Archive for July, 2002

PiS ma kandydata

Wednesday, July 31st, 2002

Małgorzata Bartyzel, radna Rady Miejskiej w Łodzi
została wczoraj oficjalnym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na stanowisko prezydenta Łodzi w tegorocznych wyborach samorządowych.

Kandydatka PiS ma 47 lat, była współzałożycielem Ruchu Młodej Polski, internowana w stanie wojennym.

Ma tytuł doktora nauk humanistycznych, z zawodu jest dziennikarzem. Była redaktorem naczelnym łódzkiego oddziału „Nowego Świata” i kierownikiem działu społeczno – kulturalnego „Dziennika Łódzkiego”.

Obecnie jest prezesem Ogólnopolskiego Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Autor artykułu: (kow)

Uratują kapliczki

Wednesday, July 31st, 2002

Rada Osiedla Łagiewniki postanowiła ratować dwie zabytkowe kapliczki, stojące w Łagiewnikach.Obecnie w niszczejących, drewnianych budowlach śpią kloszardzi. Odbywają się tam również alkoholowe libacje.

Kapliczka św. Antoniego ma 326 lat, św. Rocha – 286. W pierwszej stoi nieczynna studzienka, pompująca wodę ze źródełka, które przez wieki było powszechnie uznawane za „cudowne”. Oba zabytki są drewniane i mają blaszane dachy. Aby przeprowadzić w nich generalny remont, potrzeba aż 400 tysięcy złotych. Na razie udało się zebrać 20 tysięcy. Z tych funduszy ma odzyskać dawną świetność starsza z budowli.

– Trzeba przyciąć drzewa, które powodują duże nagromadzenie wilgoci, odwodnić teren, udrożnić spływ wód opadowych, oczyścić i zakonserwować kamień podmurówki oraz sufity, naprawić spękaną posadzkę i wymienić gonty w dachu – wylicza Teresa Kucharska, przewodnicząca Rady Osiedla Łagiewniki, która zaangażowała się w ratowanie kapliczek. – Konieczne jest także założenie nowej instalacji odgromowej oraz instalacji przeciwpożarowej.

Część napraw członkowie rady zamierzają wykonać sami, np. uruchomić nieczynną, starą studzienkę w kaplicy św. Antoniego.

Autor artykułu: (mgr)

Serek z odłamkami szkła

Wednesday, July 31st, 2002

Łódzki sanepid szuka w hurtowniach regionu łódzkiego serka feta w słoiczkach, w których mogą znaleźć się kawałki szkła.
Serek z dodatkiem oleju wyprodukowała znana duńska firma.

Dwa słoiczki z groźnymi odłamkami kupili dwaj klienci w Wielkiej Brytanii. Feralne opakowania pochodziły z dwóch różnych partii. Na wszelki wypadek producent zdecydował się je wycofać.

Skąd szkło w fecie? Najprawdopodobniej maszyna pokruszyła słoiki podczas pakowania serka.

– Nie wiadomo jeszcze, czy do Łodzi sprowadzono akurat ten serek – powiedział nam Andrzej Bartnicki z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej. – Jeśli nasi pracownicy go znajdą, to zostanie wycofany.

Autor artykułu: (mr)

Leczą ciała i dusze

Monday, July 29th, 2002

Szpital im. Kopernika ma swoją galerię rzeźb i obrazów. Około 110 prac jest dziełem łódzkich studentów Akademii Sztuk Pięknych, dla których ta ekspozycja to pierwsza publiczna wystawa.

– Sztuka pozytywnie oddziaływuje na pacjenta: cieszy oko i uspokaja – mówi Józef Tazbir, dyrektor szpitala. – Mamy nadzieję, że w ten sposób chorzy choć przez chwilę przestaną martwić się o swoje zdrowie i pomyślą o czymś naprawdę przyjemnym.

Prace łódzkich studentów trafiły do odnowionych, utrzymanych w ciepłej kolorystyce oddziałów. Zbigniew Libich, który od kilkunastu dni jest leczony w tutejszej placówce, z galerią w szpitalu spotkał się po raz pierwszy.

– Obrazy są naprawdę piękne i warto choć na moment zatrzymać na nich oko – mówi.

Galeria podoba się nie tylko pacjentom. Konstanty Ślebioda, były zaopatrzeniowiec szpitala, tak zachwycił się pomysłem, że podarował placówce kilkanaście swoich prac. Pastelowe impresje, które powstały po jego pobycie w Afryce, trafiły na ściany Centrum Diagnostycznego.

Wprowadzenie sztuki do szpitala to pomysł prof. Andrzeja Gieragi, kierownika Katedry Kształtowania Ogólnoplastycznego Wydziału Tkanin i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, który już w 1997 roku zaproponował lekarzom utworzenie małej galerii sztuki.

Pierwsze obrazy olejne pojawiły się na ścianach oddziału Chirurgii Onkologicznej. Pomysł chwycił, a profesor Gieraga postanowił kontynuować akcję. I tak w szpitalnym ogrodzie powstała galeria rzeźby plenerowej.

W tym roku na ścianach szpitalnych korytarzy ma się pojawić kolejnych 40 obrazów. Najprawdopodobniej ozdobią oddziały chirurgii ogólnej, medycyny ratunkowej oraz zakład diagnostyki.

Autor artykułu: (lb)

Mniej widzeń na Smutnej

Monday, July 29th, 2002

Po brawurowej ucieczce Krzysztofa J. ps., „Jędrzej” (22 maja), sądy i prokuratury ograniczyły widzenia z aresztantami z ul. Smutnej. Jest ostrzej – przyznaje zastępca przewodniczącego IV Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Łodzi, Jarosław Leszczyński.

Sędziowie tego wydziału prowadzą procesy o najpoważniejsze przestępstwa – zabójstwa, przekręty gospodarcze, gangsterskie porachunki, rozbójnicze wymuszenia – i nie wolno szafować zezwoleniami. Przed wydaniem zgody na widzenie, przewodniczący lub jego zastępca zawsze sięga do akt sądowych.

– Oskarżony nie powinien tracić kontaktu z rodziną, nie można jednak pozwolić na to, by każdy mógł do niego dotrzeć – komentuje sędzia Jarosław Leszczyński.

Zanim „Jędrzej” w szortach i podkuszulce uciekł z sądowego gmachu, porzucając więzienny uniform za szafą, nie miał właściwie żadnych ograniczeń w kontaktach z bliskimi. I nie tylko z nimi. W marcu rozmawiał przy stoliku czterokrotnie, w kwietniu miał trzy widzenia, a do 22 maja (dzień, w którym uciekł) – dwa.

Nie mógł też narzekać na brak odwiedzin Tadeusz M., kierujący – według oskarżenia – wraz z Mariuszem K. związkiem przestępczym „ośmiornicy”.

„Jędrzej” przed ucieczką siedział w celi sam. Kiedy dowiedział się, że jej nie opuści, rozbił w izolatce „oko” kamery, które go podpatrywało. Agresja nasiliła się, bowiem wcześniej odebrano mu przemyconą do aresztu komórkę.

Zgodę na widzenia dostają najbliżsi osadzonego w areszcie – żona, bądź jego życiowa partnerka, dzieci, rodzice.

Są to przepustki stałe, upoważniające do odwiedzin raz w miesiącu. Można też otrzymać jednorazową zgodę na kontakt z aresztantem. I tu sąd wyraźnie zaostrzył rygory. Tylko wyjątkowe sytuacje decydują o wydaniu zezwolenia na takie kontakty.

– Każdego dnia progi aresztu przekracza 60 – 80 odwiedzających – mówi rzecznik prasowy łódzkiego Inspektoratu Służby Więziennej, mjr Roman Hoffman.

– Zważywszy, że w budynku przy ul. Smutnej przebywa1500 aresztantów (zamiast 1.000), nie można powiedzieć, że prokuratury i sądy hojną ręką udzielają zezwoleń.

Dodać jeszcze trzeba, że zwiększyła się – i to znacznie – liczba widzeń kontrolowanych – przez szybę i telefon.

Autor artykułu: (st)

Micaela kocha i cierpi

Monday, July 29th, 2002

Z długiego tournee po Austrii i Niemczech wrócił Teatr Wielki. Zespół, wraz z naszymi i zagranicznymi solistami, prezentował tam „Nabucco”, „Evitę” i „Carmen”. Rewelacyjne oceny i huragany braw jako Micaela w dziele Bizeta zbierała Dorota Wójcik.

- Zwykło się mówić o Carmen i Don Jose, a Micaela, jego wiejska narzeczona, zostaje w tle.

– U nas tak jest, dlatego byłam nawet trochę zakłopotana, kiedy przywoływano mnie na scenę – mówi Dorota Wójcik.

– Po drodze do ukłonów myślałam: przecież to nie ja byłam najważniejsza. Ale też takie sytuacje pozwalają wierzyć, że nasza praca ma sens. Graliśmy w plenerach, dla kilkutysięcznej widowni. Na każdym spektaklu padał deszcz, a publiczność nie opuszczała miejsc. Bywało, że orkiestra musiała przerwać granie, a widzowie w pelerynach czekali na ciąg dalszy.

- Micaela towarzyszy pani od pierwszego wejścia na scenę.

– Studiowałam w łódzkiej Akademii Muzycznej. Prof. Romanowska poszła do dyrektora Pietrasa z prośbą o przesłuchanie jej studentów. Właśnie pod muzycznym kierownictwem Wojciecha Michniewskiego realizowano „Carmen”. Debiut (z ręką w gipsie) był szczęśliwy. Nagle dostałam tak wiele. To były jeszcze lata studenckie i nikt z nas nie myślał o pracy zawodowej. Ten sen trwał trzy lata. Potem do teatru przyszedł dyrektor Wicherek, dostałam rolę Małgosi w „Jasiu i Małgosi”. A teraz koło się zatoczyło – pojawają się ci sami ludzie, z których decyzjami wiąże się tyle dobrego w moim życiu. W Poznaniu u dyrektora Pietrasa byłam Micaelą, Antoni Wicherek przekonał mnie, że nie powinnam rezygnować z partii Zofii w nowej łódzkiej „Halce”, a z Wojciechem Michniewskim właśnie pracuję nad „Hrabiną” (partia Broni), którą radiowa „Dwójka” przedstawi w Studiu S 1 w Warszawie 15 września.

- Życie zawodowe zaczęło się dla pani całkiem niespodziewanie, ale satysfakcjonująco.

- Tak naprawdę nie bardzo myślałam o operze. Interesowało mnie śpiewanie jazzowe. Uwielbiam tematy swingowe, musicalowe. Przygotowałam właśnie materiał na płytę, ale jak tu pozyskać sponsora?

- Micaela zdaje się bardzo bliska pani naturze.

– Było to szczególnie ważne w chwili debiutu. Ona jest skromną, wstydliwą dziewczyną, a łatwiej zagrać postać, z którą czuje się więź psychiczną. Nie wiem już ile razy ją zaśpiewałam. Ciągle pamiętam, że tu nie wolno zgubić naturalności. Ale z każdym kolejnym Jose jest coś nowego.

Dopasowując się do niego nie zawsze mogę być słodkim dziewczęciem. Podczas tournee śpiewał Argentyńczyk z ognistym temperamentem. Cieszę się, że choć mija 10 lat od mojej pierwszej Micaeli wciąż mogę ją śpiewać. Teraz czekają nas przygotowania do premiery „Carmen”. Dla mnie to już trzecia. W styczniu teatr wyruszy z nową inscenizacją na kolejne zagraniczne tournee.

- Kiedy odpocznie pani przed nowym sezonem?

– Do „Hrabiny” nie mam szans. A później? Premiera „Carmen”. Nie uda mi się wyjechać na wakacje z córką i mężem (kontrabasista w orkiestrze opery). Ale to wspaniale mieć dużo pracy, zachować zdrowie, a nade wszystko czuć rodzinne ciepło.

Autor artykułu: renata sas

Liga bez kasy

Thursday, July 25th, 2002

Od pewnego czasu futbol w całej Europie przeżywa poważne kłopoty finansowe. Wczoraj problem bezpośrednio dotknął polską piłkę nożną.

Z powodu trudnej sytuacji finansowej stacja Canal+ postanowiła zmniejszyć wypłaty dla naszych klubów piłkarskich z tytułu praw medialnych.Właściciel największej w Europie płatnej platformy cyfrowej Canal+ koncern Vivendi Universal ogłosił ostatnio plany sprzedaży zagranicznych oddziałów, w tym polskiego.

Zmiana warunków umowy najbardziej dotknie kluby ekstraklasy. Według pierwszych, jak na razie przybliżonych szacunków, kluby pierwszej ligi otrzymają od 30 do 40 procent mniej pieniędzy. Z prostych wyliczeń wynika, że do klubowych kas nie wpłynie osiem milionów dolarów. Stracą także kluby drugoligowe.

Wczoraj przedstawiciele telewizji spotkali się prezesami klubów I i II ligi. Arnaud Villeneuve z Canal+ konieczność zmiany warunków umowy uzasadniał trudną sytuacją finansową stacji.

– O konieczności zmiany warunków kontraktu z telewizją Canal+ dowiedzieliśmy się 10 dni temu. Od tego czasu były prowadzone negocjacje, by cięcia finansowe, które dotkną nasze kluby, nie były zbyt duże. Te wszystkie problemy wzięły się z trudnej sytuacji rynku mediów w całej Europie oraz kryzysu gospodarczego. Dlatego też cieszy mnie postawa przedstawicieli klubów, którzy wykazali się w tej trudnej sytuacji dojrzałością i odpowiedzialnością – powiedział prezes PZPN Michał Listkiewicz.

W związku z decyzją Canal+ PZPN zamierza zastanowić się nad kształtem rozgrywek w najbliższych trzech sezonach. Prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej Krzysztof Dmoszyński zapowiedział, że na jutrzejszym posiedzeniu Zarządu PZPN będzie wnioskował o powiększenie ekstraklasy w sezonie 2003/2004 do 14 zespołów. Niedawno Zarząd PZPN postanowił zredukować ekstraklasę do 12 drużyn, począwszy właśnie od sezonu 2003/2004.

Wróciliśmy do sprawy reformy rozgrywek ze względu na liczne głosy niezadowolenia. Po finałach MŚ duża grupa członków zarządu PZPN oraz prezesi klubów pierwszej i drugiej ligi postulowali, by jeszcze raz zastanowić się nad liczbą drużyn w pierwszej lidze. Do tych sugestii ustosunkuje się zarząd PZPN na swym najbliższym posiedzeniu – zapewnił Listkiewicz.

Przypomnijmy, że w 2000 roku kodowana telewizja Canal+ na mocy umowy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej uzyskała wyłączne prawa do transmisji piłkarskich rozgrywek I i II ligi przez 5 lat, do sezonu 2004/2005.

Sumy kontraktu nie ujawniono, ale szacuje się, że Canal+ miał zapłacić łącznie ok. 100 mln dolarów. Ze strony PZPN warunki umowy negocjował wiceprezes związku Zbigniew Boniek, który ostatnio został selekcjonerem reprezentacji.
Pieniędzmi przekazanymi przez Canal+ dysponuje PZPN, który przekazuje je do klubów. Każdy klub ekstraklasy otrzymywał sumę gwarantowaną – od 1,3 do 1,8 mln marek niemieckich w sezonie.

Dodatkowo kluby otrzymywały premie w zależności od zajętego miejsca. Zespoły drugoligowe miały do podziału około 4,5 mln marek rocznie. Pieniądze z Canal+ stanowiły znaczącą część budżetu dla większości klubów.

Autor artykułu: (hof)

Najlepszy tor kolarski będzie w Łodzi na Społem

Thursday, July 25th, 2002

Na torze kolarskim Społem przy ul. Północnej trwają intensywne prace budowlane. W miejscu starego toru, który po raz ostatni był remontowany ponad czterdzieści lat temu, powstaje nowy, który ma spełniać najwyższe światowe standardy.

∂ Czy jest szansa na najnowocześniejszy tor w Polsce?
Janusz Kotliński dyrektor Społem: – Takie były założenia remontu, a właściwie budowy nowego toru. Będzie on miał betonową nawierzchnię i wszystko wskazuje na to, że będzie najszybszy i najlepszy w kraju. Jeśli tak w istocie będzie, to zamierzamy się również starać o jego zadaszenie.

∂ Od czego to będzie zależeć?

– Na początek musi się okazać, że faktycznie jest to najszybszy tor kolarski w Polsce. Później można rozpocząć rozmowy o dachu. Mając do dyspozycji taki obiekt śmiało możemy się starać o ważne imprezy międzynarodowe.

∂ Przed laty w Łodzi można było obejrzeć najlepszych torowców świata. Czy w przyszłości będzie podobnie?

– Rzeczywiście na naszym torze odbywała się poważna międzynarodowa impreza pod nazwą Wielka Nagroda Polski. Może warto pomyśleć o jej reaktywowaniu.

∂ Czy tor będzie w stanie zarobić na siebie?

– Oczywiście. Dla przykładu zawody Pucharu Świata współfinansuje Europejska Unia Kolarska. W jej władzach mamy przecież naszego prezesa Walkiewicza. Myślę, że potrafi on odpowiednio zadbać o polskie interesy, szczególnie że ostatnio nasi torowcy są na topie. Możemy się również spodziewać, że zespoły z innych miast będą chciały u nas trenować.

∂ Ile klub musiał wydać na modernizację toru?

– Cała inwestycja zastała wyceniona 2,65 miliona złotych. 70 procent kosztów pokrył UKFiS, a resztę Urząd Miasta.

∂ Zakończenie budowy toru planowane było na 30 września. Czy tego dnia kolarze będą się już mogli ścigać?

– Mieliśmy przerwę w pracach i wydaje się, że będzie lekki poślizg. Związane było to z budową wiraży.

∂ Na czym polegał problem?

– Aby tor spełniał najwyższe standardy, trzeba było podwyższyć nachylenie wiraży z 23 do 33 stopni. Takie prace muszą wykonywać najlepsi specjaliści, stąd też trochę trwało ich poszukiwanie.

∂ Czy oddanie do użytku nowego toru może wpłynąć na większe zainteresowanie młodzieży kolarstwem?

– Na pewno. Dotychczasowy stan obiektu nie zachęcał młodych do przyjścia na Społem. Na pewno wrócimy do cyklu cotygodniowych zawodów dla młodzieży.

Autor artykułu: (hof)

Łódzki sport pracuje dla innych

Thursday, July 25th, 2002

Na odbytych ostatnio lekkoatletycznych mistrzostwach Polski w Szczecinie startowało 10 reprezentantów regionu łódzkiego. O najlepszych wynikach uzyskanych przez łodzian już pisaliśmy. Dodajmy jeszcze, że 7 miejsce w skoku wzwyż zajął Emil Kaszczyk (AZS) z wynikiem 2,10 m, a tuż za nim uplasował się z takim samym rezultatem Robert Wolski (Łęczyca).

Na mistrzostwach tych startowała także grupa wychowanków łódzkich klubów, którzy po osiągnięciu wieku seniora wyemigrowali z Łodzi. Kilkoro z nich zdołało wywalczyć czołowe miejsca w rywalizacji ogólnokrajowej. I tak m. in. Aneta Sadach (dawniej Start, obecnie Osowa Sień) została wicemistrzynią Polski w trójskoku wynikiem 13.65, srebrny medal na 400 m ppł wywalczyła Małgorzata Pskit (Start, Warszawianka) 57.48, czwarte miejsce w skoku w dal zajął Paweł Zdrajkowski (MKS Aleksandrów, Osowa Sień) 7.48, czwarta w rzucie oszczepem była Monika Kołodziejska (Start Łódź, AZS Wrocław) 53.12.

W mistrzostwach nie wziął udziału Tomasz Ścigaczewski, czołowy specjalista w biegu na 110 m ppł, wychowanek MKS Aleksandrów, który jeszcze w ub. sezonie reprezentował barwy łódzkiego AZS. Nie startował, ponieważ miał kłopoty zdrowotne.

∂ Kiedy wreszcie skończy się exodus najlepszych łódzkich lekkoatletów do innych klubów w Polsce? – pytamy prezesa ŁOZLA Adama Gila.

– Nastąpi to wówczas, kiedy łódzkie kluby stać będzie na utrzymanie swych najlepszych wychowanków – odpowiada prezes. Tymczasem nie zanosi się na to, aby uległa zdecydowanej poprawie sytuacja finansowa naszych klubów, które zajmują się szkoleniem lekkoatletów. I dlatego najlepsi z ich wychowanków przenoszą się do klubów, które, jak to się popularnie określa, zapewniają im godziwy wikt i opierunek. I nie można mieć o to do nich pretensji.

∂ Czyli nadal Łódź pracować będzie na innych?

– Musimy ograniczyć się do takiej roli, ponieważ jesteśmy za biedni, aby rywalizować na tym polu ze znacznie bogatszymi od nas okręgami. Gdzie indziej znajdują się możni sponsorzy, którzy łożą sporo pieniędzy na seniorską lekkoatletykę. W Łodzi takich chętnych nie ma, mimo usilnych starań z naszej strony, aby ich pozyskać. Pozostaje tylko ta satysfakcja, że łódzkie talenty się nie marnują.

∂ Można więc się spodziewać, że i Piotr Kędzia z AZS, który reprezentował Polskę na mistrzostwach świata juniorów, niebawem również z Łodzi odejdzie?

– To pytanie proszę skierować do działaczy łódzkiego AZS, ponieważ zarząd ŁOZLA nie ma na to wpływu. Będzie tylko nam bardzo żal, jeżeli ewentualnie i Kędzia przeniesie się do klubu w innym rejonie Polski.

∂ Pod koniec tego tygodnia młodzi łódzcy lekkoatleci wystartują w bardzo prestiżowej imprezie jaką jest Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży. Na ile medali można liczyć?

– Nie można z góry zakładać, ile medali na OOM zdobędą reprezentanci woj. łódzkiego. Wyjeżdża 30 reprezentantów Łodzi, wśród których jest spora grupa potencjalnych kandydatów na medalowe miejsca.

Autor artykułu: (m. st.)

Przepadł milion

Wednesday, July 24th, 2002

Przez siedem lat od wybudowania wystawienniczej hali Expo przy ul. Stefanowskiego władze miasta nie zdołały wyegzekwować kar umownych od spółki budowlanej. Przepadło 1,25 mln złotych, bo sprawa już się przedawniła.

Pieniądze – jak mówi Józef Mazur, wicedyrektor wydziału gospodarowania majątkiem – należały się miastu z tytułu kar umownych, ciążących na spółce HBB Development za nieoddanie obiektu w terminie, a także z powodu odstąpienia od umowy, podpisanej 23 sierpnia 1993 roku. Hala została odebrana w marcu 1995 roku. Dlaczego starania o wyegzekwowanie kar od HBB Development spełzły na niczym?

– Żeby skierować sprawę do sądu, należało wpłacić 100 tysięcy złotych. Sytuacja finansowa spółki pogorszyła się jednak na tyle, że miasto nie miało szans odebrać pieniędzy, nawet z wyrokiem w ręku – mówi dyrektor Mazur, wertując papiery z poprzednich lat.

– Tak jak przyznanej przez sąd kwoty 45 tys. złotych, której w końcu zaczęto dochodzić osobiście od prezesa spółki.

Władze miasta starały się zawrzeć ugodę, ale nic z tego nie wyszło. Dyrektor Mazur zapewnia, że próby ponawiano do 2001 roku, aż w październiku roszczenia się przedawniły.

Przed kilkoma dniami obecne władze miasta ostatecznie pogodziły się ze stratą, uznając pieniądze za nieściągalne.

– To nie jest rzeczywista strata – mówi jednak Józef Mazur. – Te 1,25 mln złotych to po prostu korzyść, jakiej nie udało się uzyskać.

Prezes HBB Development nie zniknął z życia gospodarczego Łodzi. Teraz kieruje budową hotelu. Tego u zbiegu ulic Piotrkowskiej i Radwańskiej, który od lat jakoś nie może powstać…

Autor artykułu: (kow)