W łódzkim ogrodzie zoologicznym lwiątkiem o imieniu Olle opiekuje się suczka Zorka rasy golden retriever. Zostali przyjaciółmi dzięki Mariuszowi Zientalskiemu, który wyniańczył już niejednego czworonożnego malucha.
Przyjaciółka lwiątka Olle
Lwica Luei, która przyjechała do Łodzi z Helsinek, nie jest matką nadopiekuńczą. Fantastycznie troszczyła się o swoją pierwszą trójką kociąt. Później skazano ją na roczne rozstanie z partnerem Bruno, a ona fatalnie zniosła ten rozwód. Coś złego musiało się stać z jej psychiką, bo swój drugi miot odrzuciła. Udało się wtedy uratować Olesia.
Trafił do inkubatora, a potem karmiony był przez smoczek. Podobny los spotkał lwiątko, które urodziło się w zeszłym roku tuż przed sylwestrem. Olle jest spokojny i zrównoważony. – Ma charakter po ojca – żartują jego opiekunowie.
- Na sztuczne wychowywanie decydujemy się, kiedy jest to absolutnie konieczne – mówi Mariusz Zientalski z działu hodowli. – Idealnie jest, kiedy małe mogą wychowywać się przy rodzicach. Mają wtedy w psychice „wdrukowane” prawidłowe zachowania. Ollemu jednak uratowaliśmy życie zabierając go od Luei.
Olle bardzo źle znosił samotność. Przecież w stadzie lwiątka zawsze mają koło siebie rodziców, jakieś ciotki, siostry i kuzynki. Od miesiąca łódzkie lwiątko nie jest już samo. Ma do towarzystwa szczeniaka – Zorkę rasy golden retriver. Zorka i Olle zżyły się ze sobą i polubiły.
Fantastycznie się bawią i świetnie dogadują. Kociak stał się spokojniejszy. Tęskni i płacze, kiedy z suczką wychodzi się na spacer.
Za parę miesięcy przyjdzie im się jednak rozstać. Kiedy Olle urośnie i stanie się okazałym królem zwierząt, może podczas zabawy nieświadomie zrobić krzywdę swojej przyjaciółce. Zorka zostanie rezydentką łódzkiego Zoo. Może stanie się atrakcją dziecięcego ogrodu?
Dwumetrowe „maluchy”
Żyrafka w łódzkim ogrodzie zoologicznym ma zaledwie kilka miesięcy, ale trudno nazwać ją maluchem. Żyrafia rodzina znacznie się powiększy. Aranka z dumą obnosi swój wielki brzuch i lada dzień urodzi, a i Kananga w tym roku zostanie szczęśliwą mamą kolejnego żyrafiątka. Kiedy Kananga żyła jeszcze w czeskim ogrodzie zoologicznym, odrzucała kolejne swoje dzieci. Teraz jest doskonałą mamą i wszystkimi swoimi dziećmi urodzonymi w łódzkim Zoo opiekuje się z dużą czułością.
Małżeństwo małpek pigmejek doczekało się potomstwa, chłopczyka i dziewczynki. Pigmejki są maleństwami po przejściach. W rodzinie tego gatunku jest ścisły podział ról rodzicielskich. Do matki należy rodzenie i karmienie młodych, a ojciec opiekuje się maluchami, pielęgnuje je, przytula i pieści. W miesiąc po urodzeniu łódzkie pigmejki straciły matkę. Opiekunowie z ogrodu musieli pomóc w ich wychowywaniu. Noworodki trafiły do inkubatora, a po odchowaniu szczęśliwie wróciły do stada.
W ostatnich dniach urodziły się ostronosy, co jest dla łódzkiego Zoo dużym wydarzeniem i powodem do dumy.
- To są najwspanialsze zwierzęta – stwierdza kategorycznie opiekun ssaków, Edward Zioła. – Nasze ostronoski mają po dziewięć i sześć dni. W budce jednej z matek jest ich pięć.
W drugiej prawdopodobnie tyle samo. Dlaczego kocham ostronosy? Bo mają mnóstwo wdzięku, można je pogłaskać. Są ciekawskie i wszędobylskie. Łatwo się oswajają i nawiązują świetny kontakt z ludźmi.
Ostronosy odwzajemniają sympatię swojego opiekuna. Na jego widok podbiega do siatki samczyk Nuru, który jest ojcem maleństw i mężem dwóch żon – Nory i Narwy.
Malutka mangaba szara (nadrzewna małpka) urodziła się kilka miesięcy temu, ale ciągle jest pod troskliwą opieką swoich rodziców. Na widok zbliżającego się do siatki fotoreportera samiec reaguje błyskawicznie. Podbiega do siatki groźnie szczerząc zęby. Lepiej nie znaleźć się w zasięgu jego łapy, bo spotkanie z obrońcą rodziny może się dla człowieka skończyć boleśnie.
W stajence urodziło się aguti złociste, gryzoń z Ameryki Południowej. W Łodzi żyją trzy stada rodzinne tych zwierząt, które regularnie dają przychówek.
Trzy tygodnie temu powiększyła się rodzina koszatniczek rodem z Ameryki Południowej, których samiczki po 90-dniowej ciąży rodzą dwa, trzy młode.
W pawilonie małych ssaków uwagę zwiedzających przyciągają kangoszczurki, które wyglądają jak miniaturki australijskich torbaczy. Są jednym z najmniejszych gatunków kangura. Osiągają wysokość do 30 cm, lubią grzyby, owoce i owady. Australijczycy nie eksportują swoich zwierząt.
Dlatego każdy nowy nabytek do ogrodu z australijskim rodowodem jest powodem do radości. Pierwsza para kangoszczurków przybyła do Łodzi rok temu. Niedawno urodziło się młode, które już opuściło torbę matki i daje się podziwiać zwiedzającym.
Atmosfera w łódzkim ogrodzie zoologicznym sprzyja chyba romansowym, owocnym randkom. Lwica jest znów przy nadziei. Niebawem będzie rodzić sędziwa samica rysia. Wszyscy czekają na narodziny pantery śnieżnej i makkaka wanderu – cennej i rzadkiej małpki, którą mają u siebie tylko nieliczne ogrody w Europie.
Autor artykułu: Grażyna Zdrojewska