Archive for January, 2002

90. urodziny pana młodego

Friday, January 25th, 2002

Niecodzienna uroczystość odbyła się wczoraj w Domu Pomocy Społecznej przy ul. Chełmskiej w Zgierzu. 90. urodziny obchodził jeden z pensjonariuszy, pan Konrad Marcinkowski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że trzy tygodnie temu pan Konrad… ożenił się z mieszkającą po sąsiedzku panią Bronią. Jego wybranka jest niewiele młodsza. W tym roku stuknie jej osiemdziesiątka.

Para poznała się kilka miesięcy temu w ogrodzie zgierskiego DPS. Połączyło ich wzajemne zrozumienie oraz fakt, że mimo podeszłego wieku oboje tryskają humorem. Pan Konrad ma poważne problemy ze słuchem. Dzięki żonie ma ułatwiony kontakt z innymi ludźmi. Każde zdanie pani Bronia przekazuje mężowi ruchem warg. Personel śmieje się, że gruchają sobie do ucha jak dwa gołąbki.

- Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze kiedyś wyjdę za mąż – powiedziała naszej reporterce pani Bronia. – Z poprzednim mężem przeżyliśmy 47 lat, niby razem, ale faktycznie obok siebie. Dopiero teraz wiem, co znaczy prawdziwa miłość. Nie żadne tam dokazywanie w łóżku, ale wzajemny uścisk dłoni, objęcie ramieniem, podanie ręki przy podnoszeniu się z fotela…

Na wczorajsze urodziny pana Konrada przybył między innymi starosta zgierski, Grzegorz Leśniewicz. Przy okazji wręczył „młodej parze” kwiaty i złożył życzenia na wspólną drogę życia.

Autor artykułu: (dj)

Kontuzja Ludwikowskiego w czasie sparingu Widzewa w Bad Blankenburgu

Friday, January 25th, 2002

Piłkarze Widzewa rozegrali wczoraj w Bad Blankenburgu ostatni sparing podczas niemieckiego zgrupowania. Łodzianie pokonali 3:1 (1:1) zespół piątoligowy ZFC Meulewitz e.V. Bramki dla łódzkich pierwszoligowców zdobyli: Gajewski (44), Sobrinho (57) i Seweryn (89).

Spotkanie z amatorskim zespołem było ostatecznym sprawdzianem dla dwóch Brazylijczyków da Silvy Gomesa i Julio Sobrinho, którzy przez kilka dni trenowali z widzewiakami. Obydwaj jednak nie zyskali uznania w oczach trenera Dariusza Wdowczyka. Łódzkiego szkoleniowca nie przekonała nawet bramka zdobyta przez Julio Sobrinho.
Pewien niepokój w łódzkiej ekipie wzbudziła kontuzja na rozgrzewce Marcina Ludwikowskiego.

- Nasz bramkarz narzekał na bolący nadgarstek – mówi kierownik drużyny Tadeusz Gapiński. – W tej chwili trudno powiedzieć czy jest to poważny uraz. Zapewne więcej będzie można powiedzieć po naszym powrocie do Łodzi. Wypada mieć nadzieję, że uraz Ludwikowskiego nie jest poważny. jeśli chodzi o Brazylijczyków to nasi szkoleniowcy doszli do wniosku, że niczym specjalnym nie zachwycili. Brać kolejnych zawodników tylko po to, aby siedzieli na ławce rezerwowych nie ma sensu. Podobna sytuacja jest z Witkowskim. Podziękowaliśmy piłkarzowi za współpracę – kończy Gapiński

Widzew grał w składzie: Kula – Witkowski, da Silva (46, Urbaniak), Paszulewicz (46, Brodecki), Chańko – Rachwał (15, Bazler), Sobczak, Morawski, Gajewski – Suchomski, Seweryn.

W sparingu nie zagrali Wiechowski, Rutka, Zając, Ratajczak, Dubicki, Stasiak, którzy w tym czasie ćwiczyli w siłowni. Warto dodać, że spotkanie z amatorami poprzedzone było przedpołudniowym treningiem wytrzymałościowym w hali.
Dziś łodzianie o godzinie 8 przeprowadzą ostatni trening w Bad Blankenburgu i po śniadaniu wyjadą do kraju.

Autor artykułu: (hof)

Kolejne aresztowania międzynarodowych oszustów

Wednesday, January 23rd, 2002

Sąd Rejonowy w Skierniewicach aresztował tymczasowo kolejnych trzech oszustów (dwóch mieszkańców Skierniewic i jednego Krakowa), którzy wspólnie z 50-letnią Renatą N. i jej 26-letnim synem Marcinem (oboje przebywają za kratkami od kilku miesięcy) są podejrzani o międzynarodowe oszustwa i gigantyczne wyłudzenia sięgające nawet 10 mln zł.

- W tej sprawie do 12 krajów wysłaliśmy wnioski o zagraniczną pomoc prawną – mówi Dariusz Sowik z Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Okręgowej w Skierniewicach. – Przejęliśmy również kilkanaście różnych spraw z innych prokuratur w kraju, dotyczących Renaty N. i jej syna, którzy na drogę przestępstw weszli już w latach 1993-94.
Renata N. i Marcin N. (na stałe zamieszkali w Tychach), prowadząc firmę w Strobowie koło Skierniewic, tylko przez trzy miesiące, zdołali oszukać kilkadziesiąt firm w Polsce na kwotę przekraczającą 10 milionów złotych!

Wyłudzone towary sprzedali m.in. do USA, Finlandii, Estonii, na Łotwę i Litwę. Oszukane zostały firmy leasingowe, komputerowe, telefoniczne, transportowe, produkcyjne, a także jeden z banków.

Parze oszustów przekazano nawet w leasing statek z 600 tonami ryb, kompletną linię produkcyjną do lodów wartości prawie 3 milionów zł i ponad tysiąc specjalistycznych zamrażarek. Przelano też na ich konta ponad 2 mln zł. Wyłudzone pieniądze trafiały od razu na rachunki oszustów w bankach w Irlandii, USA i na Litwie.

Rodzinny duet oszustów przez ponad półtora roku ukrywał się pod Warszawą. Poszukiwano go 15 listami gończymi. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli walizkę, w której było 350 tys. złotych, biżuterię, kilka zestawów kina domowego, komputery.

Na razie zarzuty przedstawiono 7 podejrzanym, 5 osób aresztowano. Akta śledztwa liczą 31 tomów i 11 tys. stron. Skierniewiccy policjanci zapowiadają kolejne zatrzymania.

Autor artykułu: (ćma)

Gaz się ulatnia

Wednesday, January 23rd, 2002

Skrzyżowanie ulic 1 i 3 Maja w Zgierzu (drogi krajowej z powiatową) jest dzień i noc strzeżone przez ekipy gazowników. By nie doszło do wybuchu, przez cały czas na powierzchni mierzone jest stężenie gazu, a ziemia w okolicy jest poddawana tak zwanemu szpilkowaniu, które ma ułatwić wydobywanie się gazu na zewnątrz. W poszukiwaniu usterki, robotnicy kopią dołki w jezdni i na chodnikach.

- Nieszczelność została wykryta kilka dni temu podczas rutynowej kontroli gazociągu – mówi Waldemar Fortuna, kierownik działu marketingu Gazowni Łódzkiej. – Od wczoraj ekipy naprawcze są na miejscu przez kilkanaście godzin na dobę. Mimo tych wysiłków, do tej pory nie udało nam się zlokalizować uszkodzenia. Prace komplikuje fakt, że gaz lubi wędrować pod ziemią i wydobywa się w różnych miejscach.

Według gazowników, przyczyną wycieku mogło być zużycie podziemnej instalacji, bądź jej uszkodzenie na skutek dużej różnicy temperatur. Niewykluczone też, że awarię spowodowały drgania wywołane przez przejeżdżające przez skrzyżowanie ciężkie tiry oraz tramwaj linii 45.

W związku z uszkodzeniem gazociągu w Zgierzu nie nastąpiły żadne wyłączenia dopływu gazu do mieszkań. Ekipy naprawcze mają nadzieję, że znajdą i usuną nieszczelność do piątku.

Autor artykułu: (dj)

Pieniądze najpierw dla pracowników – zadłużenie ZOZ Górna

Wednesday, January 23rd, 2002

Zadłużony po uszy ZOZ – Górna będzie regulował swe należności najpierw wobec pracowników. Nowe kierownictwo przewidzianej do likwidacji placówki opracowało właśnie projekt harmonogramu spłat.

W pierwszej kolejności pieniądze – zaległe „trzynastki” i ustawowe 203 złote za 2001 rok – dostaną pracownicy. Potem ZOZ ma wyrównać zaległości wobec budżetu państwa – głównie niezapłacone składki ZUS. Następnie będzie spłacał długi wobec dostawców ciepła, prądu, leków i usług medycznych i 1,5 mln złotych pożyczone z banku w grudniu. Jak się wczoraj dowiedzieliśmy, całość długów ZOZ Górna (które pokryć musi gmina) wynosi aż 10,680 mln złotych należności głównej oraz ok. 2 mln złotych odsetek.

Kres istnieniu ZOZ (z którego uciekły już wszystkie przychodnie i szpitale) położą łódzcy radni prawdopodobnie 30 stycznia, przyjmując uchwałę o jego likwidacji. Od dawna domagali się tego radni Unii Wolności, chcąc wreszcie przerwać pogrążanie się w długach, któremu nie potrafili skutecznie przeciwdziałać kolejni dyrektorzy. Jeszcze w ubiegłym roku wydział zdrowia publicznego tłumaczył pogarszającą się kondycję finansową ZOZ tym, że na czas nie ograniczono zatrudnienia; co więcej – w 1999 roku „Górna” zafundowała sobie 25-procentową podwyżkę płac.

Dodatkowe kłopoty sprawiło w 2000 roku wprowadzenie przez kasę Chorych nowego systemu liczenia pacjentów i zakwestionowanie 25 tys. deklaracji złożonych w ZOZ Górna. (Kasa domagała się w związku z tym zwrotu 1,6 mln złotych). Do tego doszło jeszcze zmniejszenie kontraktu na usługi z Kasą, najpierw o 30 procent w 2000 roku, potem o tyle samo rok później.

Autor artykułu: (kow.)

Sylwia i Sebastian na 10. miejscu

Saturday, January 19th, 2002

Łódzka para taneczna Sylwia Nowak i Sebastian Kolasiński zajęła 10 miejsce podczas mistrzostw Europy w łyżwiarstwie figurowym rozgrywanych w Lozannie. Podopieczni trenerki Marii Olszewskiej – Lelonkiewicz w jeździe dowolnej wystąpili w niebieskich kostiumach.

Jechali bardzo dynamicznie, dobrze technicznie i sędziowie mogli mieć jedynie zastrzeżenia w jednym momencie tańca do drobnej niezgodności figur z muzyką. Sędziowie ocenili jednak naszą parę bardzo surowo, odwrotnie niż reprezentantów gospodarzy – rodzeństwo Eliane i Daniel Hugentobler ze Szwajcarii, dla których start w mistrzostwach Europy był eliminacją do Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake Placid.

Po zbyt niskim ocenieniu naszej pary sportowej Doroty Zagórskiej i Mariusza Siudka, która zdaniem wielu obserwatorów zasłużyła na medal (zajęli 4 miejsce), teraz łódzcy łyżwia-rze mogą czuć się trochę skrzywdzeni przez sędziów.

Mistrzami Europy w tańcach zostali Francuzi Marina Anissina i Gwendal Peizerat. Srebrny medal zdobyli broniący mistrzowskiego tytułu Włosi Barbara Fusar Poli i Maurizio Margaglio. Trzecie miejsce zajęli Rosjanie Irina Łobaczewa i Ilia Awerbuch.

Zupełnie nie powiodło się w Lozannie naszej solistce. Sabina Wojtala nie wystąpi w programie dowolnym. Polka w programie krótkim zajęła 25. miejsce i odpadła z rywalizacji. Polskiej zawodniczce nie udały się te mistrzostwa Europy. Wojtala walczyła o olimpijską nominację, ale po występie w Lozannie trudno przypuszczać, by Polski Komitet Olimpijski włączył ją do składu na Salt Lake City. Po zejściu z lodu całym komentarzem była rozpacz łyżwiarki i łzy jej trenerki Iwony Mydlarz-Chruścińskiej.

Po programie krótkim prowadzą w rywalizacji solistek trzy Rosjanki. Pierwsze miejsce zajmuje mistrzyni Europy z 1998 i 99 roku Maria Butyrska. Na drugiej pozycji jest Wiktoria Wołczkowa, a dopiero na trzeciej broniąca mistrzowskiego tytułu Irina Słucka.

Autor artykułu: (m)

Prezesi ŁKS i Widzewa podali sobie dłoń

Saturday, January 19th, 2002

Jednym z najważniejszych wydarzeń mijającego tygodnia było łódzkie spotkanie na sportowym szczycie. W Szkole Mistrzostwa Sportowego spotkali się prezesi dwóch największych łódzkich klubów: Widzewa – Mirosław Czesny i ŁKS – Roman Stępień.

Panowie uścisnęli sobie dłonie i przystąpili do trwających ponad godzinę rozmów. Przy herbacie dyskutowano o przyszłej współpracy.

Prezes Widzewa widziałby młodych zawodników swego klubu wśród uczniów SMS. Chciałby też, aby szkoła wychowywała piłkarzy dla klubu z al. Piłsudskiego. Ta deklaracja spotkała się ze zrozumieniem dyrektora SMS, zarazem prezesa ŁKS.

Współpraca ma się odbywać nie tylko na poziomie młodzieżowej piłki. Jeśli będzie taka potrzeba może dojść do wymiany piłkarzy grających w ligowych zespołach. Na razie kadry obu klubów są ustalone i nie przewiduje się w nich gwałtownych zmian, ale kto wie, co może się stać za kilka miesięcy.

Mirosław Czesny i Roman Stępień razem udali się na spotkanie z prezydentem miasta Krzysztofem Panasem. Usłyszeli, że władze miasta zrobią wszystko, żeby pomóc obu klubom i sprawić, że tak ŁKS jak i Widzew znów będą należeć do krajowej czołówki. Pierwszy krok został zrobiony. Czekamy na następne…

Autor artykułu: (pas)

Ełkaesiacy w garniturach

Saturday, January 19th, 2002

W przyszłym tygodniu piłkarzy ŁKS ma odwiedzić krawiec. Weźmie miarę wszystkich zawodników, trenerów i działaczy, bowiem zdecydował, że dla całej ekipy łódzkiego klubu uszyje garnitury.

Pomysł z ubraniem drużyny ma jedna z firm, która zadecydowała o pomocy drużynie w takiej formie, gdyż nie jest w stanie przekazać gotówki. Jedna z wersji głosi, że piłkarze w tak eleganckich uniformach mają jeździć na ligowe mecze, ale raczej trudno podróżować w takim stroju. Na pewno natomiast powstanie plakat z nienagannie ubranymi piłkarzami ŁKS.

Także inna łódzka firma „Top-sport” Grzegorza Latoska pomogła piłkarzom z al. Unii. Przekazała piłkarskie buty, w którym zawodnicy będą trenować na śniegu. W tym obuwiu biegali już wczoraj na popołudniowych zajęciach po parku na Zdrowiu. Przed treningiem biegowym łodzianie mieli seans wideo. Trener Dariusz Wójtowicz z zawodnikami przy pomocy kaset omawiał zasady piłkarskiej taktyki.

Kierownik drużyny ŁKS Jacek Żałoba był zmuszony dokonać zmian w planie sparingów. Z Proszowianki, która miała grać z łodzianami 20 lutego, nadeszło pismo z potwierdzeniem rezygnacji z meczu z uwagi na zbyt duże koszty przejazdu. W tej sytuacji ŁKS dzień wcześniej, czyli 19 lutego, rozegra sparing z Pelikanem Łowicz. Jeszcze nie wiadomo, gdzie odbędzie się ten mecz. Być może w Łowiczu, a wówczas byłby to pierwszy występ łodzian na prawdziwej, a nie sztucznej murawie boiska. Pierwszy sparing ŁKS rozegra w najbliższą środę na sztucznej murawie Szkoły Mistrzostwa Sportowego z warszawską Polonią, która awizuje przyjazd w najsilniejszym składzie.

Już dziś trenerzy ŁKS martwią się, czy w pierwszych meczach ligowych będą mogli korzystać z trzech zawodników: Karola Wójcika oraz Pawła i Piotra Brożków. Ci piłkarze zostali powołani do kadry juniorów.

We wczorajszych zajęciach uczestniczyli wszyscy piłkarze ŁKS. Nikt nowy nie przybył, nikt nie wyjechał. Nadal nie ma tylko Radosława Matusiaka.

Autor artykułu: (dk)

Pierwszy sparing z nowymi

Thursday, January 17th, 2002

Piłkarze Widzewa od wtorku przebywają na zgrupowaniu w Bad Blankenburgu. Na początek swojego pobytu w Niemczech łodzianie zagryli w turnieju halowym w Erfurcie.

Podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka spisali się słabo, zajmując dopiero siódme miejsce w gronie drużyn regionalnych. Szkoleniowiec dał szansę gry zawodnikom, którzy nie występowali podczas pierwszego pobytu u naszych zachodnich sąsiadów. Pewnym wytłumaczeniem łodzian mogło być to, iż zawodnicy udział w turnieju poprzedzili dwoma ciężkimi treningami.

Łodzianie trenują w doskonałych warunkach. W ośrodku mają do dyspozycji dwie hale, dwa boiska, gabinety odnowy biologicznej.

- W Turyngii, gdzie leży Bad Blankenburg jest bardzo mało śniegu – mówi kierownik drużyny Tadeusz Gapiński. – Na boisku treningowym widać nawet trawę, co znacznie ułatwia zajęcia. Kilku zawodników jest przeziębionych, ale masażysta Wojciech Walda dwoi się i troi, aby postawić piłkarzy na nogi.

Dziś łodzianie rozegrają sparing z trzecioligowym FC Rot Eiess Erfurt. W Widzewie ma zagrać trzech nowych zawodników.

Autor artykułu: (hof)

Z biedy je psy…

Thursday, January 17th, 2002

- Niedostatek zmusił mnie do zjadania psiego mięsa – tak szokujące oświadczenie złożył w naszej redakcji Józef Antczak z ul. Zakładowej. – Wydawało się to niewiarygodne. Pojechaliśmy więc pod wskazany adres.

Na krańcach Olechowa, po zasypanym śniegiem ogródku biegał mały, rudy kundelek.

- W życiu psa bym nie zabił – twierdzi Józef Antczak, mieszkaniec małego domku. – Jednak gdy znajomy przyniósł już martwe zwierzę, to je ugotowałem. Jeść trzeba, a rentę mam taką, że nawet na leki mi nie wystarcza.

Józef Antczak mieszka w drewniaku kolejowym jakich wiele w okolicy. Wszystkie są w fatalnym stanie.

- Żyjemy w koszmarnych warunkach – mówi sąsiad Józefa Antczaka, również rencista – Sam mam w domu sparaliżowaną siostrę. W nocy po jej pościeli biegają szczury. Jednak sąsiadowi jak mogę pomagam, dzieląc się z nim chociażby skromną zupką. Słyszałem, że je psy, ale do garnka mu nie zaglądam.

Józef Antczak jest jeszcze w sile wieku. Ma dopiero 52 lata. Jednak liczne choroby skazały go na wegetację. Ma epilepsję, chore serce.

- Renty dostaję 389 zł 41 groszy. Po potrąceniu alimentów, na życie zostaje mi niewiele więcej niż 200 złotych.

Mężczyzna wielokrotnie występował do opieki społecznej z prośbą o pomoc. Walczył o jakikolwiek grosz zasiłku. W ubiegłym roku zaskarżył do sądu Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który kolejny raz odmówił mu wsparcia. Sprawę wygrał, ale… pieniędzy nie otrzymał. W ostatnim piśmie MOPS na Widzewie, odpowiedział, że renta powinna wystarczyć na podstawowe potrzeby, a jako inwalida Józef Antczak może zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy i szukać dodatkowego zatrudnienia.

- Chętnie bym pracował, ale kto mnie zatrudni? – zastanawia się Józef Antczak.

W opiece społecznej, gdy opowiedzieliśmy o podopiecznym, który z biedy je psy, pracownicy włos zjeżył się na głowie.

- Dzielimy się tym co mamy. Kiedyś pomagaliśmy z radością, teraz praca stała się udręką. Czasami odmawiamy tym, którym odmawiać nie należy… – twierdziła opiekunka.

Autor artykułu: K. Zając