Archive for March, 2002

Desant na teatr

Thursday, March 21st, 2002

Niecodzienne widowisko oglądali wczoraj przechodnie na placu Dąbrowskiego. Od strony Retkini nadleciał śmigłowiec. Po linach desantowali się z niego na taras Teatru Wielkiego zamaskowani ludzie uzbrojeni w broń maszynową. Do środka dostali się przez okno.

Trwało to sekundy. Śmigłowiec odleciał, ale jeszcze dwukrotnie przeprowadzono podobną akcję. Kilka minut później z budynku Teatru Wielkiego wyprowadzono mężczyznę z workiem na głowie.

- To były ćwiczenia antyterrorystów – poinformował nas nadkom. Tomasz Klimaczak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. – Ćwiczono atak na terrorystę, który zabarykadował się w Teatrze Wielkiem z zakładnikami.

Autor artykułu: (em)

Mistrzowie wystawiają

Thursday, March 21st, 2002

Obrazy Andrzeja Łobodzińskiego, Ireneusza Pierzgalskiego i Krystyna Zielińskiego, oraz rzeźby Michała Gałkiewicza prezentuje Galeria „Willa” (ul. Wólczańska 31).

Trzej malarze – w 1957 r. jako najmłodsi przyjęci zostali do grupy „Piąte Koło”- mocno zaznaczyli swoją indywidualność w sztuce. Szerokim echem odbiły się np. poszukiwania Zielińskiego i Łobodzińskiego wykraczające daleko poza sztuki plastyczne. Obrazy dowodzące ciągłości twórczych koncepcji dwu wymienionych mistrzów i najnowsze prace (z cyklu „Stworzenie świata”), często zmieniającego styl, Pierzgalskiego, dopełniają rzeźby. Jako temat Gałkiewiczowi najbliższy jest człowiek. Potrafi sprawić, że kamień nabiera lekkości i wyrazu.

Ekspozycja w „Willi” to okazja do spojrzenia na dokonania twórców, których talent i myślenie o sztuce w sposób istotny zaznaczyły się w kształtowaniu średniego i młodego pokolenia artystów. To w równym stopniu wystawa ważna i ciekawa. Będzie ją można oglądać do 5 maja.

Autor artykułu: (rs)

Bogacze z urzędu

Tuesday, March 19th, 2002

Członek Zarządu Miasta oraz troje dyrektorów i wicedyrektorów magistratu dorabiają całkiem nieźle w gminnych spółkach. – To niedopuszczalne – uważa Tadeusz Matusiak, przewodniczący Rady Miejskiej. – Dwa razy biorą pieniądze za to samo. Przecież pilnowanie interesu miasta w spółkach wchodzi w zakres ich obowiązków. I za to im się płaci w urzędzie.

Andrzej Żardzin, członek Zarządu Miasta jest na przykład przewodniczącym Rady Nadzorczej Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Przysługuje mu za to dieta w wysokości 2.189 złotych.

W urzędzie zarabia „dodatkowo” 8.578 złotych.Teresa Woźniak, wicedyrektor wydziału komunalnego prócz pensji w urzędzie ma 2189 zł diety w Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji. Janusz Błaszczyk, dyrektor wydziału finansowego UMŁ otrzymuje również 2189 zł miesięcznej diety przewodniczącego Rady Nadzorczej w MPK. Członkiem tej Rady jest również Iwona Zatorska – Sytyk, wicedyrektor wydziału dróg i transportu publicznego. Co miesiąc, prócz pensji z kasy urzędu dostaje więc 1751 zł z kasy miejskiego przewoźnika.

Witold Barszcz, skarbnik miasta (zasiadał we władzach Banku Przemysłowego SA i spółki Hotel Genesis) mówi, że wszystko jest w porządku.

- To zgodne z prawem. Do spółek zostali delegowani przez Zarząd. Pracują, więc zarabiają. Kto by się zgodził robić dwie rzeczy, ale pieniądze dostawać tylko za jedną?
Okazuje się, że są tacy. Włodzimierz Kralkowski, dyrektor wydziału architektury zasiada w Radzie Nadzorczej widzewskiego TBS-u. I nie bierze diet.

Tak samo Aleksandra Zwolska, dyrektor wydziału budynków. Bez wynagrodzenia pracuje się też w Radzie Nadzorczej śródmiejskiego TBS, gdzie jest Jadwiga Kawecka, wicedyrektor wydziału finansowego i Wojciech Szygendowski, wiceszef wydziału kultury i ochrony zabytków. Grzegorz Sójka, wicedyrektor wydziału komunalnego jest prezesem spółki „Wybud”, mającej urządzić wysypisko w Nowosolnej. W spółce nie bierze jednak pensji.

Trudno więc powiedzieć, jakie zasady rządzą wynagradzaniem urzędników. Jeszcze niedawno wiceprezydent Marek Klimczak mówił, że urzędnicy we władzach gminnych spółek nie zarabiają. Dyrektor Janusz Błaszczyk zapewniał niedawno reportera Expressu, że za szefowanie Radzie Nadzorczej MPK nie pobiera wynagrodzenia. Okazało się, że nie mówił prawdy.

Józef Mazur, wicedyrektor wydziału gospodarowania majątkiem też twierdził, że Andrzej Żardzin nie bierze pieniędzy z MPO. Wczoraj Żardzin przyznał, że pieniądze bierze, ale przekazuje na cel charytatywny. Na jaki? Nie chciał powiedzieć.

Wiceprezydent Klimczak stwierdził wczoraj, że zasady dorabiania miejskich urzędników w spółkach zostaną prawdopodobnie rychło zmienione. Próbowaliśmy się dowiedzieć czegoś więcej od prezydenta Krzysztofa Panasa. Stwierdził tylko, że decyzje w sprawie urzędników zasiadających w spółkach zapadną dziś.

Autor artykułu: (kow)

Trenerzy o meczu

Monday, March 18th, 2002

Wojciech Łazarek, trener Jagiellonii: – Myślę, że spotkanie mogło się podobać kibicom. Mecz był szybki, dynamiczny i bardzo ciekawy. Obydwa zespoły zaprezentowały wiele ciekawych akcji. Oczywiście w pierwszej połowie pojedynku więcej akcji przeprowadził ŁKS, który szybciej przechodził ze środka pola do ataku.

Miło było patrzeć, jak młodzi łodzianie harcowali na naszym przedpolu. Było jasne, że to w każdej minucie groziło nam utratą bramki. Wystarczył jeden kardynalny błąd mojej drużyny. Nie przypuszczałem, że możemy stracić gola w takich okolicznościach.

W drugiej części spotkanie toczyło się pod nasze dyktando.

Gdyby moi zawodnicy grali choć trochę dokładniej, to zapewne wynik powinien się szybko zmienić. Uważam, że nie powinniśmy tego meczu przegrać. Niestety, niektórzy moi zawodnicy zagrali słabiej, toteż triumfował ŁKS. Gratuluję łodzianom.

- Jak pan ocenia grę byłych ełkaesiaków, występujących w Jagiellonii?

- Wszyscy kibice widzieli. Nie chciałbym się wypowiadać, bo każdy ma prawo mieć słabszy dzień. Nie chcę nic krytykować, bo zaraz niektórzy szukaliby w tym podtekstów.

Dariusz Wójtowicz, szkoleniowiec ŁKS: – Bardzo potrzebne było nam zwycięstwo. Cieszę się, że zdobyliśmy trzy punkty i dobry mecz zagrał cały zespół. Mam satysfakcję z pokonania trenera Łazarka, bo przecież kiedyś występowałem w zespole prowadzonym przez niego. Uważam, że przez 75 procent meczu inicjatywa była po naszej stronie. Przy stanie 2:0 mieliśmy jeszcze dwie wyborne sytuacje. Szkoda, że one nie zakończyły się bramkami, bo ten mecz nie miałby już w końcówce takiej dramaturgii. Straciliśmy jednak gola i wówczas inicjatywę przejęła Jagiellonia. Na szczęście dobrze zagrali obrońcy i nie dopuścili już do utraty gola.

W tym czasie kontrowaliśmy. Takie było założenie, toteż żaden z moich zawodników nie wybijał na oślep piłki.

Autor artykułu: (hof)

Nareszcie zwycięstwo (ŁKS – Jagiellonia Białystok 2:1)

Monday, March 18th, 2002

ŁKS – Jagiellonia Białystok 2:1 (1:0)

1:0 Dopierała (21), 2:0 Matusiak (59), 2:1 Kobeszko (67).

Żółte kartki: Golański i Sierant (ŁKS), Biedrzycki i Danielewicz (Jagiellonia).

Sędziował Mirosław Jankowski (Zachodniopomorski ZPN). Widzów 5000.

Jagiellonia: Biedrzycki (73, Czykier), Bańkowski, Rzeczycki, Smoliński (37, Dzienis) – Ostrowski (46, Kobeszko), Danielewicz, Łatka, Kubsik – Grad, Żuberek.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Skrzypiec 6 – Piątek 5, Golański 5, Łabędzki 5, Czpak 5 (87, Rączka 0), Zawadzki 5 , Sierant 5, Dopierała 7, Klepczarek 6 – Matusiak 7 (81, Paweł Brożek 0), Wójcik 4 (75, Błażejewski 1).

Dopiero w czwartej kolejce II ligi tego roku piłkarze ŁKS zdołali wreszcie przełamać swą niemoc strzelecką. Z jednej strony należy się z tego cieszyć, a z drugiej żałować, że nie zdołali wykorzystać kilku dalszych wyśmienitych okazji do zdobycia goli. Dwa celne uderzenia zdołały jednak zapewnić łodzianom tak bardzo oczekiwane zwycięstwo.Jagiellonia Białystok nie była zbytnio wymagającym rywalem, ale miała swój okres gry, który mógł jej przynieść, przy większym szczęściu, rezultat remisowy.

Ten okres gości nastąpił od 67 min. po zdobyciu przez nich kontaktowej bramki po celnym uderzeniu rezerwowego Wojciecha Kobeszki. Nie bez winy była tutaj łódzka obrona.

Najpierw Michał Łabędzki nie zdołał opanować piłki, a potem nastąpił ogromny zamęt na łódzkim przedpolu i Adam Grad mógł swobodnie podać piłkę do wychodzącego na czystą pozycję strzelecką Wojciecha Kobeszki.

I kibice ŁKS przeżyli kilkunastominutowy horror, ponieważ jeszcze parokrotnie goście zagrozili bardzo poważnie bramce bronionej przez Jakuba Skrzypca. Popisał się on m. in. skuteczną interwencją po silnym i precyzyjnym strzale Marcina Danielewicza. Z byłych ełkaesiaków występujących obecnie w Jagiellonii tylko on pozostawił po sobie korzystne wrażenie. Zarówno Dzidosław Żuberek, Adam Grad, jak i Krzysztof Smoliński (grał tylko 37 min.) niczym szczególnym się nie wyróżnili.

ŁKS nie ustępował Jagiellonii szybkością i ambicją, a przewyższał ją wyszkoleniem technicznym i bardziej pomysłowym rozwiązywaniem akcji ofensywnych. Łodzianie mieli też przewagę nad rywalem w drugiej linii, która częciej była panem środka pola, a w której pierwszoplanową rolę odgrywał tym razem Rafał Dopierała. On też zdobył prowadzenie dla swej drużyny i umiejętnie dograł piłkę do Radosława Matusiaka, który potem nie miał większych problemów z podwyższeniem wyniku na 2:0.

Gospodarze w pełni zasłużyli swą postawą na zdobycie kompletu punktów w tym pojedynku. Ich zwycięstwo mogłoby być jeszcze bardziej efektowne, gdyby dalsze sprzyjające okazje podbramkowe wykorzystali m. in. Karol Wójcik i Radosław Matusiak. Ten drugi w 45 min. popisał się pięknym rajdem na bramkę przeciwnika, znalzłby się z pewnością sam na sam z bramkarzem Białegostoku, ale został nieprzepisowo zatrzymany przez Andrzeja Biedrzyckiego. Był to typowy faul taktyczny, za który piłkarz Jagiellonii powinien zostać ukarany przez sędziego czerwoną kartką. Ujrzał tylko żółty kartonik.

Drużynę ŁKS z całą pewnością stać na jeszcze lepszą postawę. W grze łodzian w konfrontacji z Jagiellonią było jeszcze zbyt wiele nerwowości, co sprawiało, że często brakowało płynności, jak i właściwego współdziałania między poszczególnymi formacjami. Miejmy nadzieję, że po sukcesie nad Jagiellonią ełkaesiacy już pewniej i bardziej zdecydowanie walczyć będą w środowym pojedynku (wyjazdowym) z Zagłębiem Sosnowiec.

Autor artykułu: (m. st.)

Łaciate, puchate, małe…

Friday, March 15th, 2002

W łódzkim ogrodzie zoologicznym lwiątkiem o imieniu Olle opiekuje się suczka Zorka rasy golden retriever. Zostali przyjaciółmi dzięki Mariuszowi Zientalskiemu, który wyniańczył już niejednego czworonożnego malucha.

Przyjaciółka lwiątka Olle

Lwica Luei, która przyjechała do Łodzi z Helsinek, nie jest matką nadopiekuńczą. Fantastycznie troszczyła się o swoją pierwszą trójką kociąt. Później skazano ją na roczne rozstanie z partnerem Bruno, a ona fatalnie zniosła ten rozwód. Coś złego musiało się stać z jej psychiką, bo swój drugi miot odrzuciła. Udało się wtedy uratować Olesia.

Trafił do inkubatora, a potem karmiony był przez smoczek. Podobny los spotkał lwiątko, które urodziło się w zeszłym roku tuż przed sylwestrem. Olle jest spokojny i zrównoważony. – Ma charakter po ojca – żartują jego opiekunowie.

- Na sztuczne wychowywanie decydujemy się, kiedy jest to absolutnie konieczne – mówi Mariusz Zientalski z działu hodowli. – Idealnie jest, kiedy małe mogą wychowywać się przy rodzicach. Mają wtedy w psychice „wdrukowane” prawidłowe zachowania. Ollemu jednak uratowaliśmy życie zabierając go od Luei.

Olle bardzo źle znosił samotność. Przecież w stadzie lwiątka zawsze mają koło siebie rodziców, jakieś ciotki, siostry i kuzynki. Od miesiąca łódzkie lwiątko nie jest już samo. Ma do towarzystwa szczeniaka – Zorkę rasy golden retriver. Zorka i Olle zżyły się ze sobą i polubiły.

Fantastycznie się bawią i świetnie dogadują. Kociak stał się spokojniejszy. Tęskni i płacze, kiedy z suczką wychodzi się na spacer.

Za parę miesięcy przyjdzie im się jednak rozstać. Kiedy Olle urośnie i stanie się okazałym królem zwierząt, może podczas zabawy nieświadomie zrobić krzywdę swojej przyjaciółce. Zorka zostanie rezydentką łódzkiego Zoo. Może stanie się atrakcją dziecięcego ogrodu?

Dwumetrowe „maluchy”

Żyrafka w łódzkim ogrodzie zoologicznym ma zaledwie kilka miesięcy, ale trudno nazwać ją maluchem. Żyrafia rodzina znacznie się powiększy. Aranka z dumą obnosi swój wielki brzuch i lada dzień urodzi, a i Kananga w tym roku zostanie szczęśliwą mamą kolejnego żyrafiątka. Kiedy Kananga żyła jeszcze w czeskim ogrodzie zoologicznym, odrzucała kolejne swoje dzieci. Teraz jest doskonałą mamą i wszystkimi swoimi dziećmi urodzonymi w łódzkim Zoo opiekuje się z dużą czułością.

Małżeństwo małpek pigmejek doczekało się potomstwa, chłopczyka i dziewczynki. Pigmejki są maleństwami po przejściach. W rodzinie tego gatunku jest ścisły podział ról rodzicielskich. Do matki należy rodzenie i karmienie młodych, a ojciec opiekuje się maluchami, pielęgnuje je, przytula i pieści. W miesiąc po urodzeniu łódzkie pigmejki straciły matkę. Opiekunowie z ogrodu musieli pomóc w ich wychowywaniu. Noworodki trafiły do inkubatora, a po odchowaniu szczęśliwie wróciły do stada.

W ostatnich dniach urodziły się ostronosy, co jest dla łódzkiego Zoo dużym wydarzeniem i powodem do dumy.

- To są najwspanialsze zwierzęta – stwierdza kategorycznie opiekun ssaków, Edward Zioła. – Nasze ostronoski mają po dziewięć i sześć dni. W budce jednej z matek jest ich pięć.

W drugiej prawdopodobnie tyle samo. Dlaczego kocham ostronosy? Bo mają mnóstwo wdzięku, można je pogłaskać. Są ciekawskie i wszędobylskie. Łatwo się oswajają i nawiązują świetny kontakt z ludźmi.

Ostronosy odwzajemniają sympatię swojego opiekuna. Na jego widok podbiega do siatki samczyk Nuru, który jest ojcem maleństw i mężem dwóch żon – Nory i Narwy.

Malutka mangaba szara (nadrzewna małpka) urodziła się kilka miesięcy temu, ale ciągle jest pod troskliwą opieką swoich rodziców. Na widok zbliżającego się do siatki fotoreportera samiec reaguje błyskawicznie. Podbiega do siatki groźnie szczerząc zęby. Lepiej nie znaleźć się w zasięgu jego łapy, bo spotkanie z obrońcą rodziny może się dla człowieka skończyć boleśnie.

W stajence urodziło się aguti złociste, gryzoń z Ameryki Południowej. W Łodzi żyją trzy stada rodzinne tych zwierząt, które regularnie dają przychówek.

Trzy tygodnie temu powiększyła się rodzina koszatniczek rodem z Ameryki Południowej, których samiczki po 90-dniowej ciąży rodzą dwa, trzy młode.

W pawilonie małych ssaków uwagę zwiedzających przyciągają kangoszczurki, które wyglądają jak miniaturki australijskich torbaczy. Są jednym z najmniejszych gatunków kangura. Osiągają wysokość do 30 cm, lubią grzyby, owoce i owady. Australijczycy nie eksportują swoich zwierząt.

Dlatego każdy nowy nabytek do ogrodu z australijskim rodowodem jest powodem do radości. Pierwsza para kangoszczurków przybyła do Łodzi rok temu. Niedawno urodziło się młode, które już opuściło torbę matki i daje się podziwiać zwiedzającym.

Atmosfera w łódzkim ogrodzie zoologicznym sprzyja chyba romansowym, owocnym randkom. Lwica jest znów przy nadziei. Niebawem będzie rodzić sędziwa samica rysia. Wszyscy czekają na narodziny pantery śnieżnej i makkaka wanderu – cennej i rzadkiej małpki, którą mają u siebie tylko nieliczne ogrody w Europie.

Autor artykułu: Grażyna Zdrojewska

Magistrat nie zatrudnia

Friday, March 15th, 2002

Ponad dwa tysiące podań o pracę leży w łódzkim magistracie. Ale szansy na etat nie ma prawie nikt.

- W urzędzie jest stabilne zatrudnienie – mówi sekretarz miasta Tadeusz Salski. Wszystkie podania leżą w „banku ofert”. Sekretarz Salski zapewnia, że kadrowi urzędu skorzystali z 65 ofert od osób w szczególnie trudnej sytuacji bytowej. Dostały one czasowe zatrudnienie przy robotach interwencyjnych.

Nie tylko prośby o pracę napływają na Piotrkowską 104. W ubiegłym roku trafiło tam 70 tys. listów (z interwencjami i zapytaniami), 422 tysiące spraw do załatwienia, 13 tys. wniosków i 374 skargi.

Autor artykułu: (kow)

Koniec „nerwówki” uczniów i rodziców?

Friday, March 15th, 2002

Do wczoraj w łódzkich gimnazjach nie odliczyło się jeszcze 1000 szóstoklasistów. Nie wiadomo czy już złożyli „papiery” do płatnych gimnazjów niepublicznych, czy zamierzają pójść do szkół rejonowych, gdzie miejsca muszą na nich czekać aż do września.

Być może sytuacja wyjaśni się 30 marca (a praktycznie w przedświąteczny piątek), gdy upłynie termin zapisów do gimnazjów. A właśnie na to wyjaśnienie nerwowo czeka wraz z rodzicami aż 2634 szóstoklasistów, którzy złożyli „papiery” do gimnazjów pozarejonowych. Okazuje się, że blisko jedna trzecia wszystkich uczniów VI klas nie chce uczyć się w rejonowych szkołach. Gotowi są dojeżdżać na lekcje w drugim końcu Łodzi.

Chcieliby jak najszybciej wiedzieć czy dostaną się do wybranych przez siebie szkół, które też chciałyby wiedzieć, ile klas pierwszych mogą otworzyć dla dzieci spoza rejonu.

Dowiedzieliśmy się, że od poniedziałku (18 marca) dyrektorzy łódzkich gimnazjów publicznych będą już otrzymywać informacje – wstępne! – w tej sprawie. To z kolei pozwoli rodzicom – również wstępnie – ocenić szanse swoich dzieci i ewentualnie przenieść „papiery”.

Bogdan Wojakowski, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Łodzi zapewnia, że zdecydowana większość szóstoklasistów, którzy zmienili rejon, ma szansę uczyć się w wymarzonych szkołach. Jednak kilka najbardziej popularnych gimnazjów nie będzie mogło przyjąć wszystkich chętnych.

Objaśnił to na dwu przykładach. W Gimnazjum nr 22 (ul. Kusocińskiego 100) zgłosiło się 250 kandydatów (95 z rejonu i 155 spoza). Szkoła dostanie wstępną zgodę na 7 oddziałów po 30 uczniów w każdym. Z prostego rachunku wynika, że przykro rozczaruje się 40 osób. Z kolei w Gimnazjum nr 34 ma być 270 miejsc (9 klas) a kandydatów jest 294. Wśród nich jest duża grupa uczniów zainteresowanych klasami sportowymi, którzy już przeszli testy sprawnościowe. Nawet oni będą musieli czekać do czerwca na wywieszenie imiennych list przyjętych. Od przyszłego tygodnia będą czekać w mniejszym napięciu nerwowym, ale nadal z niepewnością.

Musieli liczyć się z nią rezygnując z rejonu, na który zawsze mogą wrócić. Ci, którzy od razu wybrali szkołę najbliższą miejsca zamieszkania, dostają się do gimnazjów bezstresowo.

Autor artykułu: (hc)

Zmiana władzy w NZS

Wednesday, March 13th, 2002

Komisja Uczelniana Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Łódzkiego zrezygnowała z kierowania organizacją na pół roku przed zakończeniem kadencji.

Mandaty złożyli m.in.: Sebastian Męcfał (przewodniczący), Sebastian Kwiatkowski (wiceprzewodniczący) oraz Michał Dutkiewicz (skarbnik).

Zdaniem rezygnujących ze swoich funkcji członków NZS, jest to odpowiedź na stawiane im w ubiegłym roku zarzuty.

Przypomnijmy, iż członkom NZS zarzucano np.: złe gospodarowanie funduszami i dotacjami z ministerstwa oraz powoływanie się na statut krajowego NZS, choć łódzka organizacja niewiele miała z nim wspólnego.

Choćby poprzez fakt, iż kadencja władz w Łodzi trwała nie rok (tak jak w NZS krajowym), a 4 lata. Podkreślano też, że nieprzypadkowo w momencie, gdy Krzysztof Kwiatkowski przestał być przewodniczącym łódzkiego NZS i został sekretarzem premiera Jerzego Buzka, w zarządzie pojawił się jego brat Sebastian.
Nowym przewodniczącym został Lech Sekyra, a jego zastępcą Maciej Brząkała.

Autor artykułu: (iwo)

Będę promował najlepszych

Wednesday, March 13th, 2002

Jerzy Posmyk otrzymał wczoraj powołanie na stanowisko kuratora oświaty. Kurator ma 54 lata, wyższe wykształcenie i 34-letni staż pracy zawodowej w szkolnictwie.

Nowo mianowanego kuratora spytaliśmy, co chciałby zrobić dla łódzkiej oświaty w ciągu całej kadencji?

– Na długi dystans planuję promowanie najlepszych szkół oraz ich uczniów i nauczycieli. Chciałbym, żeby łódzkie środowisko oświatowe odzyskało swoją rangę w Polsce. Stało się znów znane z nowoczesnych form nauczania, a łódzcy nauczyciele ponownie zasłynęli z tego, że umieją pracować nie tylko z uczniami wybitnymi, ale i trudnymi. To praca na lata.

- A co musi być zrobione w ciągu miesiąca?

- Trzeba przygotować obydwie matury. Żeby stara i nowa odbyły się sprawnie, bez nadmiernych stresów młodzieży. Równolegle musimy dokończyć przygotowania do pierwszych egzaminów w III klasach gimnazjalnych i przyjęć do I klas szkół średnich. Po raz pierwszy gimnazjaliści nie będą zdawać egzaminów wstępnych w budynkach liceów ogólnokształcących i profilowanych oraz w szkołach zawodowych. Do wybranych przez siebie szkół przyniosą punktowy wynik egzaminu, świadectwa ukończenia szkoły i zaświadczenia o wygranych konkursach. To będzie podstawa przyjęcia kandydatów.

- Wielu nauczycieli boi się utraty pracy na skutek likwidacji jednych szkół i powoływania nowych…

- Będę się starał zrobić wszystko co możliwe, żeby ograniczyć zwolnienia. Jednak w szkołach maleje liczba uczniów i nie wszyscy nauczyciele będą mogli nadal pracować.

- A co pan musi zrobić do końca tego tygodnia?

- Muszę przygotować wnikliwą pisemną opinię na temat 5 burs, które mają być zlikwidowane z powodu małej liczby chętnych do zamieszkania w nich. Mam świadomość, że objąłem stanowisko w trudnym okresie reformowania oświaty, braku pieniędzy na potrzeby szkół i podwyżek płac dla nauczycieli. Bardzo więc liczę na pomoc tych wszystkich ludzi oświaty, którzy będą umieli i chcieli mi mądrze pomóc, mimo trudnych czasów.

Autor artykułu: Halina Cywińska