Autor dwóch goli dla ŁKS Rafał Dopierała powiedział: – Spotkanie z Wisłą miało dwa oblicza. W pierwszej połowie przestraszyliśmy się utytułowanego rywala. I stąd łatwo, bez walki oddaliśmy pole. Zrobiło się 0:2. W drugich 45 minutach mecz zupełnie inaczej wyglądał. Gdyby bez lęku zagrali od początku, wynik mógłby być jeszcze lepszy dla ŁKS.
- Pan też już przy stanie 2:2 miał dwie bramkowe okazje…
- Tak, szczególnie przy tej drugiej sytuacji mogłem lepiej pocelować. Ale udzieliły się emocje, możliwość uzyskania trzeciej bramki za bardzo mnie zaskoczyła.
- Czy myśli pan, że jakaś szansa w Krakowie istnieje?
- Jestem realistą. W pierwszej połowie Wisła pokazała, że jest klasowym zespołem. Młodzi piłkarze ŁKS, a takich jest wiele, mieli się od kogo uczyć. A co do rewanżu, wszystko jest możliwe, bowiem czasami wychodzi strzał życia.
Karol Wójcik: – Miałem kilka stuprocentowych sytuacji, ale niestety nie udało mi się strzelić.
- Wisła nie taka straszna, czy ŁKS był taki dobry?
- Staraliśmy się, podjęliśmy walkę i to zaprocentowało.
- Trenerowi Smudzie chciał się pan bardzo pokazać…
- Przesada z tym pokazywaniem. Starałem się podejść do tego meczu, jak do każdego innego. Myślę, że zagrałem pozytywnie.
Mirosław Szymkowiak: Na pewno nie zlekceważyliśmy ŁKS. Wyszliśmy mocno skoncentrowani. W drugiej połowie akcje przestały nam się zazębiać. Stało się tak jak się stało. W Krakowie musimy udwodonić naszą wyższość. Na wyjazdach u drugoligowców ciężko się gra. Popełniliśmy błędy zwłaszcza w ataku, bo powinniśmy strzelić więcej bramek. Chwała ŁKS.
- Czy pod strojem Wisły – tak jak mówiono – rzeczywiście miał pan koszulkę Widzewa?
- Nie. Nie miałem nic pod trykotem. Wiem, że coś wcześniej mówiono i pisano, ale było to wyssane z palca. Piłka nożna to mój zawód. Jestem normalnym zawodnikiem. Gram w Wiśle, a to że kiedyś grałem w Widzewie dziś nie ma znaczenia. Pod spodem miałem golf, bo było bardzo zimno.
Autor artykułu: (dk)