Archive for December, 2001

Na awarię nie ma rady

Wednesday, December 19th, 2001

Awaria, która pod koniec ubiegłego tygodnia pozbawiła dopływu ciepła kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Retkini, unaoczniła jak delikatnym i wrażliwym układem jest miejski system ciepłowniczy.

O jego stanie rozmawiamy z Wiesławem Adamskim, głównym inżynierem ds. eksploatacji sieci Zakładu Sieci Cieplnej w Łodzi.

- Czy awaria na Retkini nie była aby zapowiedzią poważnych kłopotów z ciepłem, których łodzianie mogliby się spodziewać podczas naprawdę ostrej zimy?

- Nie należy wiązać tego zdarzenia z mrozem. Przyczyną awarii była drobna nieszczelność kanału ciepłowniczego, który osłania rury. Przez szczelinę, która powstała na łączeniu otuliny kanału, do wnętrza dostawała się woda z opadów. Przez dłuższy czas kapała na jedną z rur, aż doprowadziła do jej rozszczelnienia. Usterka była nie do wykrycia. Ten fragment magistrali ma już co prawda 20 lat, ale nigdy nie było w tym miejscu żadnej awarii. Fakt, że do niej doszło jest czystym zrządzeniem losu.

- Czy wiele mamy jeszcze tak starych odcinków ciepłociągu? Wydaje się oczywiste, że im starsze rury, tym bardziej zawodne?

- Są odcinki sieci, które mają już ponad 35 lat, lecz wciąż są w na tyle dobrym stanie technicznym, że ich eksploatacja nie nastręcza problemów. Dla odmiany niektóre fragmenty ciepłociągu kładzionego ok. 20 lat temu już teraz wymagają napraw i remontów. Teoretycznie przyjmuje się, że średnia żywotność sieci kanałowej (rury kładzione na podłożu betonowym w osłonie kanału – przy. aut.) wynosi około 25 lat, ale w praktyce różnie bywa. Na łączną długość wodnej sieci ciepłowniczej wynoszącą 680 km, sieci kanałowej mamy jeszcze 478 km pod ziemią i 24 km nad ziemią. Pozostałe 178 km to już nowoczesna sieć wybudowana w oparciu o technologię z zastosowaniem rur preizolowanych. Te rury mają już instalację alarmową pozwalającą na natychmiastową lokalizację nieszczelności i uszkodzeń. Już tylko takie rury kładziemy przy okazji wszelkich modernizacji i remontów.

- Ile ciepłociągu udaje się rocznie wymienić ?

- Przeciętnie 20 kilometrów. W pierwszej kolejności zastępujemy rurami preizolowanymi najstarsze fragmenty sieci kanałowych i odcinki najbardziej awaryjne. Przede wszystkim skupiamy się jednak na magistralach ciepłowniczych, które są głównymi drogami przesyłu ciepła w dany rejon miasta. Są dla nas priorytetowe, gdyż od nich zależy niezawodność dostaw ciepła dla odbiorców.

- Właśnie awaria magistrali była przyczyną kłopotów na Retkini…

- Awarie zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać – są po prostu nieprzewidywalne. W ciągu roku notujemy ich zazwyczaj około 100, łącznie na sieci wodnej i parowej.

Wszystkie są usuwane w czasie od kilku do kilkunastu godzin. Przy niskich temperaturach prace trwają bez przerwy, aż do przywrócenia przepływu wody. Nawiasem mówiąc, najczęstszymi przyczynami awarii są: korozja i wady materiału.

- Zdaje się, że nie tylko na Retkini ciągłość dostaw ciepła zależy od jednej magistrali?

- W podobnej sytuacji jest również Radogoszcz, Janów, Olechów, cały Widzew – Wschód. Te rejony też nie mają żadnego alternatywnego zasilania. Kładziemy duży nacisk, by magistrale utrzymać w jak najlepszym stanie i to się udaje. Ostatnia awaria na Retkini była trzecią tej skali na przestrzeni ostatnich lat.

Autor artykułu: (pij)

„Express” pomógł koszykarce ŁKS

Wednesday, December 19th, 2001

Podczas spotkania ekstraklasy koszykarek Meblotap – ŁKS zawodniczka lubelskiej drużyny Oksana Dołgorukowa złamała nos łodziance Annie Małeckiej. Uraz był bardzo poważny i wymagał kilkudniowego pobytu ełkaesianki w szpitalu.

Lekarze zadecydowali, że Małecka bez specjalistycznej maski nie może przez najbliższy miesiąc wracać na parkiet. I tutaj powstał poważny problem, bo jak już wielokrotnie informowaliśmy sekcja besketu w ŁKS do finansowych krezusów nie należy. Po prostu brakowało pieniędzy na zakup odpowiedniej maski ochronnej, która wykonywana jest na indywidualne zamówienie.

Na szczęście z pomocą pośpieszyła redakcja „Expressu Ilustrowanego”, która sfinansowała wykonanie i zakup kosztownej maski dla koszykarki. Dzięki temu zawodniczka już w najbliższą sobotę będzie mogła wspomóc swoje koleżanki w ligowym meczu z wrocławską Ślęzą.

- Chciałabym bardzo podziękować „Expressowi” – powiedziała Anna Małecka przed wczorajszym treningiem. – Cieszę się, że tak poczytna łódzka gazeta zdecydowała się na pomoc. Dzięki wam nie będę zmuszona pauzować jeszcze przez miesiąc, ale już w najbliższym meczu spróbuję pomóc koleżankom w walce o ligowe punkty. Ważne jest również to, że są jeszcze instytucje, które wspomagają łódzki basket. Pozwala to mieć nadzieję, że waszym śladem pójdą inni i dla koszykówki w ŁKS przyjdą jeszcze lepsze czasy – zakończyła łódzka zawodniczka.

Autor artykułu: (hof)

Pobili piekarzy

Monday, December 17th, 2001

W czerwcową noc do piekarni przy ul. Wschodniej wdarło się kilku młodych mężczyzn. Piekarzy pobili metalową rurką. Zrabowali 30 bułek i 3 chałki.

Śródmiejska prokuratura oskarżyła 19-letniego Cezarego W. i 17-letniego Pawła K. o rabunkowy napad z niebezpiecznym – jak to określa kodeks karny – narzędziem. Obydwaj oczekują na proces w areszcie.

Wieczorem 14 czerwca br. do drzwi piekarni zazdzwonił młody mężczyzna. Chiał dostać pieczywo bez pieniędzy. Odmowa wywołała agresję i groźby. Kilka godzin później na piekarnię przypuściło szturm pięciu młodych mężczyzn. W drzwi walili metalowym koszem, w końcu weszli do środka. Pracowników pobili metalową rurką, jednego jeszcze skopali.
Pobici doznali urazów głowy, twarzy, jeden z pokrzywdzonych stracił zęba.

W śledztwie oskarżeni nie przyznali się do winy.

Autor artykułu: (st)

Kaloryfer na klatce

Monday, December 17th, 2001

Czasy takie, że każdy oszczędza na czym może. Tym bardziej irytuje rozrzutność, z jaką inni traktują nasze pieniądze. Takie właśnie wrażenie odnoszą lokatorzy łódzkich spółdzielni, którzy cieplej niż w domach mają na klatkach schodowych i w piwnicach.

- Na moim piętrze grzejnik jest tak gorący, że można się nim oparzyć. Na klatce po prostu panuje upał. Po co? Komu to służy? I ile kosztuje? Przecież my wszyscy za to płacimy! – oburza się lokator Spółdzielni Mieszkaniowej im. Batorego.

Rozumowanie jest proste – skoro wszyscy lokatorzy bloku ponoszą koszt ogrzania całego budynku, to znaczy, że każdy płaci też przypadającą na niego część rachunku za ogrzanie wspólnie użytkowanych powierzchni. Opłata za ciepło w mieszkaniu zawiera więc także część opłaty za piwnice, pralnie, klatki schodowe. Im drożej kosztuje ogrzanie tych pomieszczeń, tym większe są rachunki każdego lokatora z osobna. Wszystko jasne, tylko czemu płacić za coś, co nikomu do szczęścia potrzebne nie jest? To w mieszkaniu ma być ciepło, na klatce schodowej wystarczy, żeby nie było lodowato.

- Ogrzewaniem w blokach steruje automatyka pogodowa – tłumaczy Andrzej Ćwikliński, wiceprezes SM im. Batorego. – Lokatorzy mają na grzejnikach zainstalowane zawory termostatyczne, którymi mogą regulować temperaturę w domu.

Takich regulatorów nie ma na klatkach schodowych. W mieszkaniach ludzie przykręcają kaloryfery, bo oszczędzają na drogim cieple. Na korytarzach grzejniki grzeją pełną mocą, na jaką pozwalają węzły ciepłownicze.

Wydawałoby się, że nic prostszego jak założyć termoregulatory na kaloryferach klatek schodowych, ustawić je „na pół gwizdka” i po kłopocie – upał nie będzie drażnił lokatorów.

- Rozpatrywaliśmy już takie rozwiązanie, ale… W blokach giną klamki, okucia okienne, nawet metalowe kratki do wycierania butów spod drzwi wejściowych znikają. Jak długo wisiałyby termostaty, które kosztują około 60 złotych za sztukę? – mówi wiceprezes SM im. Batorego. – Niewykluczone również, że we wspomnianym bloku grzejniki wymagają jakiejś regulacji. Trzeba to sprawdzić.

Gorące grzejniki na korytarzach i w piwnicach bloków nie są jedynie problemem lokatorów spółdzielni im. Batorego.

Podobne sygnały płyną również z innych rejonów miasta. Trudno odmówić racji mieszkańcom, że więcej z tego dla nich kłopotu (finansowego) niż pożytku. A koszt ogrzewania nieodmiennie stanowi najpoważniejszą pozycję w rozliczeniu opłaty za czynsz.

Autor artykułu: (pij)

Piwo z… czajnika

Monday, December 17th, 2001

W sobotę Andrzej Sadownik, nauczyciel akademicki z warszawskiej SGGW został kawalerem orderu „Złotego chmielu” – odznaczenia przyznawanego przez Kapitułę tego orderu przy Bractwie Piwnym z siedzibą w Łodzi.

Order wręczył mu Wielki Mistrz Bractwa Piwnego Zbigniew Olobry podczas uroczystego spotkania członków BP w łódzkim Muzeum Kinematografii.

Andrzej Sadownik dołączył tym samym do trzyosobowego ekskluzywnego grona „złotochmielowców”, który tworzą:

krakowski dziennikarz i przewodniczący Polskiej Partii Łysych Leszek Mazan, reżyser filmowy Kazimierz Kutz i prezydent Europejskiej Unii Konsumentów Piwa (EBCU) Terry Lock.

- Andrzej Sadownik nie tylko wsławił się działaniem na rzecz kultury picia piwa, ale jest także wybitnym znawcą i w dodatku warzy ten chmielowy nektar w kuchni swojego mieszkania na II piętrze warszawskiego bloku – wychwalał świeżo upieczonego kawalera „Złotego chmielu” Wielki Mistrz Olobry.

Zebrani gromkimi brawami nagrodzili Andrzeja Sadownika za pokaz warzenia piwa w przysłowiowym czajniku. Dokonał on tego za pomocą wyładowanego z bagażnika własnego samochodu, przewoźnego browaru, składającego się z drewnianego młynka do śrutowania jęczmienia, kociołka (kadzi zaciernej), dwóch plastykowych wiaderek (kadzi filtracyjnej), zwiniętej w spiralę miedzianej rurki (chłodnicy) i plastykowej beczki (fermentora).

Potem była konsumpcja „domowego piwa” – „Bonale 1” i „Weizen”.

- Mój prywatny browar nazywa się Nanobrowar Domowy „PiwU”, gdyż wytwarzam rocznie 300 litrów piwa, czyli milionową (stąd nano) część światowej produkcji piwa – żartował uradowany kawaler „Złotego chmielu”.

Autor artykułu: (dan)

Jakie podwyżki? Wciąż nie wiadomo

Friday, December 14th, 2001

Po wczorajszej sesji Rady MiejskiejŁódzcy radni mieli wczoraj uchwalić nowe stawki opłat za bilety, wodę, ścieki i miejsca w żłobkach. O godzinie 17.00 rozpoczynały się jednak obchody 20. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego i przewodniczący klubu radnych Porozumienia Samorządowego Prawicy poprosił o przerwę. Rada wznowi obrady w poniedziałek. Wtedy też poznamy nowe stawki miejskich opłat na 2002 rok.Propozycje Zarządu Miasta są takie:

bilety – 1,40 zł za bilet 10-minutowy, 10 procent podwyżki za „migawki”, a bilet 30-minutowy bez zmian.
woda dla gospodarstw domowych: za metr sześcienny 1,86 zł
ścieki: za metr sześc. – 1,14 zł
miesięczna opłata za żłobek: 38 zł, plus 71,40 zł za wyżywienie.

Radni zdołali wczoraj wyrazić zgodę na zaciągnięcie przez miasto pożyczki w wysokości 25 mln euro (ponad 90 mln zł) w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Wedle zapewnień Zarządu Miasta ma być przeznaczona na inwestycje w służbie zdrowia i edukacji. Za te pieniądze rozbudowana ma być między innymi hala sportowa w parku 3 Maja, zbudowana sala gimnastyczna w Liceum nr 6 i Szkole Podstawowej nr 83, zmodernizowane pływalnie w szkołach nr 19, 149, 184 i 190 i wyremontowane klasy, przeznaczone na pracownie komputerowe. Opozycja uważa, że to kolejny etap zadłużania miasta.

Witold Rosset z Unii Wolności stwierdził, że na mieście ciąży już 600-milionowy dług i dalsze zadłużanie Łodzi jest niebezpieczne. Nie wierzył w zapewnienia skarbnika miasta Witolda Barszcza, według którego Łódź na koniec roku będzie miała 320 mln zł długu, a w przeliczeniu na mieszkańca, na każdego z nas przypada 134 zł długu. Zbigniew Klajnert z Porozumienia Samorządowego Prawicy twierdził nawet, iż można mówić o 400 zł długu na mieszkańca.

Opozycja nie głosowała przeciw zaciągnięciu kredytu. Zarówno Unia jak i PSP wstrzymały się od głosu.
Na wniosek przewodniczącego Rady Miejskiej Tadeusza Matusiaka radni uczcili wczoraj rocznicę wprowadzenia stanu wojennego minutą ciszy.

Proponowane przez Zarząd podwyżki prawdopodobnie zostaną w poniedziałek zatwierdzone. SLD ma po prostu większość głosów. Opozycja będzie przeciw.

Unia zgodziłaby się na podwyżki cen biletów okresowych najwyżej o 5 procent, a wody i ścieków łącznie co najwyżej do 2,80 zł – mówi przewodniczący klubu UW Andrzej Jędrzejczak. Radni UW proponują też 15-minutowy bilet za 1,40 zł.

PSP, jak mówi przewodniczący klubu Wojciech Michalski, chce biletów 10-minutowych za 1,10 zł, a jeśli nie udałoby się tego przeforsować, to 15-minutowych za 1,20 zł. Zgadza się na podwyżkę cen migawek o 10 proc. Za wodę według prawicy łodzianie mogliby płacić tylko 1,73 zł za metr sześc., za odprowadzanie ścieków – 1,09 zł.

- Do podwyższenia cen za wodę i ścieki zmusza nas ustawa i rozporządzenie wydane przez poprzedni parlament i poprzedni rząd. Podwyżki są wysokie, bo mają dopasować nasze uregulowania do prawa europejskiego – tłumaczy Iwona Bartosik, przewodnicząca klubu radnych SLD. – Co do biletów – ceny 30-minutowych pozostaną bez zmian. 10-minutowe były zaś wprowadzone dla rencistów, emerytów i młodzieży – tych, którzy poruszają się w promieniu 10 km – do szkoły, na rynek, do przychodni. A ta grupa osób ma przecież 50-procentową zniżkę, więc faktycznie bilet, nawet po podwyżce, będzie ich kosztował nie 1,40 zł, lecz 70 groszy.

Autor artykułu: (kow.)

Malinka dla narciarzy

Thursday, December 13th, 2001

„Górka w zgierskim ośrodku „Malinka” nadal będzie służyła narciarzom, a nie motocrossowcom” – powiedział prezydent Zgierza Zbigniew Wasiak. „Sprawa zniszczenia narciarskiego stoku została przez nas opisana i odpowiednie pismo zostało przekazane policji. Trwają poszukiwania sprawców, od których będziemy żądali naprawienia dokonanych szkód”.

- Mimo że mieszkańcy Malinki wymieniają nazwisko winnego przeobrażenia tras narciarskich w tor motocrossowy, może okazać się, jak to często bywa, że zabraknie dowodów winy. Co wtedy?

- Wówczas to my będziemy musieli znaleźć finansowe środki, które prawdopodobnie będą pochodziły z budżetu MOSiR-u. Jestem jednak za tym, by konsekwentnie wyegzekwować koszty naprawy stoku od autorów bezprawnego działania.

- Kiedy trasy narciarskie zostaną przywrócone do poprzedniego stanu?

- Znamy skalę problemu ze sprawozdania przygotowanego przez MOSiR. Wiemy co trzeba zrobić. Jeszcze w tym sezonie narciarze będą mogli zjeżdżać w Malince na nartach.

Autor artykułu: (mm)

Podejrzany uciekł z prokuratury

Thursday, December 13th, 2001

Wyskoczył z II piętra i tyle go widzieli 27-letni Marcin K., podejrzany o fałszowanie dokumentów i paserstwo uciekł wczoraj z widzewskiej prokuratury. Policjant, który go pilnował, trafił do szpitala.Marcin K. od kilku tygodni czasowo przebywał w areszcie przy ul. Smutnej.

Jest podejrzany o fałszerstwo. Wczoraj w południe funkcjonariusze z policji sądowej przewieźli go do widzewskiej prokuratury – miał złożyć wyjaśnienia w innej sprawie – o paserstwo. W trakcie przesłuchania Marcin K. poprosił panią prokurator, by uchyliła mu areszt, a on będzie grzecznie stawiał się na dozór. Ta była nieugięta. Wtedy Marcin K. poczuł nieodpartą potrzebę wyjścia do toalety. Gdy towarzyszący policjant już w ubikacji zdjął mu kajdanki, ten popchnął go, przytrzasnął drzwiami i wyskoczył przez okno z II piętra. Nim pozostali funkcjonariusze się zorientowali, po Marcinie K. nie było już śladu. Ranny stróż prawa z ogólnymi obrażeniami ciała trafił do polikliniki MSWiA.

Jak nam powiedział nadkom. Dariusz Krawczyk, rzecznik prasowy KMP w Łodzi, policjant nie naruszył przepisów i zachował się zgodnie z regułami sztuki.
Choć za Marcinem K. ruszyła specjalna grupa pościgowa, to – jak na razie – nie został on zatrzymany.

Autor artykułu: (ćma)

Czy dłużnicy elektrowni odetchną?

Tuesday, December 11th, 2001

Łódzki Zakład Energetyczny ogłasza amnestię Dla setek łódzkich rodzin żyjących obecnie bez prądu zabłyśnie – dosłownie i w przenośni – światełko nadziei. Od 17 grudnia Łódzki Zakład Energetyczny wprowadza swoistą amnestię dla odbiorców, z którymi zerwał umowy, bo nie płacili za prąd. Kto przystanie na warunki ŁZE, ma szansę na pozbycie się długów.

Założenie akcji jest takie: jeśli „klient z odzysku”, po ponownym podłączeniu do sieci energetycznej, przez kolejne 3 lata będzie punktualnie płacić bieżące rachunki za prąd, zakład energetyczny zapomni o jego długach. Niedotrzymanie zasady punktualnego regulowania bieżących opłat może jednak być przyczyną poważnych kłopotów – spowoduje nie tylko ponowne wyłączenie dopływu energii odbiorcy, ale także sądowe wszczęcie egzekucji długu.

„Amnestia” dotyczy odbiorców pozbawionych energii wskutek długotrwałego zalegania z płaceniem rachunków lub kar za kradzież prądu, kiedyś rozliczanych w grupie taryfowej „G”, a więc tzw. mieszkaniowej.

- Wychodzimy naprzeciw tym ludziom, bo zdajemy sobie sprawę, że wielu z nich to ofiary problemów finansowych lub jakiejś pętli zadłużeń, z której często bardzo trudno się wydobyć. Niektórzy bywali u mnie osobiście i wiem, jaki to dla nich poważny problem – mówi prezes ŁZE SA, Krzysztof Zięba. – Przyłapanym na nielegalnym poborze dajemy szansę ponownego stania się legalnymi klientami.

Kto chciałby zostać objęty akcją abolicyjną, powinien zgłosić się po 17 grudnia do biura swojego rejonu energetycznego. Jeśli spełnia wymagania ŁZE, będzie mógł podpisać z zakładem nową, tzw. warunkową umowę na dostawy energii, w której zobowiąże się m.in. do regularnego płacenia bieżących rachunków. Rodzaj licznika prądu, który otrzyma taka osoba, będzie negocjowany. ŁZE zastrzega jednak, że w zależności od możliwości finansowych petenta może być to zarówno zwykły licznik, jak i miernik z ogranicznikiem poboru mocy lub też licznik przedpłatowy.
Z chwilą podpisania umowy zadłużenie klienta zostanie wycofane z postępowania egzekucyjnego i zawieszone na okres dwunastu miesięcy. Po roku regularnego płacenia bieżących należności za prąd, ŁZE umorzy odbiorcy połowę długu. Po drugim roku – kolejne 25 procent. Po trzecim – pozostałą część.

Łączna kwota zadłużenia odbiorców kwalifikujących się do objęcia akcją abolicyjną wynosi według szacunków ŁZE ok. 1,9 miliona złotych. Zarząd zakładu energetycznego nie uważa jednak, by umarzając niektóre lub nawet całość długów, firma straciła.

- Wielu należności prawdopodobnie i tak nie dałoby się odzyskać, bo ludzie nie mają z czego ich zapłacić. Niekiedy w grę wchodzą dość poważne kwoty – wyjaśnia prezes Zięba.

Autor artykułu: (pij)

Nie gasił, a zarobił

Tuesday, December 11th, 2001

Strażak z Pabianic – Jerzy Kulicki opuścił dom „Wielkiego Brata” z 14 tys. zł w kieszeni. Strażak z Pabianic, Jurek Kulicki za każdy tydzień pobytu w telewizyjnej zabawie „Big Brother” dostanie 1000 zł brutto. W jednostce Państwowej Straży Pożarnej przy ul. Pojezierskiej w Łodzi, gdzie pracuje jako szef grupy ratownictwa wysokościowego i podwodnego zarabia na tydzień około 500 zł.

Każdy uczestnik programu „BB” podpisał z telewizją TVN aż dwuletni kontrakt, który zobowiązuje go do stawienia się pod groźbą kary pieniężnej na każde żądanie warszawskiej telewizji. Dlatego pabianiczanin będzie musiał być może zrezygnować z dotychczasowej pracy. Plany TVN mogą pokrzyżować mu karierę strażaka.

- Zrobimy wszystko, żeby u nas został – powiedział Grzegorz Łyskowicz, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi, pryncypał Jurka. – Postaramy się, aby jego zobowiązania wobec TVN nie kolidowały z jego obowiązkami w straży. Będzie to bardzo trudne, bo Jurek pracuje w systemie zmianowym. Kulicki, to nietuzinkowy pracownik, ma wszystkie możliwe uprawnienia potrzebne na jego stanowisku i ciągle się szkoli. Gdyby musiał odejść, to byłaby dla nas ogromna strata.

Szef Kulickiego czeka, aż jego sławny pracownik pojawi się w pracy.

- Daliśmy mu cztery miesiące bezpłatnego urlopu na czas trwania „Big Brothera”- podsumował komendant Łyskowicz. – Według planu powinien wrócić do nas 1 stycznia, ale na pewno odwiedzi nas w Łodzi wcześniej, wtedy ustalimy wszystkie szczegóły. Wszyscy koledzy mocno mu kibicowali i z niecierpliwością czekają na jego wizytę.

- Jestem teraz jak dziecko, które trzeba prowadzić za rękę. Trochę mi szkoda, że musiałem wyjść ja siedem dni przed wielkim finałem „BB” i nie wygram 500 tys. zł, ale też czuję się ogromnie wzruszony, że mogę wreszcie przytulić żonę i synów – zwierzył się nam wczoraj Jurek.
Gdy tylko w najbliższych dniach wróci do pabianickiego mieszkania przy ul. Sienkiewicza, ma zamiar nadrobić zaległości towarzyskie.

Jurek Kulicki przez dziewięćdziesiąt osiem dni nie miał kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie oglądał telewizji, nie czytał gazet. Zapytaliśmy jak zareagował na ataki terrorystów w Nowym Jorku i co sądzi o wojnie w Afganistanie.

- Fanatycy to najgorszy gatunek ludzi – powiedział. – To straszne, że do czegoś takiego doszło. Dobrze, że „Wielki Brat” nie powiedział nam, co stało się we wrześniu, bo pewnie wyszlibyśmy wszyscy z domu „BB”.

Zdaniem rzecznika Urzędu Miasta w Pabianicach – Romana Woźnego, Jurek Kulicki zasługuje na gorące powitanie mieszkańców grodu nad Dobrzynką.

- Bardzo ładnie promował nasze miasto w telewizji – ocenił Woźny. – Jako jedyny nosił koszulkę z herbem albo nazwą swojego miasta i cały czas podkreślał skąd pochodzi. Kulicki jest nie tylko strażakiem, harcerzem, ale przede wszystkim jest prywatnie przyjacielem prezydenta Pabianic Pawła Winiarskiego. Wiem, że również członkowie zarządu naszego miasta ostro mu dopingowali.

Roman Woźny na razie nie ma jeszcze ustalonego planu powitania wzorowego pabianiczanina, ale kiedy tylko w Urzędzie Miasta zakończą się zebrania i obrady nad przyszłorocznym budżetem, zorganizuje Kulickiemu „oficjalną fetę”.

Każdy uczestnik „Big Brother” podpisał dwuletni kontrakt z telewizją TVN, zwany potocznie przez fanów programu „cyrografem”. Mieszkaniec sękocińskiego domu „Wielkiego Brata” ma obowiązek pojawiać się na każde żądanie TVN – u. Jeśli nie przyjedzie na umówione spotkanie, wywiad czy sesję fotograficzną, zapłaci karę, nawet 3 tys. zł. Za zerwanie całej umowy grozi uczestnikom „BB” kara (w zależności od powodu) od 10 tys. zł do 50 tys. zł. TVN pobiera od nich prowizję w wysokości 30 procent za wszystkie podpisane umowy, np. za występ w programie telewizyjnym czy innym show.

Autor artykułu: Agnieszka Gospodarczyk