki. Do piłki podszedł Robert Sierant i pewnym strzałem zapewnił łodzianom prowadzenie.
Tuż przed końcem pierwszej części spotkania Dariusz Zawadzki wykazał się wielką nierozwagą. W zupełnie niegroźnej sytuacji sfaulował w polu karnym Lewickiego. Sędzia nie namyślał się długo i podyktował jedenastkę dla gospodarzy.
Na szczęście dla łodzian kapitalnie zachował się Jakub Skrzypiec, który obronił strzał Milewskiego. Warto dodać, że łódzki bramkarz przedłużył serię niewykorzystanych rzutów karnych przez Świt do trzech z rzędu.
Dość niespodziewanie po przerwie łodzianie oddali inicjatywę gospodarzom. Było to o tyle dziwne, że grali w przewadze jedynego zawodnika. Gospodarze rzucili się do ataków często zapominając o asekuracji własnej bramki. Niestety, podopieczni trenera Dariusza Wójtowicza nie potrafili wykorzystać szybkich kontr. Mało tego, tuż po jednej z nich stracili gola. W 73 minucie ŁKS przejął w środku pola piłkę. Łodzianie szybko osiągnęli przewagę 4 na 2. Cóż z tego skoro Kowalski zamiast dograć do wybiegających partnerów posłał piłkę prosto w ręce bramkarza gospodarzy. Dziuba nie namyślając się posłał ją na prawą stronę do Henrego Mutambikwy. Czarnoskóry piłkarz Świtu w dziecinny sposób ograł Napierałę i dokładnie dośrodkował do stojącego przed polem bramkowym Podolskiego.
Były piłkarz ŁKS silnie uderzył głową. Skrzypiec zdołał jeszcze sparować strzał, ale przy dobitce był już bezradny.
Później gospodarze ruszyli za ciosem, ale na szczęście nie zdołali zdobyć kolejnych goli, choć wypracowali kilka dogodnych sytuacji. Ogromna w tym zasługa Jakuba Skrzypca, który spisywał się bez zarzutu. Łódzki bramkarz trzykrotnie wygrał pojedynki z zawodnikami gospodarzy.
Autor artykułu: JAN HOFMAN