Pod zarzutem jazdy po pijanemu i spowodowanie wypadku zatrzymano 56-letniego Józefa M., byłego radnego Rady Miejskiej w Łodzi. Nie wiadomo jednak czy będzie odpowiadał karnie. Odmówił bowiem poddania się badaniu alkomatem i pobrania krwi.
– W środę około godz. 20.30 na ul. Łyżwiarskiej, Józef M. cofając fordem mondeo potrącił 4-letniego chłopczyka i jego 13-letnią siostrę – mówi nadkomisarz Dariusz Krawczyk z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Jak ustaliła policja, 56-latek nie wysiadł nawet z samochodu, żeby zobaczyć, co się stało. Odjechał uszkadzając po drodze daewoo lanosa. Kilkaset metrów dalej złapał gumę. Wtedy podbiegł do niego 16-latek i nie pozwolił mu odejść. Kilka minut później na ul. Łyżwiarskiej pojawiła się policja. Poszkodowane dzieci trafiły do Centrum Zdrowia Matki Polki. Stwierdzono u nich ogólne potłuczenia i otarcia naskórka.
Policjanci próbowali nakłonić Józefa M. do poddania się próbie trzeźwości na alkomacie. Odmówił. Przewieziono go więc do Izby Wytrzeźwień na pobranie krwi. Jednak i tu Józef M. nie zgodził się na badanie. Podobnie było na stacji pogotowia ratunkowego i w szpitalu MSWiA. Lekarze nie chcieli pobierać krwi wbrew woli pacjenta. Zasłaniali się przepisami ustawy i kodeksem etyki lekarskiej.
– To niedopuszczalne – twierdzi Lidia Jóźwiak, zastępca prokuratora rejonowego na Polesiu. – Lekarze w takich sytuacjach mają obowiązek pobrać krew do badań, nawet jeśli pacjent nie wyraża na to zgody.
Wczoraj łódzka „drogówka” przesłuchiwała świadków wypadku. Wyjaśnienia składał również Józef M. Tłumaczył, że wypił tylko piwo.
– Nie mamy wyniku badania trzeźwości kierowcy, więc przedstawiając podejrzanemu zarzuty, będziemy musieli oprzeć się na zeznaniach świadków, m.in. policjantów, którzy brali udział w interwencji oraz lekarza Izby Wytrzeźwień – zaznacza prokurator Lidia Jóźwiak.
Nie jest to pierwszy piracki rajd Józefa M. Prokuratura podaje, że 24 września 1997 r. jadąc seatem cordobą na al. Piłsudskiego staranował on małego fiata. Wtedy również nie zatrzymał się, aby udzielić pomocy poszkodowanemu kierowcy.
Kilka minut później na ul. Przędzalnianej rozbił volvo, dużego i małego fiata. Na ul. Tymienieckiego złapał gumę.
Pozamykał auto i poszedł do domu. W nocy zgłosił policji… kradzież samochodu. Gdy okazało się, że może być pod wpływem alkoholu, odmówił dmuchania w alkomat i pobrania krwi. Prokuratura oskarżyła go jednak o spowodowanie wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia. 26 lutego 1998 r. skierowała do sądu akt oskarżenia. Rozprawa się jednak nie odbyła. Józef M. zaczął chorować i zmieniły się przepisy prawne. Jego czyn zakwalifikowano jako… wykroczenie i akta sprawy skierowano do kolegium.
*****
Józef M. ma bogatą przeszłość polityczną. Do 1998 roku był radnym Unii Wolności. Był też kandydatem tej partii do Sejmu, w wyborach 1997 roku. 27 lipca tego roku, Platforma Obywatelska na swej uroczystej konwencji w Pałacu Poznańskiego prezentowała Józefa M. jako swego kandydata do Rady Miejskiej. I to nie byle jakiego. Miał pierwsze miejsce w okręgu nr 8. W krótkiej charakterystyce pisano o nim: Lat 56, żonaty, wykształcenie średnie techniczne, aktualnie prywatny przedsiębiorca, prezydent Klubu Rotary Łódź Centrum.
Poseł Iwona Śledzińska Katarasińska, szef PO w Łódzkiem przyznaje, żerozpatrywano kandydaturę Józefa M.
– Ale po zawarciu koalicji z PiS wiadomo było, że liczbę naszych kandydatów musimy zredukować o połowę. Nic więcej na ten temat nie mam do powiedzenia – stwierdziła posłanka.
To i tak dużo. Maciej Grubski, szef wojewódzkiego komitetu wyborczego Platformy zapewniał nas bowiem, że Józef M. nigdy nie był kandydatem na radnego. Jarosław Wojcieszek, rzecznik „Sprawiedliwość dla Obywateli”, wspólnego komitetu wyborczego Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że Józefa M. nie ma na wspólnej liście kandydatów do Rady Miejskiej.
Autor artykułu: (em, kow)