Archive for September, 2002

Łódzcy zapaśnicy liczą na medale

Saturday, September 21st, 2002

Dziś w Warszawie rozpoczynają się młodzieżowe mistrzostwa Polski zapaśników stylu wolnego. W imprezie wystartuje siedmiu zawodników łódzkiego Włókniarza.

∂ Na starcie stanie 120 zawodników. Czy macie medalowe szanse?

– Paweł Krupiński, trener łódzkich zapaśników: – Zawsze przystępuje się do mistrzowskich zawodów z nadziejami na zajęcie jak najlepszego miejsca. W tym roku konkurencja jest jednak bardzo ostra i wywalczenie miejsca na podium będzie bardzo trudne.

∂ Ryszard Leśniewski i Łukasz Góral bronią tytułów mistrzowskich?

– Obydwaj są dobrze przygotowani do zawodów i liczę, że znów wywalczą złote medale. Nie mogą sobie jednak pozwolić na chwilę słabości.

∂ Dlaczego?

– Tegoroczne mistrzostwa Polski odbywają się w nowej formule. Wystarczy przegrać jedną walkę w grupie, a już się traci szansę na najwyższe miejsce na podium. Przegrany wpada automatycznie do grupy B i może zapomnieć o mistrzostwie Polski.

∂ Który z pańskich podopiecznych trafił na najsilniejszą grupę?

– Zdecydowanie najmniej szczęścia przy losowaniu miał Bartek Bartnicki w wadze 87 kg. Będzie rywalizował ze wszystkimi najsilniejszymi polskimi zawodnikami w tej wadze. Jak na debiutanta w tej kategorii wiekowej, to poważne wyzwanie. Mamy jednak nadzieję, że sprosta jemu choć oczywiście nie będzie to proste zadanie. Z drugiej jednak strony prawdziwego zawodnika poznaje się po tym, jak dają sobie radę w niezwykle silnej konkurencji.

∂ A pozostali zawodnicy?

– W wadze 58 kg wystartuje Andrzej Kubiak, w 69 kg Krzysztof Grzywniak i Szymon Piątkowski, a w najcięższej 130 kg Wiktor Skrobacz. Są dobrze przygotowani do walk i wierzę, że mogą postarać się o medale.

Autor artykułu: (hof)

Kontuzjowany Sebastian przygotowuje się do… ślubu

Saturday, September 21st, 2002

Łódzka para taneczna Sylwia Nowak i Sebastian Kolasiński przez ostatnie tygodnie przygotowywała się do sezonu w Stanach Zjednoczonych. Niestety pod koniec pobytu Sebastianowi odnowiła się kontuzja kręgosłupa, która dokuczała mu już podczas igrzysk w Salt Lake City.

Po konsultacjach w WAM uznano, że za wcześnie na zabieg chriurgiczny. Zalecono, żeby Sebastian wziął sobie krótki sportowy urlop. Łódzki łyżwiarz ma dwa tygodnie przerwy. Wykorzystuje je na zabiegi rehabilitacyjne i przygotowania do ślubu kościelnego z Jagną Marczułajtis, który był początkowo planowany na dziś.

Uroczystość odbędzie się jednak w przyszłą sobotę (28 bm.) o godz. 16.00 w kościele ojców Bernardynów na Bystrem. Potem para młodych, kapela góralska oraz zaproszeni goście przejadą bryczkami przez całe Zakopane na Krupówki do restauracji regionalnej „Sabała”, gdzie odbędzie się huczne wesele na około 100 osób.

Jagna ma już suknię ślubną. Jest uszyta przez francuską firmę Cymbeline. Suknia jest z welonem w kolorze ecru. Natomiast Sebastian Kolasiński wystąpi we fraku w szarym kolorze. Frak szyty jest przez firmę Pawo.

O wrażenia z pobytu w USA poprosiliśmy Marię Olszewską-Lelonkiewcz, trenerkę łódzkiej pary tanecznej:

– Trenowaliśmy bardzo intensywnie, po sześć godzin dziennie w hali lodowej w Cromwell niedaleko Nowego Jorku. Warunki były wprost wymarzone do prowadzenia zajęć.

Dużo skorzystaliśmy z pomocy mieszkającej w Ameryce trenerki Nataszy Dubowej. Przećwiczyliśmy nowe bardzo ciekawe podnoszenia. Uważam, że nasz program dowolony na ten sezon spodoba się publiczności. Niestety intensywność treningów spowodowała odnowienie się kontuzji Sebastiana. W tej sytuacji moja para musiała zrezygnować ze startu w zawodach w Oświęcimiu.

∂ Czy fakt, że państwo Kolasińscy kupili mieszkanie w Krakowie, zmienia coś w sportowych planach naszej łyżwiarskiej pary?

– Nic. Po urodzeniu dziecka Jagna będzie je wychowywała w Krakowie, a Sebastian – normalnie trenował w Łodzi. Będzie jeździł do żony w weekendy. O żadnym rezygnowaniu ze sportu nie ma mowy. Tak Jagna, jak i Sebastian deklarują, że chcą wystąpić na igrzyskach olimpijskich w Turynie.

Autor artykułu: (pas)

Lech M. Jednak pozostanie w celi

Thursday, September 19th, 2002

56–letni Lech M., były dyrektor łódzkiej Izby Skarbowej pozostanie w więziennej celi. Tak postanowił wczoraj Sąd Okręgowy w Łodzi rozpatrujący zażalenie na areszt podejrzanego.

Procesowe pismo do sądu II instancji wnieśli trzej adwokaci, wynajęci przez rodzinę Lecha M. Zamiast aresztu obrońcy proponowali – kaucję w wysokości 50 tysięcy złotych i poręczenie osobiste księdza Ireneusza Kuleszy, rekomendowanego przez arcybiskupa Władysława Ziółka. Nie pomogło.

Przez blisko dwie godziny, za zamkniętymi drzwiami, ważyły się losy Lecha M. Orzeczenie sądu przekazał potem dziennikarzom sędzia Sławomir Haładaj. – Akta sprawy uzasadniają popełnienie przestępstw przypisanych podejrzanemu – argumentował.

– Przyjęcie łapówki w wysokości 87 tysięcy złotych zagrożone jest karą do 10 lat więzienia. Poza tym Lech M. był urzędnikiem wysokiego szczebla państwowego i piastując funkcję dyrektora Izby Skarbowej powinien być osobą specjalnego zaufania.
Adwokaci mówili też o nie najlepszym stanie zdrowia ich klienta.

W ocenie sądu – aktualna opinia biegłych lekarzy pozwala podejrzanemu na pobyt w areszcie.

Sąd wyeliminował tylko z uzasadnienia obawę matactwa, bo takowej – w jego ocenie – nie ma.

Lechowi M., który trafił za kratki 29 sierpnia, prokurator postawił 5 zarzutów. Cztery dotyczą ukrywania swoich dochodów w oświadczeniach majątkowych składanych w latach 1998– 2001. Według prokuratury, dyrektor łódzkiej skarbówki zaniżał je każdego roku o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Piąty zarzut – najpoważniejszy związany jest z przyjęciem przez Lecha M. łapówki w wysokości ponad 87 tysięcy złotych. Mieli ją wręczyć właściciele znanej łódzkiej firmy za pozytywne załatwienie odwołania od decyzji urzędu skarbowego. Chodziło o przekręty podatkowe, za które biznesmeni też w końcu trafili za kratki.

„Express” dowiedział się od adwokatów, że ich klient przyznał się tylko do zarzutów związanych z ukrywaniem dóbr. Natomiast kategorycznie zaprzeczył przyjęciu łapówki.

Autor artykułu: (st)

Żądają głowy wiceprezydenta

Thursday, September 19th, 2002

Klub radnych Ligi Polskich Rodzin zażądał wczoraj od prezydenta Łodzi by natychmiast odwołał swego podwładnego – wiceprezydenta Marka Klimczaka.

– W związku z ujawnieniem nieuprawnionego i niezgodnego ze stanem faktycznym używania przez niego tytułu „magistra” utracił elementarną wiarygodność, niezbędną do pełnienia funkcji publicznych – uzasadnił wniosek Zbigniew Klajnert, przewodniczący klubu LPR.

– Prezydent Krzysztof Jagiełło nie odwoła wiceprezydenta Klimczaka – powiedział nam Błażej Kronic, rzecznik prezydenta. – Wysoko ocenia jego przygotowanie merytoryczne. Wiceprezydent poniósł już konsekwencje polityczne, bo nie będzie kandydował w wyborach do Rady Miejskiej. Poza tym do końca kadencji Zarządu zostało tylko półtora miesiąca.

– Rada Miejska nie zajmie się wnioskiem Ligi Polskich Rodzin – mówi Krzysztof Honkisz, wiceprzewodniczący Rady. – Radni mogą złożyć wniosek jedynie o odwołanie prezydenta.
Natychmiastowego odejścia wiceprezydenta Klimczaka domaga się też kandydat na prezydenta Witold Rosset:

– Posługując się pieczątką z fałszywym tytułem magistra, wiceprezydent Klimczak popełnił oszustwo. Nie dość, że popełnił przestępstwo, którym powinna się zająć prokuratura, złamał wszelkie zasady etyczne.

Autor artykułu: (kow)

Bezprawne praktyki w tramwajach i autobusach

Thursday, September 19th, 2002

- Zostałem przyłapany na jeździe bez biletu. Nie miałem przy sobie dowodu osobistego, więc kontroler postraszył mnie, że wezwie policję, a wtedy za przyjazd radiowozu zapłacę 140 zł – opowiada „pasażer na gapę”.

Straszenie dodatkową karą pieniężną tych gapowiczów, którzy nie chcą pokazać dokumentów, to praktyka, którą stosują niektórzy kontrolerzy biletów. Nieuzasadniona, bo policjanci nie pobierają za te usługi żadnych opłat.

– Na takie wezwania przyjeżdżają policjanci, którzy są na patrolu. Nie bierzemy za to żadnych pieniędzy. To zwykłe straszenie ludzi, które nie powinno mieć miejsca – mówi Barbara Skowronek, podkomisarz w Zespole Prasowym Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

Jak twierdzą w MPK, „kanar” ma prawo do sprawdzenia danych pasażera bez biletu, może też zajrzeć do jego dowodu osobistego bez asysty policji.

– Zgodnie z prawem przewozowym, kontroler ma prawo żądać dowodu tożsamości – mówi Marlena Moździerz, kierownik Zakładu Obsługi Pasażera łódzkiego MPK. – Jeżeli ktoś nie chce tego uczynić, może wówczas wezwać policję.

Autor artykułu: (mal)

Przed wyborami…

Wednesday, September 18th, 2002

Na dworcu Łódź–Widzew zwołał konferencję prasową Włodzimierz Fisiak, kandydat Platformy w wyborach na prezydenta Łodzi: – Odrapane budynki. Prowizoryczna poczekalnia. To zdewastowane rudery. Wulgarne napisy.

Jedyna toaleta to zabita dechami buda, nieczynna. Tak prezentuje się obcokrajowcom nasz międzynarodowy dworzec – zauważył kandydat. Zdziwił się, że tego wszystkiego nie widać z okien magistratu…

Witold Rosset, kandydat Unii Wolności, pokazał zaś publicznie swój dyplom ukończenia uczelni. Jak stwierdził, uzyskał go dzięki solidnej pracy. Nie tak, jak obecny prezydent miasta, który „poszedł na skróty”. Rosset w swej kampanii proponuje m. in. zmniejszenie opłat lokalnych, promowanie Łodzi poprzez imprezy międzynarodowe i likwidację przywilejów władzy.

Autor artykułu: (kow)

W rocznicę 17 września

Wednesday, September 18th, 2002

63. rocznicę napaści Związku Radzieckiego na Polskę uczcili wczoraj łódzcy kombatanci i żołnierze. Wiązankę kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza złożył również prezydent Łodzi Krzysztof Jagiełło (SLD). Rozeźliło to niektórych uczestników uroczystości.

– Prezydent przypomniał sobie o rocznicy akurat przed wyborami! – komentował Włodzimierz Tomaszewski, prawicowy radny.

Kombatanci nie mieli jednak nic przeciw temu. Widać było nawet, że obecność prezydenta miasta im pochlebiła. Przed Grobem, prócz żandarmerii, stanęła też warta Straży Miejskiej.

– Mieliśmy w naszej historii ciemne plamy, gdy rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę nie można było obchodzić. Dziś oddajemy tu hołd wszystkim, którzy walczyli za Polskę – stwierdził prezydent.

Autor artykułu: (kow)

Magister z pychy

Wednesday, September 18th, 2002

Marek Klimczak, wiceprezydent Łodzi, posługiwał się przez trzy lata tytułem magistra, choć go nie posiadał. Zanim został wiceprezydentem, pieczątką z „mgr” przed nazwiskiem sygnował pisma w zarządzanym przez siebie Wojewódzkim Ośrodku Kształcenia Zawodowego i Języków Obcych „Wiedza”.

Wczoraj przyznał się do tego dziennikarzom. – Nie robiłem tego dla korzyści, ale z pychy – powiedział.

Nim Marek Klimczak wszedł w skład Zarządu Miasta Łodzi, kierowanego przez Krzysztofa Panasa, ujawnił, że tytułu magistra nie ma. Wiedział o tym cały Zarząd, a także wielu radnych SLD. Zewnętrzna kancelaria prawna dostała nawet zlecenie sporządzenia opinii prawnej, mającej wykazać, czy łamał w ten sposób prawo. Ponoć okazało się, że nie.

Miejskie władze SLD były również poinformowane o postępowaniu Marka Klimczaka. Nie dopatrzyły się powodu, by postawić mu z tego tytułu zarzut.

– To, co robiłem, było złe – powiedział wczoraj dziennikarzom. – Ale nie robiłem tego, by czerpać jakiekolwiek korzyści. To był grzech pychy.

Pracę magisterską Klimczak obronił dopiero w czerwcu tego roku, po dwuletnich studiach uzupełniających na jednej z prywatnych uczelni.

Obecny zwierzchnik Marka Klimczaka, prezydent Krzysztof Jagiełło, komentując sytuację swego podwładnego mówi:

– Nie przewiduję żadnych gwałtownych ruchów kadrowych. To przecież już koniec kadencji. Obecny Zarząd przestanie już funkcjonować pod koniec roku.

Sam Marek Klimczak zapewnia, że z powodu niegdysiejszego posługiwania się fałszywą pieczątką zrezygnował z kandydowania w wyborach do Rady Miejskiej. Ale urzędu się nie zrzeknie.

– Zbyt wiele osób przekonywało mnie, że to nie byłby dobry krok – mówi.

– To smutna historia, znów pokazująca Łódź od złej strony – komentuje Wojciech Michalski, prawicowy radny. – Czy w SLD naprawdę nie mają już nikogo, kto ma czyste papiery?

Autor artykułu: (kow)

Paranoja na okrągło

Monday, September 16th, 2002

Na łódzkich rondach, mimo wymalowania nowych pasów, panuje chaos. Samochody ostro hamują, kierowcy są zdezorientowani, wykonują niespodziewane manewry i wzajemnie na siebie trąbią. Stłuczek nie brakuje.

– Jeździłem po drogach w wielu krajach europejskich, ale tak kuriozalnego oznakowania jeszcze nie widziałem – mówi Tadeusz Kowalski, właściciel nissana. – Na Rondzie Lotników Lwowskich wewnętrzny pas ruchu po kilkudziesięciu metrach przechodzi w zewnętrzny. I nie wiadomo, który pas zająć, by dojechać do wybranego zjazdu z ronda.

Linie wzajemnie się przecinają, a w 3 miejscach z „wyspy” wyprowadzono nowe pasy ruchu! Co gorsza, przed wjazdem na rondo nie ma odpowiednich znaków (tablic informacyjnych). Kierowca nie może więc odczytać, gdzie skieruje go pas, po którym jedzie.

– Skrzyżowania powinno się przejeżdżać płynnie, a nie zastanawiać na środku ronda, co zrobić, by wyjechać właściwą drogą – komentują policjanci z łódzkiej drogówki.

– Poza tym bardzo niebezpiecznie może być zimą, gdy jezdnie pokryje śnieg. Jedni będą jeździć na pamięć wytyczonymi przez drogowców pasami. Inni, nie znając oznakowania na jezdni, mogą nieświadomie łamać przepisy.

Jeszcze niedawno na rondzie Inwalidów, jadąc w stronę Centrum, można było skręcić w lewo w kierunku ul. Przybyszewskiego z 3 pasów ruchu (namalowanych przez drogowców wokół ronda). Dziś jest to możliwe tylko z lewego, skrajnego pasa. Gdy kierowca w porę nie zorientuje się, że na skrzyżowaniu oznakowanie jest inne, będzie musiał pojechać prosto, albo – łamiąc przepisy – przejechać przez linię ciągłą.

– To rondo jeszcze parę lat temu było zwykłym skrzyżowaniem równorzędnym – dodają taksówkarze. – Ponieważ dochodziło do wielu wypadków i kolizji, postanowiono zmienić organizację ruchu. Wprowadzono ruch okrężny. Przez długie miesiące kierowcy przyzwyczajali się do „nowego”. Gdy już opanowali poruszanie się po tym skrzyżowaniu, drogowcy postanowili namalować pasy ruchu (wokół ronda). Z dnia na dzień znów zapanował chaos. Pomysł z pasami dookoła wyspy okazał się chybiony. Zamalowano je. Po kilku miesiącach znów są. Tym razem biegną w zupełnie innych kierunkach. Przecinają się nawzajem i trzeba kilka razy tędy przejechać, by zorientować się o co chodzi.

*****

Pomysłowość pracowników Wydziału Dróg Urzędu Miasta nie zna granic. Szczególnie w kwestii malowania pasów i organizacji ruchu na skrzyżowaniach. Tam łódzcy drogowcy brylują. Jeszcze niedawno w urzędzie zapewniano o genialnym pomyśle z pasami na zmodernizowanym skrzyżowaniu al. Politechniki i ul. Radwańskiej. Wszystko miało być przemyślane, zaprojektowane itd.

Po kilku dniach okazało się, że pasy trzeba zamalować, gdyż
komplikowały przejazd przez skrzyżowanie. Ciekawe, jak długo przetrwa „nowość” na rondach. Nie dziwi więc fakt, że drogowcy nie chcieli komentować wprowadzonych zmian…

Autor artykułu: (tj)

Ryżową szczotką – Miasto kobiet?

Monday, September 16th, 2002

Przez cały nieudany socjalistyczno – komunistyczny fragment historii naszego kraju o kobietach przypominano sobie jednego dnia – 8 marca. Wtedy szczególnie w Łodzi robiono wyjątkową propagandową histerię.

Na czołówkach gazet pojawiały się artykuły o wielkim trudzie i znoju pań, pracujących w mieście włókniarzy. Były wiwaty, kwiaty oraz rajstopy i kiełbasa wydawane poza systemem kartkowym. Za ten pic i fotomontaż łódzkie kobiety odwdzięczyły się władzy najbardziej przejmującym i zapadającym w pamięć i serce strajkiem głodowym okresu Solidarności.

Powiem szczerze, czasy się zmieniły, ale o paniach w Łodzi pamięta się jedynie przy okazji ich sztucznie nadmuchanego święta. Sportowe aspiracje naszych kobiet władza ma w głębokim szacunku i poważaniu.

Awans do II ligi wywalczyły zawodniczki Kolejarza. W mieście uznano jednak, że kopanie futbolówki to wyjątkowo niepoważne zajęcie dla dbających o wygląd i figurę pań i mimo próśb i apeli, nie zdecydowano się wspomóc piłkarskich działań, choćby symboliczną złotówką. W tej sytuacji z braku kasy Kolejarz musiał ligę oddać walkowerem.

W niewielkich Polkowicach przed zbliżającym się sezonem kobiecego basketu władze miasta przeznaczyły na potrzeby drużyny okrągłą sumką 900 tysięcy złotych. Żeby dziewczyny wiedziały, że się o nich pamięta i popiera ich sportowe aspiracje, które sięgają miejsc na ligowym podium.

W Łodzi dużo się gada po próżnicy, składa kolejne deklaracje bez pokrycia, z których nic lub prawie nic nie wynika. Całe zainteresowanie skończy się na symbolicznym kwiatku 8 marca?!

Autor artykułu: rezerwowy pafka